Prolog. Dziwny chłopiec
Pierwszy października w tym roku okazał się wyjątkowo
pogodny. Na ulicach od samego rana
tłoczyli się ludzie pospiesznie udający się do pracy lub szkoły. Podobnie było
tego dnia pod Uniwersytetem Tokijskim.
Wśród tego tłumu prawie nikt się nie wyróżniał. Większość rozmawiała już
z nowo poznanymi kolegami lub ze znajomymi. Odmianę stanowił pewien niewysoki
chłopiec stojący blisko bramy wejściowej. Miał on czarne niedbale związane
włosy, duże okulary zasłaniające oczy i podniszczone workowate ciuchy. Wtem do
niego podeszło sześciu dobrze zbudowanych młodzieńców. Mieli oni na sobie
markowe ciuchy i krótkie modnie przystrzyżone włosy.
- Proszę, proszę czyż to nie nasza mała ciotowata sierotka?-
Spytał najwyższy z nich. Mniejszy chłopiec podniósł oczy na mówiącego i ze
strachem zaczął się odsuwać. Niestety jednak szybko natrafił na ścianę.
Czerwono włosy który przed chwilą się odezwał położył rękę na murze odgradzają
małemu jakąkolwiek drogę ucieczki. – Chyba nie odmówisz nam szczęśliwego małego
spacerku z okazji tak niespodziewanego spotkania?- Długowłosy jedynie spuścił
głowę i nic nie mówić podążył w nieznanym kierunku otoczony przez wyższych
chłopaków. W końcu cały pochód się zatrzymał. Byli jakimś ciemnym zaułku. Chłopiec został brutalnie pchnięty na ścianę
budynku a reszta zaczęła się śmiać. Głos zabrał ponownie czerwono włosy.
- Chyba jasno mówiliśmy że masz na się na oczy nie
pokazywać? Prawda śmieciu?- w tym momencie kopnął czarnowłosego w brzuch za raz
za nim dołączyli do „zabawy” pozostali.
Tymczasem Yuki bo tak miał na imię bity chłopak patrzył
gdzieś nad głowami swoich oprawców. Widział tam twarz znudzonego młodzieńca o
długich czarnych włosach i przystojnej twarzy. Często mu się zdarzało że
widział inny świat jakby zza mgły. Raz były to lochy inny razem jakiś pałac
rzadko konkretna postać nie rozumiał tego ale teraz jego jedyna nadzieja była w
tej istocie. Wyciągnął do niej rękę i wyszeptał.
- Pomóż mi.