Translate

środa, 26 marca 2014

4. Rozmowa.

Wreszcie nastał ranek ale w jednym z pokoi zamku nie dochodził nawet pojedynczy promień światła. Był to mały pokoik z łóżkiem i szafom. Pod pościelą poruszał się jakiś mężczyzna. Miał czarne włosy obecnie rozrzucone po poduszce. Wtem do jego pokoju ktoś wtargnął.
- LUCIFERO! Wstawaj ale to już! Rusz się i zabieraj ode mnie to paskudne stworzenie które sobie sprowadziłeś!
- Mmm. Co chciałeś Kyo?
- Powiedziałem. Zabierz. Tego. Bachora. Z. Mojego. Pokoju.
- O co się tak burzysz to tylko mały przestraszony szczeniak. Wracaj do siebie i daj mi spać.
- Nie ma mowy. Skoro nie masz ochoty spełnić mojej prośby to ja już zadbam żebyś wypełniał dzisiaj wszystkie swoje obowiązki.
- Doprawdy?- Mężczyzna podniósł się z posłania przybierając przy tym władczą postawę.- Nie bądź śmieszny Kyo co ty możesz zrobić? JA jestem panem tego miejsca chyba nie zapomniałeś. I nawet nie próbuj zostawiać gdzieś tego bachora inaczej przypomnę ci czemu to ja jestem Szatanem.- Na twarzy mówiącego pojawił się wredny uśmiech.
- Och gdzieżbym śmiał mój drogi przyjacielu. Jedyne co mogę zrobić w takim wypadku to podporządkować się twojemu zdaniu a skoro tak wyraźnie zakazałeś mi zostawiać tego dzieciaka to rozumiem że nie masz nic przeciwko żebym zabrał go do lochów. Dziękuję ci za pozytywne rozpatrzenie mojej prośby a teraz żegnam.
Kyo natychmiast po wypowiedzeniu tych słów odwrócił się i pośpiesznie wyszedł. Tymczasem Lucifero zostawiony sam sobie opadł na łóżko i się roześmiał. „ Ten czerwono włosy diabeł znowu mnie wyrolował i jak zawsze wyszło na jego powinienem przestać dawać mu się tak łatwo zaskoczyć. Ale co mogę zrobić kiedy ten potwór zna moje najczulsze punkty. Hmm. Może powinienem się z nim dzisiaj podrażnić. Dawno tego nie robiłem.” Wzrok mężczyzny powędrował na drzwi. „ Nie jedna to nie jest dobry pomysł. Nie mam ochoty patrzeć na świat w którym nie ma ciebie. Jak myślisz Siel jeszcze kiedyś będę mógł żyć normalnie?” Jego oczy powędrowały w górę a on sam położył się na łóżku.
Kiedy drzwi się za nim zamknęły Varrer odetchnął z ulgą. Wszystko poszło tak jak chciał. Postał chwilę żeby się ogarnąć po czym ruszył do pokoju. Tak naprawdę to wcale nie chciał żeby Lucifero zabrał od niego Yukiego. Dużo rozmawiał z chłopakiem w nocy przez co w ogóle nie położyli się spać. Wszystko się zaczęło kiedy zgodził się obciąć chłopcu włosy. Usiedli wtedy razem na łóżku i zaczęli rozmawiać.
Retrospekcja
Kyo wziął do ręki nożyczki i grzebień z jednej z szafek po czym podszedł do chłopaka.
- Siadaj. Jak mam cię ściąć?
- Na krótko. Tak gdzieś z 3-5 centymetrów.
- Dobra. Ale po co chcesz je ścinać? Nie lepiej by było je wyrównać i jakoś związać?
- Nie dzięki. Nie lubię długich włosów. Chociaż muszę przyznać że tobie pasują. Zabójczo wyglądasz.
- Czy ty próbujesz ze mną flirtować?
- Może troszkę.- Yuki palcami pokazał mały odcinek. Uśmiechając się przy tym zadziornie.- Daj się trochę pobawić. Tobie też się przyda. To całkiem nieźle działa na nerwy.
- Raczej nie.
- Wierny typ, co? Jaki on jest?
- On?
- Nie zgrywaj się ten w którym się zabujałeś demonku.
- W nikim się nie…
- Daj sobie spokój z tymi zaprzeczeniami to widać na kilometr. Groźny, stanowczy i okrutny demon a jak tylko wspomnieć o tym chłopaku to potulnieje i robi się zawstydzony. Jak inaczej to nazwiesz jak nie Zakochanie. No więc co to za jeden.
- Dla swojego własnego dobra nie powinieneś być tak inteligentny.
- Sorka taki już się urodziłem. No więc? I tak się dowiem.
- Nie wątpię. Nazywa się Argo.
- Ten anioł uwięziony w lochach?
- Skąd wy się do cholery znacie? On też cię od razu skojarzył i wreszcie do mnie odezwał.
- Nie to że się znamy po prostu podczas zaćmienia połączenie było na tyle silne że mogłem rozmawiać z istotami które widziałem. Najczęściej to była cela Argo. I tyle.
- Nie powinieneś robić czegoś takiego nawet nie wiedziałeś kim jest i jaki mogą być konsekwencje.
- A ty kto matka Teresa? Jesteś demonem a ja też raczej do nieba się nie nadaję.
- Naprawdę jak dla mnie to wyglądałeś na niezłego męczennika a takich tam na pęczki.
- Och, doprawdy? Przykro mi rozczarować ale to nie do końca tak. Zdarzył się coś 3 lata temu w moim życiu co trochę mnie zmieniło ale… a zresztą to nie o mnie mieliśmy rozmawiać. Nie zmieniaj tematu. No więc co tam między tobą i aniołkiem?
- Opowiem ci ale tylko pod warunkiem że wytłumaczysz mi co się stało że zacząłeś się zachowywać jak jakaś tchórzofretka.
- No to mamy problem bo ja raczej nic nie powiem. To może tak ja ci opowiem co myślę że się stało a ty potwierdzisz lub zaprzeczysz.
- A skąd pewność że nie skłamie?
- Bo nie masz nic do stracenia. A więc tak powiedziałeś że Argo pierwszy raz się do ciebie odezwał więc wnioskuje że już od jakiegoś czasu próbowałeś z nim porozmawiać ale wychodził z tego monolog. Po za tym przyszedłeś tu skrajnie zdenerwowany więc coś się stało najpewniej ktoś wam przeszkodził. Po za tym użyłeś swojej pełnej demoniej formy przekonany że się przerażę więc pewnie Argo spanikował kiedy się wkurzyłeś tak?
- Nie do końca ale z grubsza masz rację. No skończyłem chcesz zobaczyć? Lustro jest w toalecie.- Chłopiec podniósł się z łóżka.
- Pewnie dawno się takim nie widziałem. No więc co teraz zamierzasz?- Yuki podszedł do lustra w łazience.
- Obiecałem że cię jutro przyprowadzę. A co do naszych stosunków to nie wiem. Ja jestem demonem więc mi łatwiej ale anioły nie czują pożądania, czy miłości skierowanej do jednostki.
- Przekichane. Nie wiele się zmieniłem przez te 3 lata. Tylko teraz te durne ślady na szyi są bardziej widoczne.- Nastolatek do tchnął delikatnie ręką swojej szyi.
- Właśnie miałem cię o nie spytać.
- Daruj sobie i tak na razie nie odpowiem. Może kiedyś.- Człowiek uśmiechnął się smutno do swojego odbicia i do tchnął drugą ręką lustra.
Koniec retrospekcji.

Kyo wszedł pewnym krokiem do swojego pokoju. Na jego łóżku spał w najlepsze jego nowy współlokator. Demon jedynie popatrzył na niego. Odwrócił wzrok i zabrał parę dokumentów z biurka aby zacząć kolejny pracowity dzień w piekle.

piątek, 21 marca 2014

Dźwięk 5
W poniedziałek w Akademi muzycznej Konoha aż huczało od plotek. Na centralnej tablicy z nazwiskami uczestników i instrumentami na których grają wisiały dwie dodatkowe listy.
Instrumenty klasyczne.
Instrumenty nowoczesne
Absolwenci
Uchiha Sasuke
skrzypce
Sabaku Gaara
Gitara elektryczna
Uchiha Itachi
skrzypce
Hyuuga Neji
pianino
Sabaku Temari
Gitara basowa
Uzumaki Nagato
pianino
Hyuuga Hinata
kontrabas
Mizurame Suigetsu
perkusja
Kazuma Sasori
altówka
Inuzuka Kiba
puzon
Uzumaki Karin
keybord
Riuuzan Sai
flet
Nara Schikamaru
flet
Sabaku Kankuro
Perkusja
Uchiha Obito
pianino
Yamanaka Ino
altówka
Sasamoto Jugo
Gitara elektryczna
Orino Kanon
klarnet
Abamure Schino
wiolonczela
Lee Rock
Gitara elektryczna
Jashin Hidan
kontrabas
Akamich Choji
tuba
Sarutobi Konohamaru
Gitara basowa
Mizurame Kisame
wiolonczela
Yukire Haku
klarnet
Kazme Tenten
keybord
Uchiha Schisui
flet
Uzumaki Naruto
skrzypce
Hurano Sakura
wokal
Hyuuga Sasame
skrzypce
Dla Sasuke ta lista nie była wcale takim wielki zaskoczeniem w końcu już w sobotę wieczorem jego brat zadzwonił że przyjeżdżają aby wziąć udział w tym konkursie. Nie mógł jednak zrozumieć jakim magicznym cudem ten blond narwaniec znalazł się na tej liście. I jakby tego było mało jeszcze został przypisany do skrzypiec. Przecież ta ciota pewnie nigdy nawet nie miała ich w ręku.
Sasuke nie był jedynym którego zaskoczyła lista pomimo wiedzy o zmianach jakie nastąpią. Gaara już od rana zastanawiał się jakim cudem nigdy się nie dowiedział że jego rodzeństwo gra na basie i perkusji. Może nie byli ze sobą zbyt blisko ale do cholery mieszkali pod jednym dachem. Po za tym kolejnym uczestnikiem zaprzątającym głowę zielonookiego był Uchiha Itachi zwany geniuszem skrzypiec. Pierwszy raz spotkał tego człowieka podczas jednego z występu w barze. Miał wtedy uszkodzoną rękę i Naru musiał zagrać sam. Panu doskonałemu nie spodobał się występ i zaczął grać ten sam utwór co Naruto jakby pokazując blondynowi kto jest lepszy. Nie przewidział tylko że w kiedy niebieskooki jest w skórze Kuramy nie ma nikogo kogo mógłby się przestraszyć. To była istna wojna skrzypcowa od jednego utworu do drugiego nie było wiadomo kto jest lepszy. W pewnym momencie chyba nawet nie do końca świadomie obaj przeszli na 24 kaprysy Paginniego. Niestety żaden nie dotarł do końca obaj przerwali na 21 kaprysie. „Czyżby Naruto chciał zakończyć tamten pojedynek? Całkiem możliwe. Ciekawe czy geniusz go rozpozna.”
Istotnie ten konkurs był idealną szansą na wyłonienie zwycięscy tamtego pojedynku. Itachi siedząc w samolocie nie mógł się doczekać tego występu. Kiedy zadzwoniła do niego dyrektorka kategorycznie odmówił. Nie wyobrażał sobie że miałby konkurować z tymi dzieciakami. Przecież to byłoby oczywiste że wygra. Dopiero telefon Nagato który zapytał go czy ma zamiar skończyć pojedynek z Kuramom podczas tego konkursu sprawił że czarnowłosy zmienił zdanie. Tamtego dnia kiedy poznał Kurame wrócił właśnie do Japonii z trasy koncertowej i postanowił odwiedzić starego przyjaciela a że ten prowadził bar to poszedł tam. Kiedy jakiś chłopak wyszedł na scenę i przeprosił za kolegę który uszkodził sobie rękę Itachi się zirytował. Do tego ten dzieciak miał zamiar zagrać sam na skrzypcach bez żadnego akompaniamentu czy chociażby drugich skrzypiec. Itachi uśmiechnął się do tych wspomnień. Dokładnie pamiętał jak łatwo mu się grało z tym blondynem. Jedyny problem jaki mieli to że grali na dwa dźwięki prowadzące. Ale dzięki temu że ich muzyki miały inny wydźwięk mogli stworzyć z tego całkiem oryginalny występ. Potem niestety nie spotkał już tego chłopaka więc skoro wreszcie nadarzyła się im okazja zagrać razem nie zamierzał pozwolić jej uciec. Zwłaszcza że od tamtego występu miał ochotę utworzyć duet skrzypcowy z tym chłopakiem i teraz jeśli się uda będzie mógł. Może nawet Kurama zgodzi się z nim pojechać. Czarnooki uśmiechnął się  tak to była idealna okazja.  
Naruto nie poszedł tego dnia do szkoły. Zamiast tego udał się na cmentarz na grób rodziców. Postawił po jednej świeczce na ich grobach i kwiaty z pobliskiego straganu po czym zaczął mówić.

- Dawno mnie tu nie było mamo, tato. Pamiętacie Gaare? Czasami tu ze mną przychodzi. Ten wariat wciągnął mnie w konkurs muzyczny. Wiem że chciałem tam wystąpić ale nie na skrzypcach. Dlaczego? Nie wiem po prostu wiąże się z nimi za dużo wspomnień a zwłaszcza o nim i o was. Kiedy gram to wszystko wraca. To jak się uśmiechał jak rzeźbił kiedy ja grałem. Jak ojciec nam przerywał i wyganiał do łóżka bo już późno. Nie mogę zapomnieć że to na mój występ jechali z tatą kiedy zdarzył się ten wypadek. Nie mogę zapomnieć kiedy tata zapijał się aby nie pamiętać albo kazał mi na oczy mu się nie pokazywać bo jestem tak podobny do Deia. Boje się że jak zacznę grać to się po prostu popłaczę bo to wróci. Niby gram po kilka razy w tygodniu w Sunie i ćwiczę w domu ale to nie to samo. Tam będę musiał wyjść jako ja jako wasz syn a nie jako anonimowy nastolatek. Jestem głupkiem co mamo? Sasuke ma racje nie mam jaj żeby to zrobić. Przeklęty Uchiha dlaczego teraz o nim myślę? Wiem! Zagram i pokaże tej emo księżniczce że nie jest najlepszy. Zobaczymy jaką minę będzie miał Tame jak mnie posłucha. O tak postanowione zagram dla Tame. O kurde ale to zabrzmiało jakbym mu dedykował swój występ czy coś.

środa, 19 marca 2014

Dźwięk 4.
Naruto opadł na krzesło za sceną. Mimo potwornego zmęczenia uśmiech nie schodził z jego twarzy. Uwielbiał grać a jego duet z Gaarą zawsze sprawiał że musiał dać z siebie wszystko. Nakręcali się nawzajem. Jak tylko jeden spróbował na chwilę zwolnic albo się pomylił cały występ się walił. Nie był mowy o pomyłce. Do tego jeszcze nie mieli za dużo czasu na próby więc to był po prostu cud że im się udawało.
- Hej Naru rusz się mamy spotkanie.
- Z kim niby? Ja się nigdzie nie ruszam.
- Daj spokój dyrka tu jest.
- Że przepraszam co?!
- No Tsunade.
- Zaprosiłeś na nasz występ Hokage?
- No przecież jakoś muszę ją przekonać do tej gitary co nie?
- Przerażasz mnie. A skąd pewność że tu jest?
- Po pierwsze to bar a po drugie widziałem ją.
- A ja mam z tobą iść bo?
- Pomyślałem że duet nie byłby złe?
- Kami-sama Gaara a nie pomyślałeś co będzie jak mnie pozna? Wywali mnie z miejsca.
- Histeryzujesz. A teraz rusz się to na serio spoko babka więc nie będzie źle.
Obaj chłopcy przebrali się aby nie zwracać niepotrzebnej uwagi i ruszyli w stronę baru gdzie czerwono włosy już wcześniej zauważył dyrektorkę Akademii muzycznej Konocha.
Tsunade patrzyła na czarkę z sake nie mogąc się doczekać spotkania z tym rozrabiaką. Koło niej czatował również Kakashi z Iruką jak i Schizune. Kobieta popatrzyła ponownie w stronę sceny i ujrzała całkiem niedaleko siebie dwa największe problemy swojej szkoły i jak się przed chwilą dowiedziała najbardziej niekonwencjonalny duet jaki kiedykolwiek słyszała. Przed nią stali Sabaku Gaara i Uzumaki Naruto. O ile tego pierwszego się spodziewała to drugi był kompletnym zaskoczeniem. Już nie dziwiło ją dlaczego gitarzysta nie powiedział jej kim jest tajemniczy skrzypek.
- Schukaku to jak mniemam Sabaku a więc Kurama o którym się tyle nasłuchałam to najbardziej nieprzewidywalny uczeń mojej placówki. Doprawdy jak mogłam się nie domyśleć że jak mowa o jednym to i drugi musi gdzieś się kręcić. Ale Uzumaki od kiedy grasz na skrzypcach? Cały czas zgłaszałeś się do klasy pianistycznej.
Naruto roześmiał się głupkowato a za kobietą dwaj mężczyźni właśnie spadli z krzeseł. No tego to się nie spodziewali. Kakashi podniósł się szybko a w jego głowie zaczęła świtać myśl. „ A więc tak to chcesz rozegrać Tsunade. Całkiem sprytnie nie powiem. Nic tak nie uderzy w Uchihe jak przegrana z Naruto.”
- O kaszalot. A pan nie w pracy? Miał pan przecież nadzorować uczestników konkursu.
- Jak widać to robię jakbyś zapomniał Sabaku także należysz do tej grupki.
- Co pan nie powie i Iruka-sensej z którym się pan znowu obściskiwał cały czas to co pana pomoc umysłowa bo nie radzi pan sobie z jednym uczniem.
- Sabaku!- Warknął zawstydzony brązowowłosy.
- Sorki sensei ale nie jesteśmy w szkole.
- Gaara a może tak z łaski swojej mi wyjaśnisz parę drobnych spraw.- Cichy i groźny głos ze śladowymi dźwiękami warkotu przywrócił czerwono włosego do piony. Zły Naru to niebezpieczny Kyuu. Chłopak nie bez powodu nadał im te konkretne przydomki. Blondyna było bardzo ciężko wkurzyć przynajmniej tak na prawdę ale jak komuś się udało to nic nie miało szans takiego nieszczęśnika uratować. W takich chwilach Uzumaki był jak najprawdziwsze tornado. A teraz zanosiło się na to że Gaara odczuje to na własnej skórze.- Czy moglibyśmy na chwilę przeprosić? Pani dyrektor, Kakashi-sensei, Iruka-sensei, Schizune-san.
Tsunade aż nie mogła uwierzyć w to co widzi najbardziej krnąbrny i nieznoszący żadnych zasad uczeń jej szkoły jest aż tak potulny i przestraszony tylko przez fakt że Uzumaki wygląda na zdenerwowanego. To było nie do pomyślenia. Kobieta jednak wolała uniknąć kłótni i postanowiła się wtrącić.
- Jeśli pozwolisz Naruto chciałabym najpierw przedyskutować z tobą i panem Sabaku pewną sprawę. Jak wiecie co roku odbywa się konkurs w naszej szkolę ale dotyczy on jedynie instrumentów klasycznych. Zgodnie z sugestiom pana Sabaku uznałam że warto rozszerzyć go także o instrumenty nowoczesne. A w związku z tym zwolni się jedno miejsce skrzypka wśród uczestników klasycznych. Pan Sabaku zaproponował ciebie. Po wysłuchaniu waszego występu mam nadzieję również na wasz występ podczas konkursu jako przerywnik między dwoma częściami konkursu.- Głos jak i postawa kobiety były kompletnie profesjonalne i wszyscy byli pewni że to co mówi to prawda po za jedną coraz bardziej zdenerwowana osobą.
- A tak na serio to po prostu Gaara kazał pani tu przyjść i obiecał że pokaże pani sposób jak utemperować Uchihę w zamian za możliwość gry na elektryku tak?
- Naru daj spokój nie wściekaj się.
- Bądź ty lepiej cicho. Dobrze wiesz że to nie ma sensu. Sarutobi jasno powiedział żebym zrezygnował z gry. Nie pokonam kogoś z klasy muzycznej.
- Słyszysz ty siebie! Nie pokonasz? Przestań żartować. To czasem nie ty zagrałeś najlepszy duet z Itachim Uchihom na skrzypcach jaki kiedykolwiek słyszałem?
- No właśnie kurwa nie ja. To był Kurama. Nie gram na skrzypcach jako ja i dobrze o tym wiesz. Przestań kombinować.
- To ty skończ! Cały czas ta sama gadka jakbyś naprawdę miał zamiar porzucić skrzypce to byś już dawno z tym skończył. Przestań chować się za pianinem. Ono do ciebie nie pasuje. Jesteś najlepszym skrzypkiem jakiego znam i nie pozwolę ci zmarnować tego talentu głąbie.
- Ja. Nie. Gram. Na. Skrzypcach. Dotarło!
- A to przed chwilą to co miraż? Kurama czy ty co za różnica? Przecież to jedna i ta sama osoba. Przestań uciekać. Jesteś Naruto Uzumaki Namikaze. Nie zmienisz tego.
Kakashi popatrzył na dzieciaka zszokowany. Znał nazwisko Namikaze bardzo dobrze. Chyba jak każdy wśród muzyków. Minato Namikaze był jednym z najwybitniejszych kompozytorów i dyrygentów z pośród muzyków współczesnych. Niestety jakieś 5 lat temu zmarł. Miał wylew w mózgu. Słyszał że mężczyzna miał syna ze związku z pewną znaną wiolonczelistką Kushiną Uzumaki ale nigdy nie powiązał tego hałaśliwego dzieciaka z jego matką.
- Z kim teraz mieszkasz?- Ciszę jaka zaległa po słowach czerwono włosego przerwała Tsunade. Ona także miała podobne myśli jak nauczyciel ale poza nimi pojawiło się jeszcze poczucie winy. Była jedną z nielicznych którzy znali Minato i Kushine osobiście. Jej były mąż był nawet chrzestnym ich syna. Od rozwodu z Jirayom nie kontaktowała się jednak ani z byłym mężem ani z tą dwójkom.
- To nie jest pani sprawa. A teraz wybaczcie ale muszę odetchnąć świeżym powietrzem. Gaara nawet nie warz się za mną iść. A co do konkursu to niech będzie ale pod jednym warunkiem pozwoli pani przystąpić do niego  10 absolwentom Akademi w tym Itachiemu Uchiha.- Po tych słowach Naruto spokojnie opuścił bar.

- Przesadziłem. Jest nieźle wściekły. Eh. Przynajmniej się zgodził.- Dorośli popatrzyli na niego niepewnie będąc nadal zmieszani nowymi informacjami na temat jednego z uczniów.- No nic ja też będę się zbierał. Do widzenia. A co do tych absolwentów to niech pani spyta Peina. Jest tu szefem naprawdę nazywa się Nagato i był na tym samym roku co Uchiha więc może ma kontakty do innych.
Dźwięk 3.
Tsunade zaraz po wyjściu czerwonego utrapienia jak lubiła nazywać Sabaku wstała i włączyła płytkę którą jej zostawił. Już po paru dźwiękach uśmiechała się promiennie. O tak czerwono włosy miał racje. Osoba która to grała mogła spokojnie konkurować z Uchihą a może nawet wygrać. Trzeba to będzie sprawdzić. Wzięła do ręki adres i płaszcz i ruszyła do wyjścia.
- Schizune ruszaj się idziesz ze mną jest coś do załatwienia.- Zadowolony uśmiech nie schodził z twarzy kobiety. Nie dość że istniała szansa utemperować tego zarozumiałego gówniarza to jeszcze mogła wybrać się do baru zamiast siedzieć w papierach. Po prostu żyć nie umierać.
Kiedy kobiety dotarły pod bar Schizune wyglądała na rozeźloną. Jej przełożono znowu zamierzała pić. To było nie do pomyślenia żeby dorosła kobieta na takim stanowisku była tak nieodpowiedzialna. Zanim jednak zdążyła coś powiedzieć blondynka zniknęła już w pomieszczeniu.
Jak tylko Dyrektorka weszła do baru uderzyła ją piękna  harmonia dźwięków. Była to bez wątpienia sonata Mozarta na skrzypce. Tsunade słuchała tego utworu z zafascynowaniem. Czuła jakby dźwięki zabierały ją do jakiejś innej krainy. Niestety przyjemność którą sprawiał jej grający została szybko przerwana przez kogoś kto na nią wpadł.
- O pani Dyrektor jednak pani wpadła. Spoko ja lecę bo Kyuu mi łeb ukręci za to spóźnienie.
I tyle by było po winowajcy. Zniknął zanim rozeźlona kobieta zdążyła mu przyłożyć. Chłopak który wcześniej grał także już skończył. Ukłonił się i zniknął za sceną.
- Kto to?- Zapytała zdziwiona Schizune. Kiedy tylko weszła za przełożoną aby na nowo zaciągnąć ją do pracy uderzyły ją dźwięki tych skrzypiec.
- Nie mam pojęcia. Sabaku przyszedł do mnie w sprawie tego chłopaka chce żebym go dopuściła do konkursu.
- Chodzi do naszej szkoły? Przecież to niemożliwe żeby ktoś z takim talentem nie był zauważony nawet jak jest na oddziale zwykłym.
- Dokładnie i to mnie zastanawia. Chodźmy gdzieś usiąść przy dobrej sake będzie mi się lepiej myślało.
Sekretarka jedynie westchnęła. Ten jeden raz mogła na to przymknąć oko. Przynajmniej spędzą ten czas przy dobrej muzyce. Kiedy kobiety podeszły razem do baru Schizune wychwyciła jak niektóre kobiety patrzą na jej przełożoną i kilku mężczyzn którzy się całowali.
- Tsunade-san to miejsce…
- Oh no tak ty jeszcze nie byłaś w Sunie. Kakashi ciągle zachwala to miejsce. Pieprzony spóźnialski zboczeniec. Ale swoją drogą to ciekawe że pomimo iż spędza tu tyle czasu to jeszcze nie natchnął się na swojego „ ulubionego” ucznia.
- A cóż to za mój ulubiony uczeń Hokage-sama- Za dyrektorką pojawił się wspomniany przez kobietę nauczyciel i wychowawca klasy S Hatake Kakashi.
- A ty znowu tu. Znasz tego dzieciaka co grał?
- Kurama? Jest świetny co nie? Dorównuje a może nawet przewyższa Uchihę Itachiego.
- Jest aż tak dobry? Ten kawałek był niezły ale żeby aż tak?
- Cóż jego popisowym numerem są Kaprysy.- Na ustach kobiety wykwitł uśmiech samozadowolenia.
- No to całkiem możliwe że młody Uchiha zostanie zmiażdżony podczas tegorocznego konkursu.
- Tsunade-sama czyżbyś za dużo wypiła?
- Oj weź się zamknij!
Podczas sprzeczki tej dwójki na scenę zostały wniesione wzmacniacze a publika zaczęła skandować.
- A oto przed państwem duet jakiego nie usłyszycie nigdzie indziej. Dwaj legendarni Biju. Schukaku i jego elektryk oraz Kurama ze skrzypcami. Zapraszam na noc pełną elektryzujących wrażeń.

Blondwłosa kobieta popatrzyła na scenę. Pojawili się na niej dwaj chłopcy. Ten którego widziała wcześniej i drugi o czerwonych włosach długim czerwono piaskowym płaszczu i tego samego koloru siatkowej bluzce strój dopełniały piaskowe spodnie i glany. Jego oczy zasłaniały ciemne okulary a grzywkę miał zaczesaną na lewę oko. Kobieta ledwie mogła poznać w tym młodzieńcu największe utrapienie szkoły jakim był Sabaku Gaara. Nie dziwiła się już że Kaszalot jak nazywała tego zboczonego nauczyciela większość uczniów nie rozpoznał tego dzieciaka. Chłopcy popatrzyli na siebie a potem rozbrzmiały dźwięki. Pomimo że Tsunade jako dyrektorka szkoły muzycznej i znany krytyk słyszała wiele różnych połączeń instrumentów to to było tak zaskakujące że nie mogła się od niego oderwać. Dźwięki ją wręcz hipnotyzowały. To było jak walka siły i delikatności. Krzyku i szumu wiatru który za chwile przeradzał się w wichurę. Jak wybuch radości dziecka i gniewu pełnego buntu. Te instrumenty nie miały się prawa zgrać a jednak tak było. W końcu kobieta ochłonęła i zamówiła sake. Resztę wieczoru przesiedziała przysłuchując się tej dziwnej pełnej dzikości muzyce.
Dźwięk 2.
Dźwięk dzwonka oznajmił koniec zajęć. Gaara niespiesznie podniósł się spakował i ruszył w stronę gabinetu dyrektorki. Był tam już tyle razy że nikogo nie dziwiło jego pojawienie się.
- Znowu wpakowałeś się w kłopoty?- Zapytała miłym głosem sekretarka.
- Nie tym razem. Mam sprawę do Hokage w związku z konkursem.
- Oh dobrze zaraz przekaże dyrektorce. Poczekaj tu chwilę.
Po paru minutach chłopak dostał zaproszenie do gabinetu. Za biurkiem siedziała blondwłosa kobieta o całkiem pokaźnym biuście.
- No proszę co to się stał że pan Sabaku odwiedza mnie w innej sprawie niż kara.
- Mam do pani propozycję. Chodzi o ucznia ze zwykłej klasy który ma dołączyć do naszej 10.
- Czyżby nie spodobał ci się mój wybór? Panna Hurano przez ostatni rok przychodziła do mnie na zajęcia i o wiele się poprawiła.
- W to nie wątpię ale czy może pokonać Uchihę.
- Nikt no może poza tobą jakbyś się w końcu przyłożył nie może pokonać  Uchihy.- Gaara zdjął plecak z ramienia i wyjął z niego płytkę z nagraniem. Podał ją dyrektorce.
- To nagranie z ćwiczeń pewnej osoby z oddziału zwykłego. Jak jest pani zainteresowana to tu jest też adres baru w którym czasem grywam z tą osobą. Proponuję przyjść dziś wieczorem.
- Dlaczego ci na tym tak zależy? To do ciebie nie podobne.
- Po prostu chcę zobaczyć jak to napompowane ego Uchihy pęka w drobny mak.
- Zgoda ale tylko dlatego że sama mam dosyć tego Pańczyka, a teraz zjeżdżaj.
Tymczasem Naruto dotarł do domu. Przed naciśnięciem klamki westchnął. Pustka i cisza uderzyły w niego jak zawsze. Nie lubił tu wracać. To tu zmarli jego rodzice. Najpierw mama na raka a 3 lata później ojciec. Obecnie zajmował się nim jego chrzestny ale ponieważ był pisarzem prawie nigdy nie było go w domu. Blondyn zostawił plecak w przedpokoju, zjadł szybko jakieś kanapki i się przebrał po czym wyszedł w biegu z domu. Był umówiony z Gaarą w barze Suna. Był to przeciętny pab jakich wiele jedyną różnicą byli goście. Był to typowy bar dla homoseksualistów. „ Nie zapomnę kiedy pierwszy raz zabrałem tam Gaarę. Odbywał się właśnie amatorski konkurs dla gości. Po wysłuchaniu paru piosenek ten wariat wpadł na pomysł żebyśmy zagrali. A ponieważ nie mieliśmy żadnych instrumentów poszliśmy do szefa tej knajpy spytać czy nam nie wypożyczy. Gaściu okazał się całkiem sympatyczny miał na imię Nagato. Zabrał nas do składzika i kazał coś sobie wybrać. Czerwono włosy od razu wybrał gitarę elektryczną ja zaś niepewnie się rozglądałem.
- Na czym grasz?- Zapytał miło Nagato.
- Na skrzypcach.- odparł za mnie Gaara.- Ale one raczej nie będą pasowały do elektryka.
- Kto wie.- Z tymi słowami i podstępnym uśmiechem sięgnął po jeden z futerałów. I tak zaczęła się moja przygoda z elektrycznymi skrzypcami. Tego dnia wygraliśmy ten konkurs i przez pomysł mojego przyjaciela zostaliśmy ochrzczeni jako Schukaku i Kurama dwa legendarne Biju.  Od tamtej pory całkiem często zaczęliśmy grywać w tamtym barze.” Naruto wszedł pewnym krokiem do ciepłego pomieszczenia pełnego ludzi. Suna jak zawsze kiedy oni mieli grać była zapełniona po brzegi. Chłopak ostrożnie przepchał się do pokoiku za sceną. Czekał już tam na niego Nagato.
- Jest już Schukaku?
- Nie spóźnia się ludzie zaczynają się niecierpliwić.
- Pewnie spotkanie z Dyrką mu się przeciągnęło.
- Znowu coś na wywijał?
- Mówił że nie. Wyłaź na scenę i mnie zapowiedz zagram coś na razie sam. Masz jakieś zwykłe skrzypce?
- Pewnie w składziku.
- Dobra to ja po nie skocze a ty załatw mi z 5 minut.
- Ok. to powodzenia Kurama.
- Jasna sprawa.

Już po chwili w pomieszczeniu pełnym ludzi rozbrzmiał dźwięk skrzypiec. Na scenie stał spokojnie chłopak o długich do ramion rozpuszczonych włosach z czerwonymi pasemkami i o niesamowicie niebieskich oczach. Ubrany był w czarny strój z elementami płomieni na bluzie spodniach i płaszczu. Publika w ciszy słuchała utworu. Rzadko mieli okazję posłuchać jak gra sam Kurama. Przeważnie obaj chłopcy grali razem. 

Itanaru: Zagubiony w dźwiękach.

Co do tego opowiadania to niestety nie udało mi się skończyć. Miało mieć zaledwie 5 rozdziałów ale się przeciągnęło. Mam obecnie 4 rozdziały które dzisiaj wrzucę reszta będzie się pojawiała w piątki. 

 Dźwięk 1

Naruto smutnym wzrokiem patrzył na listę uczestników konkursu muzycznego odbywającego się w jego szkole. Akademia muzyczna Konoha słynęła z najlepszych uczniów i nauczycieli w Japonii. Co roku odbywał się w niej konkurs na który zjeżdżali różni sławni muzycy. Do konkursu wedle tradycji przystępowało 10 uczniów spośród klas muzycznych i 1 uczeń z klasy zwykłej. Miał on szansę po tym konkursie na transfer do którejś z klas specjalnych i stypendium. Naruto od dawna miał nadzieje że to on będzie tym szczęściarzem ale niestety i tym razem się pomylił.
- Złaź z drogi cioto. I co tak sterczysz każdy wie że takie beztalencie jak ty to nadaję się jedynie jako szmata do butów.
- Oh proszę przyjmij moje przeprosiny wspaniała emo-księżniczko.- Chłopak który tak teraz stał przed Naruto nazywał się Uchiha Sasuke i był najlepszym uczniem tej akademii.
- Coś ty powiedział blond panienko?
- Czyżbyś ogłuchł Uchiha? A podobno masz taki wspaniały słuch. Moje kondolencje.
- Ty mały…- Na ramieniu Naruto poczuł czyjąś rękę i już wiedział dlaczego czarnowłosy umilkł.
- Coś ci się nie podoba Uchiha.- Ten zimny i ostrzegawczy głos mógł należeć tylko do jednej osoby w tej szkole Sabaku Gaara. Chłopak należał wraz z Uchihom i jeszcze 4 innych do klasy S. Miał czerwone włosy, zielone oczy podkreślone czarną kredką i  tatuaż nad okiem. Pomimo że chłopak nie był lubiany to wszyscy się go bali i woleli mu nie wchodzić w drogę. Jedynym wyjątkiem był Uzumaki. Już od egzaminu wstępnego jakoś tak się zakolegowali i zaczęli trzymać razem. Blondynowi nie przeszkadzały dziwne zachowania kumpla a i czerwono włosy nie robił sobie problemu z orientacji kolegi. Tak Naruto był gejem i tego nie ukrywał i to był powód jego notorycznych sprzeczek z Uchihom. Ten czarnooki książę nie uznawał niczego co nie było idealne w swoim otoczeniu. A Uzumaki ze swoim roztrzepanym i ponad miarę optymistycznym nastawieniem do świata był po prostu jednym wielkim chaosem.
- Gratki Gaara udało ci się dostać do konkursu nie myślałem że po tym co zrobiłeś w zeszłym roku pozwolą ci przystąpić.- Sabaku spojrzał na listę a jego spojrzenie od razu powędrowało do przydziału z klas zwykłych. „Hurano Sakura nie ma kurwa bata żebym na to pozwolił. Ta opętana fanka Uchihy niech spierdala. Nie pozwolę żeby Naru znowu się nie dostał cóż tym razem mam haka na dyrektorkę. Przecież nikt by nie chciał powtórki z zeszłego roku.” Uśmiechnął się perfidnie po czym przejrzał resztę nazwisk.” Żadnych nowości. Ja, Uchiha, Hyuuga, i jeszcze raz Hyuuga, Inozuka, Nara, Abamure, Yamanaka, Akamichi, i ten Yukire Haku co był w zwykłej do zeszłego roku. Nuuuuudy. Z takim składem to ja nawet kolejność mogę przewidzieć i po co w tej farsie startować. Z Naru byłoby ciekawiej chociaż ten pedancik Uchiha mógłby przegrać muszę to zobaczyć. Postanowione.”
- Dzięki. I sorka ale dzisiaj na mnie nie czekaj muszę wpaść do dyrki.
- Coś znowu odwaliłeś?
- Nie po prostu muszę z nią pogadać na temat konkursu. Może pozwoli mi zagrać na elektryku.
- Nie robiłbym sobie nadziei.
- Skąd wiesz. Luźniej podchodzi do tego wszystkiego niż Sarutobi.
- No to powodzenia.

Rozdział 3 Przemyślenia. Kyo i Argo.

Yuki leżał na wygodnym łóżku które specjalnie dla niego stworzył Kyo. Nie mógł zasnąć. Jego myśli zaprzątało zbyt wiele myśli. „Zaraz kiedy uzgodniliśmy jak mam się do niego zwracać mój tymczasowy opiekun oznajmił że musi iść a ja mam się wykąpać i kłaść. Dziwi mnie że potrafię przy nim zachowywać się jak prawdziwy ja a nie przestraszona mysz. Co prawda przywykłem już że po tamtym wydarzeniu nic nie będzie normalne ale teraz jest. Jeśli pominiemy oczywiście tego nienormalnego, diabelnie przystojnego gościa który pomógł mi się tu dostać. Ale to tylko niewielka cena. Do tej pory jedynie przy matce i starych kumplach mogłem wyluzować. Może jak się uda to nauczę się tutaj normalnie żyć? Zobaczymy teraz najważniejsze to nie wydać się że jestem synem mamy. Powinienem ściąć włosy. Są za długie i nie lubię kiedy wyglądam jak panienka. Dobra jestem gejem ale to nie powód żeby upodabniać się do kobiety. Po za tym podjąłem decyzją spróbuję zapomnieć i być sobą.”
Tymczasem Kyo zaraz po opuszczeniu pokoju postanowił przejść się do lochów. A konkretnie do celi pewnego anioła którego złapali kiedy kręcił się przy granicy światów. Zawsze kiedy był zdenerwowany albo niespokojny szedł tam. Czasami wystarczało że siedział i patrzył na więźnia. Innym razem mówił do niego skarżył się na zaniedbania szatana albo opowiadał jak wygląda piekło poza więzieniem. Jego towarzysz nigdy się nie odezwał ani nawet nie wykazał zainteresowania po prostu tam był. I to pomagało. Kyo mógł zebrać myśli i poukładać sobie wszystko a właśnie teraz tego potrzebował. Kompletnie zaskoczyły go dzisiejsze wydarzenia a zwłaszcza fakt że jego nowy współlokator to syn Siel. Jak to w ogóle możliwe? Czyżby i tym razem ta niereformowalna kobieta postawiła na swoim. To by było do niej całkiem podobne. Mimowolnie czerwono włosy uśmiechną się. Wreszcie znalazł się na miejscu.
- Hej. – Przed nim znajdował się skuty w łańcuchy anioł o czarnych włosach i ciemnych oczach. Jego tors był odsłonięty. W niektórych miejscach widać było ślady batów a piękne białe skrzydła tak niepasujące do tego miejsca zdobiły plamy krwi.- Znowu zdenerwowałeś strażników?- Jak zawszę Kyo nie dostał żadnej odpowiedzi.- Wiesz dzisiaj miałem całkiem schrzaniany dzień. Najpierw wydawało się że wszystko idzie dobrze udało mi się wygonić tego obiboka z pokoju i zagnać do roboty, ale to było za wcześniej aby odetchnąć wiesz co temu idiocie odbiło? Ściągną do piekła żyjącego człowieka. Nie no nie wierzę! A jakby tego było mało kazał mi się tym chłopakiem zająć i wpełzł z powrotem do swojego legowiska. No to ja wkurzony zabieram tego przestraszonego dzieciaka do siebie i co?- Zdenerwowany demon zaczął chodzić szybkim krokiem przed celą coraz bardziej się denerwując.- Ten głupi człowiek w ogóle się mnie nie boi tylko najzwyczajniej w świecie zaczął mi myszkować po pokoju. Jak tylko skończył to raczył mi się przedstawić i wparować do łazienki. Co to ma być? Przecież jestem demonem! Cholerny Yuki!
- Yuki? Arimoto Yuki?- Kyo aż stanął w miejscu kiedy usłyszał ten cichy zachrypnięty głos. Patrzył jak zaczarowany na anioła. Wreszcie się do niego odezwał.
- Tak. Dokładnie ten. Znasz go?- Zapytał niepewnie chcąc sprawić by anioł się znów odezwał ten jednak jedynie skinął głową i jakby posmutniał.- Mogę go jutro przyprowadzić.- Zaproponował demon spontanicznie chcąc wywołać jakąś reakcję u więźnia. I udało się. Chłopak podniósł głowę i wpatrywał w niego z nadzieją.
- Naprawdę?
- Jak mi powiesz jak się nazywasz.- Mówiąc to Kyo uśmiechnął się ciepło. Może i był demonem ale ten anioł był dla niego kimś ważnym i sam nie wiedział dlaczego ale chciał się o nim dowiedzieć jak najwięcej. Czarno włosy obserwował mężczyznę uważnie. Rozważając niebezpieczeństwo postanowił że spróbuje. Przecież nic nie straci. 
- Argo.
- A więc Argo ja jestem Varrer ale tu nazywają mnie Kyo.
- Varrer najwyższy generał wojsk anielskich a obecnie pierwszy po Szatanie dowódca piekieł?
- Dokładnie.- Zadziorny uśmiech jasno wskazywał że demon jest z siebie zadowolony. Argo popatrzył na niego trochę zdziwiony. Słyszał w niebie wiele historii o tym mężczyźnie ale żadna z nich nie mówiła że jest gadatliwy, zadziorny i uparty. Zawsze mówiono o nim jak o istnej maszynie do zabijania bez uczuć. Niektóre anioły opowiadały jak ten demon śmiał się cały w krwi aniołów. Inne często rozmawiały o jego bezwzględnych torturach tymczasem to ten mężczyzna nieraz opatrywał mu rany kiedy tylko strażnicy nie patrzyli czy przemycał mu jedzenie. To miał być przerażający Varrer? Nie ma mowy. Anioł zaśmiał się głośno. Dźwięk ten przyciągnął od razu zaniepokojonych strażników. Argo zamarł przerażony. No to się doigrał.
Kyo obserwował niedowierzanie na twarzy więźnia a gdy usłyszał jego dźwięczny śmiech wmurowało go. To był tak przyjemny dźwięk jakiego do tej pory nie słyszał. Niestety zniknął tak niespodziewanie jak się pojawił. Sprawcami tego byli dwaj niekompetentni strażnicy. Wnerwiony Kyo spojrzał na nich tak jak na natrętną muchę. Wyciągnął rękę w stronę strażników. Ale żaden nie wykonał ruchu co jeszcze bardziej rozgniewało demona. Wreszcie po prawie 2 latach udało mu się zacząć jakąś rozmowę z tym pięknym chłopakiem a teraz to zostało naruszone. „Nie daruję!” W około Kyo pojawiła się mroczna aura a trójka istot w pomieszczeniu mogła wreszcie podziwiać prawdziwe wręcz zwierzęce piękno Księcia wojny. Czerwone włosy wydawały się płonąć a twarz do tej pory spokojna i wręcz przyjazna teraz wyrażała czysty gniew i rządze krwi. Skrzydła normalnie złożone teraz były rozłożone na całą okazałość. Argo widząc teraz tego mężczyznę zrozumiał że to naprawdę Varrer. Strach który poczuł był nie do opanowania.
- Wynocha i zostawcie mi kluczę. Czy nie wyraziłem się jasno że nikt z was nie ma prawa tu wchodzić chyba że na rozkaz mój lub Szatana?- Strażnicy w popłochu opuścili korytarz. Zostawiając za sobą jedynie klucze. Kyo zaś wziął parę wdechów po czym sięgnąwszy po klucze zbliżył się z nimi do celi. Argo przerażony odsunął się w najdalszy kąt pomieszczenia jaki mógł.- Eh. No i pięknie teraz znowu się mnie boisz tak? Nic ci nie zrobię chcę tylko rozkuć te łańcuchy przy suficie będzie ci łatwiej się poruszać.- Jak mówił tak zrobił. Nie chcąc denerwować bardziej anioła wyszedł z celi uprzednio zamknąwszy ją.- Przyjdę jutro z tym małym Yukim. Do zobaczenia Argo.- Uśmiechnął się jeszcze smutno i wrócił do swojego pokoju.
Yuki nadal wpatrywał się w sufit kiedy drzwi do pokoju się otworzyły a w nich pojawił się jakiś przybity Kyo.
- Dziewczyna cię rzuciła albo chłopak się obraził?
- He?- Demon spojrzał na niego zdziwiony.
- Wyglądasz jakbyś zderzył się z ciężarówką a skoro nie widzę krwi i wątpię czy tu w ogóle są samochody to stawiam na jakieś miłosne sprawy a że nie wiem czy dziewczyna czy chłopak to się pytam.
- Chłopak. Ale to nie twoja sprawa.
- Co odwaliłeś?- Nastolatek usiadł zaciekawiony usiadł na łóżku.
- Wiesz jesteś tu dopiero kilka godzin a już próbujesz włazić mi w życie. To mnie wkurwia więc uważaj.- Postura Kyo znowu się zmieniła jednak na jego rozmówcy nie robiło to żadnego wrażenia. Yuki wstał spokojnie po czym zaczął się rozglądać.

- Masz może tu jakieś nożyczki? Przydałoby się  ściąć te moje włosy. Pomożesz i przy okazji opowiesz co się dzieje. Głos dzieciaka był nakazujący wręcz stalowy. Pomimo że to Kyo zdawał się być bardziej przerażający nie był w stanie odmówić młodemu chłopakowi.             

niedziela, 16 marca 2014

Oneshot z Naruto Itanaru

Krakanie wron(pisane z punktu widzenia Naruto.)

Wojna się skończyła a ja nie musiałem już nic udawać. Co prawda po tych wszystkich latach wiele nawyków mi pozostało jak mimowolny uśmiech czy hałaśliwe zachowanie przy ludziach. Coraz częściej zapominam że to już koniec i nie muszę już być numerem jeden wśród debili. Teraz siedzę na parapecie i przyglądam się wiosce. Prawie nic się nie zmieniło. To ludzie się zmienili. Teraz boją się mnie a nie tylko Kuramy. Nazywają to szacunkiem ale ja widzę strach nie u wszystkich ale jednak. Popatrzyłem w niebo. Gwiazdy rozświetlały czarne niebo. Ta czerń przypominała mi o pewnej osobie którą straciłem w tej wojnie. Najważniejszej osobie jaką miałem. Przed laty kiedy jeszcze nawet nie chodziłem do akademii to on często się mną zajmował. Nie był wiele ode mnie starszy. Dzięki Kyuubiemu miałem wspomnienia już od narodzin. Dobrze wiedziałem kim byli moi rodzice. Kiedy tylko podrosłem uwielbiałem chodzić na głowę ojca i rozmyślać. Mogłem tam się wyciszyć i poukładać myśli. Ale wracając do osoby która mną się opiekowała pierwszy raz spotkałem go kiedy miałem niespełna 2 miesiące. Zostałem oddany przez 3 w ręce mamki która miała mnie wychować ta jednak zamiast się mną zająć po prostu zostawiła mnie na skraju lasu. Nie wiem co się z nią stało ale tej nocy spotkałem JEGO. Miał gdzieś z 8 lat ale już był ninja. Wracał właśnie z misji kiedy mnie znalazł. Popatrzył na mnie zdziwiony po czym wziął na ręce i zaniósł do wioski. Zostawił mnie w jakimś ciemnym pokoju i zniknął. Pokoik ten był w domu na obrzeżach terenu należącego do klanu Uchiha. Itachi bo to on mnie wtedy znalazł jakimś cudem wymógł na Hokage pozwolenie i przez następne 4 lata to on się mną zajmował co prawda miał dla mnie czas tylko w nocy i oczywiście kiedy nie był na misjach ale to wystarczało. Często razem trenowaliśmy. Ita od razu zorientował się że dzięki Kuramie nie funkcjonuję jak normalne dziecko. Nauczył mnie Henge a ja zmieniałem się w dziewczynę w jego wieku aby go podrażnić. Nie lubił tego ale śmieszyło go. Te lata były jedynymi podczas których naprawdę czułem że mam rodzinę. Był dla mnie kimś najważniejszym jedyną osobą dla której miałem siłę walczyć z zachowaniem ludzi w wiosce i się nie poddawać. Aż w końcu nadszedł dzień kiedy miałem iść po raz pierwszy do akademii. Trzeci postanowił że dla zachowania pozorów powinienem zamieszkać w klitce w której teraz nadal po tylu latach mieszkam. Niedługo po tym Ita dostał misję miał zniszczyć swój klan. W nocy przed tym jak miał ją wykonać przyszedł się pożegnać. Nadal pamiętam jak wszedł przez to okno blady jak papier z czystym przerażeniem w oczach a gdy tylko zeskoczył na podłogę upadł i zaczął płakać. Był bezsilny nie mógł nic zrobić by uratować tych wszystkich ludzi a miał ich zabić. Nadał pamiętam jak się trząsł kiedy go objąłem. Pamiętam co mu powiedziałem.
- Nie myśl i nie czuj. To nic nie zmieni. Oni i tak umrą. Jak nie ty to ktoś inny tak masz szansę ocalić chociaż Sasuke. Zrób to jak on będzie w szkole. Potem idź do jaskini w środku przeklętego lasu. Znajdę cię. A teraz zamknij oczy.
Posłuchał mnie a ja go po prostu pocałowałem. Dlaczego? Cóż to był jedyny sposób aby przekazać mu czakrę Kuramy. Pamiętam jego zdziwienie i szok. Biedaczek nie wiedział co ma zrobić.
- To prezent aby wszystko się powiodło czakra będzie cię leczyć i możesz z niej korzystać do technik ale jak ją wyczerpiesz to muszę być przy tobie ponieważ muszę zatamować wypływ czakry jeśli gdzieś zostanie uszkodzony.
Popatrzył na mnie już pewniej a następnie skinął głową.  Potem po wszystkim kiedy go znalazłem i opatrywałem mu rany przyznał że bał się mojej reakcji. Zdziwiło mnie to. Przecież wiedział że zaprzyjaźniłem się z Kuramą. Już kiedy miałem 3 lata. Nie odstraszały mnie żadne zbrodnie które ktoś popełnił wszyscy żyjemy w czasach wojen i ninja. Już wtedy mój umysł był na poziomie 15-nastolatka więc nie sprawiało mi trudności wybaczenie i zrozumienie postępowań Kyuu. Itachi został tamtej nocy u mnie w pokoju. Do rana rozmawialiśmy o tym jak to wszystko się potoczy. To wtedy złożyłem mu obietnicę której żałuję do dzisiaj. Obiecałem że zrobię wszystko aby zaprzyjaźnić się z Sasuke i go chronić przed łapami Danzo i starszyzny. Nie było to łatwe w końcu zagroziłem Trzeciemu że ogłoszę we wszystkich wioskach swoje pochodzenie i prawdę o masakrze klanu Uchiha. Dopiero wtedy zgodził się żebym był z nim w drużynie. A potem ten wypadek z głupim wężem. Skąd miałem wiedzieć że Sasuś okaże się takim tchórzem w tamtym momencie. Nie mogłem zrobić nic co by mnie zdemaskowało jak i moją przyjaźń z Kuramą. Przez to naraziłem pieczęć na niebezpieczeństwo a byłem już tak blisko jej złamania. Potem Sasuke odszedł a ja jak głupi się za nim uganiałem aby czasem nie wpadł w ręce innych wiosek albo nie został zabaweczką Orochimaru. Jedynym plusem tych pogoni były spotkania z Itachim. Mimo że zawsze walczyliśmy to mogliśmy znaleźć choć chwilę żeby porozmawiać. Najczęściej robiliśmy to w jego genjitsu. Wymienialiśmy się informacjami. Czasami rozmawialiśmy. A nawet… Wstałem z parapetu uznając że czas się przejść. To wspomnienie było jednym z najcenniejszych jak i najboleśniejszych. Wyszedłem z domu zabierając ze sobą jedynie czerwoną różę i ruszyłem w kierunku cmentarza klanu Uchiha. Idąc zacząłem wspominać tamten dzień. To było nasze ostatnie spotkanie przed jego śmiercią. Kiedy tylko poczułem jego czakre rozdzieliłem się z grupą i pognałem go spotkać. Inni mieli wtedy na głowie innych członków Akatsuki więc nie przejmowałem się że ktoś za mną pójdzie. Staliśmy naprzeciw siebie a on od razu zaczął pytać o brata. Wnerwiło mnie to ale powiedziałem że dotrzymam tamtej obietnicy ponad wszystko. Odetchnął z ulgą a ja byłem coraz bardziej przerażony. Czułem że go stracę wokoło niego zbierała się śmierć. Poprosiłem aby zabrał mnie w genjitsu zdziwiony zgodził się. Będąc w tamtym miejscu nie musiałem niczego się obawiać. Od razu podszedłem do niego i się wtuliłem a on się smutno uśmiechnął. Wiedział że i ja wiem. To było pożegnanie.
- Chcę żeby to Sasuke mnie zabił a nie choroba. Nie wiń go lisku. To moją decyzja.
Pamiętam te słowa jakby to było dzisiaj. Chciał mnie jeszcze przeprosić ale mu nie pozwoliłem. Zamknąłem jego usta pocałunkiem. Nie takim dziecięcym buziakiem ale prawdziwym pocałunkiem. Zrobił minę jakby go to kompletnie zszokowało. Moje ręce zaczęły wkradać się pod jego ubranie.
- Naruto co ty chcesz zrobić.
- A nie widać? Jesteś dla mnie najważniejszy nie jak brat czy rodzina ale ukochany. Kocham cię i nie mogłem ci pozwolić umrzeć zanim tego nie wyznałem.
Itachi uśmiechnął się po tych słowach a następnie pocałował mnie zanim się zorientowałem byliśmy nadzy a przecież nie kojarzyłem żebyśmy zdejmowali ubrania. To pewnie była sprawka jego genjitsu. Pamiętam ciepło jego dłoni i to jak delikatnie mnie dotykał. Jakbym był jego skarbem. Jego ciche słowa które do mnie szeptał za równo te o miłości jak i o moim pięknie. Pamiętam ciepło jego ust na moim członku i dziwne uczucie kiedy wkładał we mnie palce. Pamiętam ból jaki czułem kiedy w mnie wchodził i rozkosz jaką mi podarował.  Nie wiem ile razy to zrobiliśmy ani tego co do mnie mówił kiedy byłem pogrążony w odczuciach. Jedyne co jeszcze pamiętam to krakanie wron. Były wszędzie. Obserwowały nas i zagłuszały słowa swoim krakaniem. Na koniec jedna z nich usiadła na ramieniu Ita. Wtedy przekazał mi oko swojego przyjaciela. Oko które w niedalekiej przyszłości podarowało mu wolność. Wtedy jedna to oko było dla Sasuke i dla mnie. Chciał żebym się nie poddawał. Nie wyszło. Po jego śmierci straciłem wszelkie chęci aby sprowadzić tego egoistycznego dupka do wioski. Niby wszystkim się zdawało że chcę nadal go sprowadzić do wioski ale tylko do tamtego spotkania kiedy zranił Sakurę. Wtedy to postanowiłem że go zabiję. Wiedziałem że złamię obietnice daną Ita ale nie potrafiłem inaczej. Z Itachim widziałem się jeszcze tylko raz. Podczas wojny kiedy został przywołany. Ze mną był Bee a z nim Nagato więc nie mogliśmy nawet normalnie porozmawiać. Chciałem go zatrzymać. Ale on uparł się że musi iść. Że tylko on może anulować tą technikę. Nie wiem co się z nim dalej działo wiem tylko że walczył z Kabuto razem z Sasuke. Stałem nad jego grobem nie wstrzymując łez. Była noc a ja miałem nadzieję że nikt tu nie przyjdzie. Zresztą kto miałby?
- Co tu robisz?
No tak zapomniałem o twoim braciszku co Ita.
- Stoję nie widać?
- Nie masz prawa tu być. To przez wioskę i takich jak ty mój brat umarł.
- Nie pomyliło ci się coś księżniczko? To na twoich rękach jest jego krew i nie zmienisz tego. Więc przestań odgrywać ten melodramat bo jesteś tylko rozpuszczonym gówniarzem który jak jakaś pieprzona lalka daję się wszystkim manipulować. Chcesz wiedzieć dlaczego nic nie wiedziałeś o tym że była to misja? Bo nie chciałeś. Latałeś tylko za tą swoją zemstą nie widząc nic co tak naprawdę się wokoło ciebie dzieje. Ja w odróżnieniu od ciebie naprawdę go kochałem i nigdy aż do końca nie opuściłem.
Patrzył na mnie w szoku. No tak tej części mojej osoby na pewno nie znał. Znali ją jedynie Ita, Jiraya, Trzeci, Baa-chan i Gaara. Podszedłem bliżej grobu i do tchnąłem go z czułością. Delikatnie położyłem różę na nagrobku. Czerwona róża symbol kochanka. Popatrzyłem na Sasuke. A on nie odrywał wzroku od kwiatu.
- Nawet dla niego nigdy ci nie wybaczę. Jeśli jeszcze raz spróbujesz mi zakazać przychodzenia tu zabiję cię.

Mówiłem to poważnie i on chyba dobrze o tym wiedział bo aż się zatrząsnął od chłodu mojego głosu. Odszedłem spokojnie nie zaszczycając go więcej spojrzeniem. Wreszcie dostał wszystkie elementy układanki związane ze swoim bratem czy je poskłada to już nie moja sprawa. Nie mam zamiaru dotrzymać tej obietnicy którą dałem Ita ani tej że spróbuję być szczęśliwy. Z Kuramą podjęliśmy decyzję. Dość udawania. Jeżeli coś nie wypali zawszę mogę zamieszkać w Sunie. Baa-chan na pewno by mi pomogła.       

środa, 12 marca 2014

Rozdział 2

„Cisza i brak wyzwisk było tak nagłe że aż dziwne. Czyżbym oberwał aż tak w łeb że mi zmysły odcięło? Nie to raczej nie możliwe. Tak słaby to ja nie jestem. Ale czy ktoś kto właśnie oberwał od takich panienek powinien w ogóle uważać się za silnego? A walić to jak ten popieprzony garniaczek przestanie plątać mi się pod nogami to wyślę tych patałachów na ojom. Czasami to aż żałuje że się zgodziłem na ten układ. Poleżałem, porozmyślałem czas się zebrać do kupy i iść na to durne rozpoczęcie. Otworzyłem ostrożnie oczy aby rozeznać się w sytuacji a tu co? Nade mną ujrzałem twarz tego gostka co wcześniej a sam leżałem na kamiennej posadzce w jakimś więzieniu. Skąd wiem że to więzienie? No cóż zakratowane pokoiki mówią same za siebie. Noż kurwa pięknie. Matka się wścieknie jak się dowie że udało mi się przeleźć do tego dziwnego świata który widuje. Cholera że też musze zawsze z jednego gówna dostać się do drugiego. Pouczyłem szarpnięcie ten gościu podniósł mnie i się gapił. Do diabła co ja eksponat muzealny? Gdyby jeszcze moje ciało chciało mnie słuchać to facet leżałby teraz i zwijał się z bólu a tak to tylko wiszę parę centymetrów nad ziemią trzymany za koszule i trzęsę się jak pieprzona galaretka.”
- Kim jesteś człowieku?- Chłodny głos pełen groźby wydawał się idealnie pasować do postaci która to powiedziała. Kyo obserwował jak Lucifero bez problemu poddusza drobnego chłopca. Czerwono włosy nawet z tej odległości czuł paniczny wręcz strach tego ludzkiego dzieciaka. Napawał go on odrazom. Odkąd pamiętał brzydził się strachem, ale w tym dzieciaku było coś jeszcze. Coś czego demon nie mógł dostrzec pod warstwą strachu.
- Puść go panie albo go zabijesz zanim zdąży nam coś powiedzieć.- Kiedy tylko skończył wypowiadać te słowa dawny anioł poczuł na sobie spojrzenie tego człowieka. Jego uwagę przykuły oczy „gościa”. Nie dostrzegał w nich ani grama strachu. Chociaż całe ciało chłopca wyrażało na każdym kroku jak się boi jego oczy były spokojne, drapieżne i jakieś nieokiełznane. Była w nich siła i pewność. Kyo nie rozumiał jak ktoś może mieć dwa tak różne charaktery. Co prawda nie raz widział jak Lucifero zmienia się kiedy jest szatanem ale nigdy nie widział żeby ktoś w tym samym momencie odczuwał dwa tak różne uczucia. To było nierealne. Ale się działo bo nie miał wątpliwości że oba te odczucia są prawdziwe.
-Kyo!- Spojrzał zdezorientowany na przywódcę. Ten tylko popatrzył na niego karcąco.- Nie odpływaj gdzieś myślami. Jak ci się spodobał ten strachliwy gówniaż to się nim zajmiesz.- Ciemnowłosy rzucił mu pod nogi ciało dopiero co sprowadzonego chłopca po czym wyszedł. Kyo jedynie westchną i przybrał groźną minę. Znowu cała robota w jego rękach bo jaśnie panu się nie chce.
- Wstawaj idziesz za mną.- Oznajmił. Następnie odwrócił się idąc szybko do wyjścia.- A wy wracać do zajęć  koniec przestawienia.- Warknął na strażników.
Całą drogę od wyjścia obaj byli cicho. Demon zastanawiał się co zrobić z chłopakiem bo przecież nie wrzuci go do celi. „ A może powinienem w końcu to tylko jakiś żałosny człowieczek. Ale jego oczy są tak podobne do tych. Nie. Nie mogę porównywać kobiety która miała wystarczająco odwagi by nawet sprzeciwić się woli boga do jakiegoś gówniarza który o mało nie umarł ze strachu jedynie na nas patrząc.”
- Właź.- Rozkazał zimno małemu kiedy dotarli do osobistych komnat czerwono włosego. A gdy polecenie zostało spełnione sam wszedł za chłopcem do pomieszczenia. Panował w nim półmrok. Pod ścianą z prawej strony stała szafa i jakieś drzwi. Pod oknem naprzeciwko wejścia było łóżko a po lewo komoda ze zdjęciami i jakiś fotel. To tam podszedł jego nowy problem i jakoś dziwnie przyglądał się jednemu z obrazów narysowanego przez Azazela jeszcze zanim jak oni stał się upadłym. Po chwili nieznajomy człowiek przeniósł na niego oczy. Teraz stojąc znacznie bliżej chłopca Kyo poczuł dziwny niepokój. Coś w jego posturze i wyglądzie było dziwnie znajome. Na myśl przychodził mu huragan. „Zupełnie jak Siel kiedy się wściekała. Wtedy nawet Lucifero zwiewał na jakąś odległość i dopiero próbował ją uspokoić. Dlaczego ten chłopak przywraca te wspomnienia przecież jest zupełnie inny. Strachliwy, niepewny, zagubiony, bez temperamentu. Tylko jego oczy. Czy Lu je widział i dlatego go tu sprowadził? Nie to raczej niemożliwe gdyby zauważył…”
- Skąd pan ma portret mamy?- To pytanie przerwało potok myśli Kyo. Oczy które już wcześniej tak bardzo przypominały mu ukochaną szatana teraz wreszcie mógł je zobaczyć dokładnie kiedy młody odgarnął ze zdenerwowania włosy z czoła. Ich wyraz i istne tornado emocji sprawiły że ugięły się pod nim nogi. Takie zielono złote oczy widział u człowieka do tej pory jedynie raz. Miała je ona ta która zmieniła życie ich trójki. Dla niego była jak siostra dla Aza jako przyjaciółka  a dla Lu ukochana. Ale czy ta kobieta naprawdę mogła przeżyć a może to tylko chory żart przecież jej dusza została rozdarta na strzępy przed wiekami.
- Masz na myśli Siel?- Upewnił się słabo.
- Tak dokładnie. Tę szurniętą kobietę która jest moją mamuśką.- Kyo spojrzał na chłopaka ponownie. Te słowa wprawiły go w kompletne oszołomienie. „Co teraz? Czy to naprawdę ta sama kobieta? A jeśli tak to czy powinien powiedzieć reszcie? Nie. Lucifero nie zniesie takiej pomyłki a szansa żeby ona ich pamiętała są zbyt znikome. Więc co teraz?” Przyjrzał się uważnie chłopcu który stał przed nim jego strach wyparował teraz przypominał Siel tak bardzo że nie było mowy o pomyłce ona wróciła. A Szatan nie był na to gotów. Musiał jakoś ochronić tego chłopaka. Jak Lucifero się dowie że jest jej synem z miejsca go zabije.
- Nie wolno ci nigdy puki jesteś tutaj wspominać tej kobiety a tym bardziej nazywać ją matką.- Oznajmił zimno aby jak najbardziej wystraszyć dzieciaka.
- Dziwny jesteś jak na demona. Ale spoko tylko musze na święta zawitać do domu bo ta baba to mnie nawet na księżycu znajdzie.- Przekorny uśmiech i rozluźniona postawa zdezorientowały czerwono włosego.
- Nie boisz się już? Nie myśl że tylko dlatego że to twoja matka to ci odpuszczę.
- Nie bałem się. To po prostu reakcja mojego ciała nad którą nie mogę zapanować. Mniejsza z tym. Jestem Yuki. Arimoto Yuki. A ty?
- Po co ci to dzieciaku?- Zdziwił się demon.
- Bo jak zgaduje spędzimy trochę czasu razem?- Ironia w głosie i luźna postawa sprawiły że i upadły dał sobie spokój z władczą demonią postawą.
 - Kyo. Ale możesz używać tego imienia tylko w tym pokoju.

- Dobra.

niedziela, 9 marca 2014

Aokaga: Nie być samemu

Mecz finałowy właśnie dobiegał końca a wynik nadal nie był przesądzony. Z pozory silniejsza drużyna Ryuukuzan nagle straciła swoją przewagę podczas zaledwie jednej kwadry. A to za sprawą jednego zawodnika. Często pomijanego i niezauważanego. Aomine patrzył na wszystko z zapartym tchem chcąc być teraz na boisku.
„- To ja powinienem teraz grać w kosza z Tetsu a nie ta farbowana małpa z gejowskimi brwiami. Co jest kurwa z tymi ludźmi.”
Tymczasem na boisku piłka po raz kolejny trafiła w ręce niebiesko włosego chłopaka. Tuż przed nim wyrósł jak spod ziemi czerwono włosy chłopak o dwukolorowych tęczówkach.
- To już koniec Tetsuya-kun nie dopuszczę abyś wygrał ten mecz. Chyba nie zapomniałeś ja zawsze wygrywam.- Lecz te słowa nie docierały już do wymęczonego umysłu niebieskookiego. Jego ciało poruszało się trzymane resztkami woli chłopca.
„Nie możemy przegrać! Nie będzie następnego razu! Jeszcze tylko jeden rzut. Musi mi się udać! Nie pozwolę aby to się tak skoczyło! Akashi-kun zostałeś już tylko ty proszę wróć do nas taki jaki byłeś kiedyś.”
Z tą myślą zawodnik widmo pokolenia cudów wypuści piłkę wprost do kosza. Gwizdek sędziego. Koniec meczu kto wygrał? Cisza a potem krzyk radości i łzy porażki. Kuroko zamknął oczy. „To koniec.” Jego świadomość ogarnął mrok.
Kagami nie wierzył własnym oczom. Piłka jakimś magicznym sposobem trafiła do Kuroko ale przecież jego Misdirection już nie działało więc jak? A potem pojawienie się Akashiego koło wycieńczonego chłopaka. „A więc i to przewidział. A może… nie to głupie przecież ten pokręcony zjeb nie mógł w niego wierzyć bardziej ode mnie od nas” Z zamyślenia wyrwał Kagamiego dźwięk piłki uderzanej o obręcz.
- Wpadła. Wpadła! Wygraliśmy! Kuroko!- Kagami odwrócił się by zobaczyć jak niebiesko włosy osuwa się na ziemię. Znalazłszy w sobie resztki sił podbiegł do przyjaciela aby go złapać. Udało mu się zanim głowa mniejszego z chłopców uderzyła o ziemie.
- Kuroko! Hej Kuroko! Ocknij się! Wygraliśmy! Weź nie żartuj sobie! Oj! Kuroko! Someone! Help!- Ze zdenerwowania Kagami zaczął mówić po angielsku ale nikt nie zwracał na niego uwagi. Niewiarygodny wynik na tablicy przyćmił wszystko a chłopak który tego dokonał znowu stał się cieniem. Czerwono włosy błądził po wszystkich wzrokiem szukając pomocy wtem jego oczy natrafiły na ciemnoskórego chłopaka o granatowych włosach.
-Aomine!
Aomine nie wierzył że to się naprawdę stało. „Akashi przegrał! Przegrał. Choć przewidziałeś wszystko jak my wszyscy na koniec nie doceniłeś Tetsu prawda? Nawet ty nie mogłeś tego przewidzieć. Ha i kto tu jest teraz numerem jeden?” Nagle jego rozmyślania przerwał krzyk zdawać by się mogło że w tym całym hałasie nie da się nic usłyszeć ale on mógł, bo to był ten wnerwiający głos należący do pewnego debila z podwójnymi rzęsami przez którego nie mógł spać. Przeniósł wzrok gotów zbluzgać tego przybłędę gdy zobaczył wyraz czystego przerażenia na tej twarzy dotarło do niego że coś jest nie tak. Jego wzrok powędrował na postać leżącą na parkiecie. „Kuroko!” Aomine szybko wyciągnął telefon z kieszeni i dzwoniąc na pogotowie szybko zbiegał do swojego byłego cienia. W tym całym hałasie nic nie słyszał więc tylko krzyknął to co potrzebne i kazał im się pospieszyć. Stanął przed Kagamim nie wiedząc co robić. Chciał go uderzyć w końcu to przez niego Kuroko… gdyby to on Aomine grał Kuroko nie musiał by…ale czy na pewno…czy potrafiłby zagrać przeciwko Akashiemu bez strachu? „Jego ręce się trzęsą. Jest kurwa jak jakaś jebana czerwona galareta. Chociaż ja sam nie jestem cholera lepszy. Widzisz co z nami robisz Kuroko.” Aomine stał tam i gapił się to na Kagamiego to na Kuroko a czerwono włosy co jakiś czas podnosił na niego wzrok jakby upewniając się że tu jest że nie jest sam z tym wszystkim.
Wszystko został przerwane przez pojawienie się lekarzy na boisku. Szczęśliwe głosy umilkł a wychodzący z sali przegrani odwrócili się żeby zobaczyć co się stało. I znowu w centrum uwagi znalazł się pewien niebiesko włosy chłopiec. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Szpital. Badania. I na koniec wyrok. Śpiączka z powodu zagrażającego życiu wycieńczenia organizmu.
Kagami wyszedł ze szpitala wyglądając jak duch. Nie miał energii na nic. Nie spodziewał się że stan Kuroko jest aż tak poważny. Co prawda wiedział że z jego przyjacielem nie jest dobrze kiedy ten się nie budził ale nie spodziewał się czegoś takiego. Spojrzał w bok koło niego szedł Aomine. Sam nie wiedział dlaczego ale obecność tego egoistycznego dupka uspokajała go. Oczywiście Aomine działał mu na nerwy jak nikt inny. Sprawiał że Kagami miał ochotę mu przywalić średnio 5 razy na minutę ale było w tym zboczonym głąbie też coś co sprawiało że miał go ochotę poznać. Dowiedzieć się dlaczego Kuroko tak go ceni.
- Ej Aomine masz ochotę wpaść do mnie?- Sam nie wiedział dlaczego go o to spytał po prostu…
- Jasne ale jak coś ugotujesz. Tetsu mówił że niezła z ciebie żoneczka. Gotujesz sprzątasz. Ful wypas.
- Odpieprz się pomyleńcu.- Warknął wnerwiony Kagami. „ Ja tu zapraszam tego zboczeńca do domu a on z czymś takim. Głupi ograniczony pan „ jedynym który może mnie pokonać jestem tylko ja sam.” Feck”
- Jak ty mnie nazwałeś zmutowany pomyleńcu?
- Że jak że ja niby jestem zmutowany niby gdzie?       
- A te twoje brwi to niby mają być normalne? Ha a kurwa w życiu!
- Ta to przynajmniej lepiej niż myśleć cały czas kutasem? Chrzaniny zbok.
W takiej jakże przemiłej atmosferze obaj chłopcy dotarli do domu Kagamiego.
- Właź zjebie tylko nie za syf mi mieszkania.
- Fiu niezłe masz mieszkanko i serio ty tu tak sam mieszkasz?
- Ta staży nadal są w Stanach? To co chcesz do żarcia?
- E jakieś mięcho bo tego zielska co żre Momoi to ja do ust nie wezmę.
- Dobra to weź poczekaj chwilę. Tylko nie rób syfu.
- Wiem kurwa głupi nie jestem nie musisz powtarzać.
Aomine zaprzestał chodzenia po pokoju i usiadł przy stole podpierając się z tyłu rękami. Odchylił głowę do tyłu i patrzył na sufit.
- Ej Kagami jak myślisz Tetsu nic nie będzie?- Odpowiedź poprzedziła chwila ciszy i dźwięki dochodzące z kuchni.
- Pewnie nie. Mimo wszystko Kuroko jest o wiele silniejszy niż się wydaje. Jak się tylko obudzi to pewnie najpierw jakoś dziwacznie skomentuje sytuację a potem spyta o mecz.
- Ta pewnie masz rację. Tylko po prostu ta cała sytuacja. Patrzyłem na jego grę ale nic nie dostrzegłem a przecież znam go najlepiej.
- Na pewno? Jak dla mnie to była tam tylko jedna osoba która powinna się zorientować i nie byłeś to ty ani ja.
- Co masz na myśli?
- Dobrze wiesz. Akashi Sejirou. Mógł dostrzec wszystko nawet ostatnią akcję Kuroko kiedy nawet ja się poddałem a tego nie mógł?
- Zwalanie winy na innych nie pomoże durniu.
- Nie zwalam na nikogo winy! Cholera!
- Ej Kagami to żarcie w ogóle jeszcze żyję.
- Nie kurwa nie żyje. – Kagami wziął głęboki oddech i wrócił do gotowania. Ten dzień był zdecydowanie zbyt stresujący.  Najpierw mecz przeciwko kapitanowi pokolenia cudów. Potem wypadek Kuroko a teraz Aomine w jego domu. „ Co mnie napadło żeby zapraszać tego zjeba. No tak nie chciałem być sam z tym wszystkim tak jak wtedy. Na sali. Ale jak ten zboczony debil mnie usłyszał przecież nawet ludzie którzy stali koło mnie nie słyszeli w tym całym hałasie? Nieważne.” Dalej już w miarę względnej ciszy czerwono włosy dokończył robienie posiłku. Wniósł dwa talerze z jedzeniem do salonu. Jeden postawił przed Aomine który patrzył na jedzenie dość niepewnie?
- Ej Kagami co to do cholery jest?
- He? A nie widać? Schabowy jajka sadzone i ogórki?
 - Że co? A gdzie ryż i jakieś mięcho? I skąd żeś to wytrzasną?
- Jeny palancie nigdy nie jadłeś zagranicznej kuchni?
- A po cholerę. I tak nie ma w niej nic co mi by mogło smakować. A ty co takiego kurna światowca udajesz a pewnie nawet nie umiesz gadać po angielsku.
- Mógłbyś kiedyś zacząć  słuchać co inni do ciebie mówią. Mieszkam w Japonii dopiero 3 lata cwelu.
- E to niby gdzie wcześniej mieszkałeś?- Zapytał trochę zdezorientowany Aomine. Nie żeby go to wcześniej jakoś interesowało ale Kuroko coś tam wspominał i Kise chyba też. Namyślając się zaczął jeść.- Ty dobre to.
Kagami usłyszawszy to uderzył głową w stół.
- Na serio będziesz niezłą żoneczką.
- A weź się udław debilu.
- Oj tam. No więc gdzie wcześniej mieszkałeś?
- W Stanach ze starymi.
- Że co kurwa! Mieszkałeś w Ameryce?
- Ta i co?
- I wszyscy tam na powitanie się całują? Nawet facet z facetem?
- Zdarza się ale każdy wita się jak chce.
- I całowałeś się z jakimś facetem?
- Zdarzyło się.
- I mówisz to kurwa tak spokojnie! Co ty jakiś pedał czy co ja to bym chyba zwymiotował.
- Nie sprawdzałeś nie oceniaj. Chociaż przy tym twoim zboczeni i uwielbieniu dużych piersi to pewnie nadal nawet się nie całowałeś, co prawiczku?
- Odszczekaj to kurwa bo…
- Co bo? Nic co zrobisz nie zmieni tego faktu że jesteś tylko zboczonym praw…- Wypowiedź Taigi została przerwana przez usta Aomine które nagle znalazły się na jego własnych. Gdy minął początkowy szok Kagami nie chcąc dać się tak łatwo zdominować  zaczął gwałtownie odpowiadać na pocałunek. Popchnął Aomine na podłogę nadal nie rozłączając ich ust. Usiadł okrakiem na biodrach granatowo włosego i wyczuł jak członek chłopaka zaczyna twardnieć. Jego także nie był obojętny na tą pieszczotę.
Aomine sam nie wiedział dlaczego pocałował tego cwela. Po prostu chciał go jakoś uciszyć i przy okazji pokazać że niema nic czego on wspaniały Aomine Daiki się boi. Nawet nie poczuł kiedy znalazł się na podłodze pod tym czerwono włosym zjebem. Kiedy poczuł ciekawskie ręce Kagamiego na swojej skórze w pierwszej chwili chciał go zepchnąć i zwiać z tego mieszkania ale w tym momencie te ciekawskie dłonie zaczęły dobierać się do jego sutków co była kurewsko przyjemne. Do tego ten zjeb nadal go całował a jego podniecenie zaczynało nie mieść się w spodniach. Nagle Kagami oderwał się od jego ust. Zawiedziony Amine aż jęknął. „ Nie ma kurwa mowy żebym to ja znalazł się na dole. Nie ma kurwa bata.” Podjąwszy decyzję Daiki szybkim ruchem zepchnął z siebie czerwonookiego chłopaka i usiadł na nim w między czasie zdejmując bluzę i podkoszulek.
- O tak teraz mi się lepiej podoba.- powiedział po czym na nowo złączył ich usta w gwałtownym pocałunku poruszając jednocześnie biodrami. Kagami był tak samo podniecony jak on sam.
Ruchy Aomine były bardzo podniecające ale i drażniące. Drżącymi z podniecenia rękoma Kagami próbował wydostać ich penisy z ciasnych spodni. Kiedy wreszcie ta trudna sztuka się mu udała nie zastanawiając się wiele zaczął poruszać na nich ręką. Drugo zaś zarzucił na kark Aomine aby przyciągnąć go do jeszcze gorętszego pocałunku. Po zaledwie kilku chwilach namiętnych pieszczot obaj chłopcy doszli jęcząc w swoje usta. Kagami pomimo zmęczenia i rozleniwienia podniósł się z pod granatowookiego po czym pomógł wstać drugiemu chłopakowi.
- Ciąg dalszy w mojej sypialni czy jesteś zbyt przestraszony aby kontynuować?- Zapytał zadziornie Taiga.
Aomine jedynie pocałował chłopaka w odpowiedzi. Jemu także było mało.
Obaj chłopcy pospiesznie ruszyli w stronę sypialni po drodze pozbywając się reszty ubrań. Kiedy w końcu dotarli do łóżka obaj byli już na nowo podnieceni i gotowi do zabawy Kagami popchnął Daikiego na materac a następnie ukląkł przed nim. Nie zastanawiając się wiele wziął naprężonego członka partnera w usta i zaczął go ssać. Na przemian to poruszał głową biorąc go głęboko w usta to znowu wyjmował go aby pobawić się językiem na główce członka. W międzyczasie jego palce powędrowały niezauważone do dziurki partnera.
- Ach cholera jasna Taiga ja chce dojść przestań się bawić ty pojebie.- Warkną już trochę zły Aomine Wsuwając dłonie we włosy czerwonego. I zaczął nadawać coraz to szybsze ruch głowie Kagamiego. – Ach!- Aż krzyknął czując w sobie pierwszy palec partnera.- Kurwa!- Zaklął.
Kagami bez problemu wsuną w granatowo włosego po chwili drugi pale i pomału zaczął go rozciągać nie zaprzestając zabawy z jego członkiem. Kiedy udało mu się dodać 3 palec natrafił wreszcie na prostatę swojego uke.
- Ach! Ach! O kurwa jak dobrze. Tak Taiga. Więcej! Potrzebuje więcej! Daj mi dojść.
Głos Aomine był wręcz rozpaczliwy z niezaspokojonej potrzeby. Kagami uśmiechnął się. Po czym wstał z kolan i nachylił się nad uchem partnera. Po czym je polizał cicho szepcząc.
- Zaraz.
Kagami wyjął palce z wnętrza ciemnoskórego po czym jednym szybkim ruchem zastąpił je swoim członkiem. Aomine aż krzyknął z bólu ale już po chwili zaczął się przyzwyczajać. Tymczasem Taiga na próbę poruszył się ostrożnie w jego wnętrzu nie słysząc żadnych protestów zaczął pomału się ruszać. Już po chwili jego członek trafił w prostatę partnera.
- Ach! Tutaj. Więcej. Mocniej. Kurwa
Aomine był już na skraju. Ruchy Kagamiego także stawały się chaotyczne i mało delikatne. Jeszcze kilka pchnięć i obaj chłopcy prawie równocześnie doszli.
Zmęczony Kagami ostrożnie położył się obok partnera oddychając ciężko.
- Robiłeś to już kiedyś?- Padło pytanie na które czerwono włosy jedynie przytaknął.- Z chłopakiem?- Kolejne przytaknięcie.
„Pewnie z tym chrzanionym Himuro czy jak mu tam było.” Pomyślał trochę zły Aomine.
Kagami przygarnął ramieniem chłopaka do siebie i niczym się nie przejmując przykrył ich kołdrą po paru minutach zasypiając. Aomine także wtulił się w drugiego chłopaka uznając że czas na rozmyślania i pytania będą rano.
Kagami powoli budził się ze snu czując przyjemny ciężar na klatce piersiowej. Kiedy tam zerknął i zobaczył granatowe włosy dotarło do niego że to co się stało wczoraj to nie był sen. Popatrzył jeszcze chwilę na śpiącego chłopaka po czym zaczął go delikatnie budzić. Niepewny jak ma się do niego zwracać uznał że przecież po tym co zrobili nie będzie mu mówił po nazwisku.
- Daiki, Daiki obudź się.- Kiedy zobaczył te zamglone granatowe oczy mimowolnie uśmiechnął się.- Zrobię śniadanie a ty się umyj. Łazienka to te drzwi naprzeciwko pokoju.- Aomine tylko przytaknął nie do końca świadomie.
Jakieś pół godziny później granatowo włosy wreszcie przemyślawszy wszystko i umywszy się stanął w drzwiach kuchni. Widok Kagamiego w fartuszku krzątającego się po kuchni sprawił że się uśmiechnął. „Może to wcale nie taki zły pomysł spróbować być na poważnie z tą czerwoną gnidą. Sprząta, gotuje jeszcze żeby dał się wyruchać a nie mi do tyłka dobierać ale następnym kurwa razem zobaczy!”

- Te żoneczka to jak teraz z tym będzie bo ja na jednorazowy numerek to się nie piszę.- Kagami zastygł w miejscu po czym się uśmiechnął. Sam też już o tym myślał i uznał że kto jak kto ale ten zboczony maniak kosza nie będzie takim złym wyborem. W końcu kto go lepiej zrozumie jak nie ten zjeb. 

Uwaga! 

To jest pierwsza część z dwóch. Druga część to Akakuro Szpitalne wyznania. Nie wiem kiedy się pojawi ale najpewniej do końca miesiąca. Jak chcecie szybciej to głosujcie w ankiecie.