Translate

niedziela, 13 lipca 2014

Nad Gobelinem
Akira x Hikaru z Hikaru no Go
Dzisiaj było bardzo pochmurno i Hikaru był pewien że zanim dojdzie na spotkanie ze swoim rywalem już się rozpada. Ruszył więc biegiem do domu zielonowłosego geniusza gdzie się tym razem umówili. Jak przewidział chłopak kiedy był mnie więcej w połowie drogi zaczęło padać. Hikaru jednak nie pogoda nie przeszkadzała. W końcu on i Akira nie widzieli się już przeszło dwa tygodnie. Był ciekaw jak się ma Akira i po prostu za nim tęsknił. Od jakiegoś czasu Toya nie zaprzątał jego myśli jedynie jako rywal i ktoś kogo chce dogonić ale jako chłopak. Już od czasu kiedy Sai odszedł Hikaru zrozumiał że dziewczyny go nie interesują. Bał się tego co może się stać kiedy ktoś się dowie. Mimo tego chciał być coraz bliżej Akiry.
Tymczasem obiekt rozmyślań blondyna stał przy oknie w swoim pokoju i obserwował deszcz. Na środku pokoju stał gobelin gotowy do gry a na parapecie koło chłopaka leżał ręcznik specjalnie przygotowany na przyjście gościa. Już od jakiegoś czasu chłopcy spotykali się u któregoś w domu dzięki temu nawet jak się pokłócili to po jakimś czasie wracali do gry. Tym który to zaproponował był Shindo-kun ale Akira nie miał nic przeciwko. Przy pierwszym spotkaniu skończyli na tyle późno że zielonowłosy musiał zadzwonić do domu że wróci dopiero rano. Nastolatek uśmiechnął się widząc znajomą postać przedzierającą się przez deszcz. Chwycił ręcznik i wyszedł do korytarza.
- Wytrzyj się i przebierz. Ubrania masz w łazience.
- Wiesz co mógłbyś się chociaż przywitać.
- Przyjdź do pokoju jak skończysz. Chcesz coś do picia?
- Herbaty.
Odpowiedział Hikaru po czym już bez butów pobiegł do łazienki. Tymczasem Akira spokojnie ruszył do kuchni zrobić dwie herbaty i wziąć jakieś ciastka. Dzisiaj wyjątkowo był sam w domu więc cieszył się dodatkowo z odwiedzin przyjaciela.
Po godzinie obaj skończyli grę ze znacznym zwycięstwem Toyi.
- Powinieneś był mnie tu zablokować.- Oznajmił pewnie zielonowłosy. Tymczasem Shindou nawet nie patrzył na planszę. W końcu niesiony impulsem pochylił się nad gobelinem tak że ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.
- Akira.- Słysząc swoje imię chłopak poderwał wzrok. Kiedy ich oczy się spotkały blondyn przybliżył się jeszcze trochę do rywala sprawiając że ich usta się zetknęły. Chcąc zasmakować może jedyny raz Akiry Hikaru zaczął go całować. Toya był zaskoczony. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw ale nie przeszkadzało mu to. W zasadzie to już dawno  uzmysłowił sobie że jego fascynacja Shindo nie jest normalna. Nie byli przyjaciółmi a jednak spotykali się i rozumieli bardzo dobrze no może z wyjątkiem niektórych strategii w grze. Język próbujący dostać się mu do ust przerwał rozmyślania Akiry. Poddając się przyjemnemu uczuciu zaczął odwzajemniać pieszczotę. Czując to Hikaru naparł na niego jeszcze bardziej. Jedno kolano postawił na gobelinie a ręce wplótł w długie miękkie włosy o kolorze trawy.
- Ach!- Jęknął cicho Akira. W końcu obu zabrakło powietrza. Do Shindou zaczęło docierać co właściwie zrobił. Wszystko z chrzanił. Przecież to niemożliwe żeby Toya naprawdę oddał ten pocałunek. Prawda? Nie myśląc nad tym dłużej poderwał się na równe nogi.
- Przepraszam!- I zanim Akira zdążył jakkolwiek zareagować wybiegł na deszcz. Mimo że padało on był rozgrzany. Nie czuł też zmęczenia będąc zbyt zdenerwowanym. Wpadł do mieszkania niczym się nie przejmując i zamknął się w łazience. Tam osunął się po drzwiach i cicho szlochał.
Tymczasem Toya po krótkiej chwili niezrozumienia co właściwie się stało podniósł się z determinacją wypisaną na twarzy.
- O nie, nie będziesz po czymś takim uciekał tchórzu.
Szybko założył kurtkę i buty zgarnął parasolkę po czym ruszył do mieszkania jego gościa. Po parunastu minutach był na miejscu. Zapukał.
- Och Akira-kun. Znowu się pokłóciliście. Wejdź proszę Hikaru jest w łazience. Może się napijesz i coś zjesz a ja go zawołam?
- Nie dziękuję ale sam do niego pójdę.- Chłopak sprawnie wspiął się po schodach a następnie zapukał w drzwi toalety.
- Otwieraj tchórzu. Nie możesz od tak sobie całować ludzi a potem uciekać.- Jego słowa nie odniosły żadnego skutku.- Jak zaraz nie otworzysz to pójdę na dół i powiem twojej mamie dlaczego się pokłóciliśmy.- Tym razem usłyszał dźwięk przekręcanego zamka. Po chwili ukazała mu się zapłakana twarz Hikaru. Nie namyślając się wiele zielonowłosy popchnął go w głąb pomieszczenia zamykając za nimi drzwi.- Teraz może mi wytłumaczysz co to było u mnie w domu?
- Ja… bo… po prostu…- Zniecierpliwiony Akira przyparł blondyna do ściany i pocałował. Ostro namiętnie.
- Zanim następnym razem uciekniesz zastanów się co czuje ta druga osoba głupku.

Hikaru uśmiechnął się niepewnie po czym znowu sięgnął do ust Akiry.

6. Pociąg.

Na peronie jak zawsze panował wielki tłok. Ludzie przepychali się, rozmawiali i żegnali. Choć dzisiaj nie było ich tak wielu to i tak był odczuwalny. W końcu to dodatkowy rocznik miał się udać do szkoły a wraz z nim Harry Potter. Chłopak razem z przyjaciółmi szybko udał się do pociągu. Od razu zaczęli szukać wolnego przedziału. Udało im się w 3 wagonie. Gryfoni odetchnęli z ulgą. Dalsze wagony bowiem były przeważnie uznawane za strefę ślizgonów.
- To cześć.- Odezwał się Blais- Ja idę przywitać się z Draco i resztą. Idziecie?
- Nie dzięki ale wiesz my tam raczej nie pasujemy.- Odparł z przygnębieniem Harry. Zabini ledwie powstrzymał komentarz cisnący mu się na usta. Uśmiechnął się dobroduszne. Skłonił dwornie.
- Państwo wybaczą.- Z tymi słowami wyszedł.
- Jest całkiem zabawny nie sądzicie że Ginny dobrze trafiła? Ale Harry nie wytłumaczyłeś nam jeszcze dlaczego z nią zerwałeś? Słucham! Co masz do powiedzenia!- Hermiona skrzyżowała ręce na piersiach, założyła nogę na nogę i spojrzała groźnie na czarnowłosego. Harry popatrzył na nią przepraszająco.
- Eee… no ten tego… bo wiesz… ja…ona- Chłopa jąkając się ciągle zaczynał od nowa.
- Haroldzie Jemsie Potterze- Zagrzmiała Grenger.- przestań uciekać od odpowiedzi.- Zielonooki zarumienił się. Wbił wzrok w podłogę i cicho mruknął.
- Wolę facetów.
- Że co przepraszam bardzo?! Harry dobrze się czujesz?! Czy ty wiesz co powiedziałeś! To chore, nienormalne i niedopuszczalne.
- Ale Hermi dlaczego ci to przeszkadza? Przecież to nic niezwykłego.- Zapytał z jak zawszę inteligentną miną Ron.
- Jak to dlaczego? Jak jeszcze możesz pytać? Przecież on właśnie powiedział że jest gejem! Gejem! Ron.
- I? to coś złego? Charli i Georg też mają chłopaków.- Wzruszył ramionami.- To normalne. Nie rozumiem o co się tak burzysz.
- Normalne? Jak coś takiego może być normalne? To obrzydliwe i chore!- Dziewczyna wstała patrząc na płaczącego przyjaciela z jawną pogardą. Wyszła trzaskając drzwiami.
Jak tylko jej kroki ucichły dotąd skulony i pochlipujący w kącie chłopak zaczął się zwijać ze śmiechu. Ron zaraz do niego dołączył. Po kilku minutach obaj wreszcie się uspokoili.
- A widziałeś jej minę?- Wyjąkał z trudem Harry powodując kolejne salwy śmiechu.- O mało nie roześmiałem się przy niej.
- Taa. Ja chcę zobaczyć jak po namowach Dziadka Mroza będzie cię przepraszać.   
- Już to widzę.- Ciemnowłosy wstał przyjął dumną postawę. Zadarł nos i oparł ręce na biodrach.- Och Harry bo wiesz nie zdawałam sobie sprawy…- Zainicjował głos dziewczyny. Tymczasem rudowłosy śmiał się w niebogłosy. Naglę drzwi się rozsunęły i stanął w nich biało włosy arystokrata.
- Cóż to Potty resztki mózgu zostały na wakacjach?- Harry przybrał agresywną minę i już miał odpyskować gdy naglę ktoś popchnął Malfoya w głąb przedziału.
- Wbijajcie zanim ktoś zauważy.- Chłopcy usłyszeli głos Zabiniego i po chwili sam ślizgon wraz z Crabem, Goleyem, Parkinson i jakimś nowym znaleźli się w ich przedziale. Potter zerknął na nieznanego nikomu chłopca i o mało nie wyzionął ducha.
- Co do…- Wyjąkał poznając w długowłosym, czarnowłosym, zielonookim nastolatku samego Salazara Slitherina.
- Witaj Harry. Mówiłem że się niedługo zobaczymy.- Potter wreszcie się opanował. Uśmiechnął.
- Tak mówiłeś. Dobrze cię widzieć w tej ekhm formie że tak się wyrażę.
- O czyli się znacie.- Wtrącił Blais.
- Tak jakoś wyszło. Więc co tu robicie?
- Potty jesteś aż takim idiotą czy tylko udajesz?- Zakpił ponownie Draco.
- Udaje i to dość dobrze.- Wtrącił się nowy.- A gdzie panna Wiem-to-wszystko?- To niewinne pytanie na nowo rozśmieszyło gryfonów.
- A nie mówiłem to półgłówki.
- Jak…śmiesz…Malfoy!- Wydukał Harry pomiędzy śmiechem.- A właśnie Sakral jak się tak właściwie teraz nazywasz?
- Sakral Salazar McDraw
- Ty to masz pomysły.
- Harry kto to tak właściwie jest?
- Hmm, a to mój kuzyn od strony matki.
- Szlama.- Warknął Malfoy.
- Rozczaruję cię, jestem czystej krwi.
- Phi, niby jak skoro Evans była szlamą?
- Naprawdę Slitherin upada. Gdzie się podziała inteligencja, spryt i umiejętność natychmiastowego kojarzenia faktów? A o podejrzliwości i nieufności nie wspomnę.
- Poszła na wieczny sen. Nie bój się to nie jest zakaźne.
- Niestety twoja głupota jest Potty. Nie waż się do mnie zbliżać.
- „ No temat naszych powiązań rodzinnych umarł śmiercią naturalną.”- Pomyślał Harry przesyłając to zdanie do umysłu Salazara. Zielone oczy Sakrala na chwilę się rozszerzyły ze zdziwienia ale już po chwili były normalne. Gryfon usłyszał zaś w swoim umyśle:
- „Lubisz zaskakiwać ludzi co? Kolejna niezwykła umiejętność Złotego Chłopca.”
- „Och nie tak niezwykła. W pewnych kręgach wręcz normalna prawda Sakralu Asagawie.”- Odparł młodszy.
- „Więc i o tym wiesz. Niestety nazwiska tego rody są niezwykle strzeżone. Zdradziłeś się dziedzicu.”
- „Ups”- Posłał mu przepraszający uśmiech i wizję kotka przyłapanego na niszczeniu. Salazar roześmiał się mentalnie. Ten chłopak go rozbrajał.
- „Nazwisko Asagawa ustaliliśmy. A imię?”
- „Rin. Przyjaciele jednak nazywają mnie też Silver”
- „Miecz pełni. Wspaniałe imię dla wojownika ale i niebezpieczne.”
- Co Potter mowę odjęło?
- Oj zamknij się Malfoy i wynoś w końcu z tond.- Warknął trochę rozkojarzony Harry.
- Jak śmiesz bliznowaty! Co mi zrobisz poszczujesz tą wiewiórką?- Ron cały poczerwieniał i rzucił się na blondyna. Walnął go w twarz. Ten zaskoczony poleciał do tyłu.- Crab, Goley!- Obaj mięśniacy ruszyli w stronę Weasleya.
- Expeliarmuns!- Krzyknął Harry odrzucając chłopców na korytarz.
- Jeszcze tego pożałujesz Potter!- Warknął po raz ostatni Malfoy po czym wyszedł z dumną i arogancką miną a za nim jak cień Pensy.
- To było niebezpieczne Ron.- Powiedział Salazar aby dać znać reszcie że zna sekrety tego chłopaka.
- Gdyby Malfoy nie był tak tępym, aroganckim, zapatrzonym w siebie, fretko podobnym chujem to i może tak.- Warknął nadal zły rudy.
- Uspokój się stary. Zachowujesz się jak baba w ciąży.- Odparował Harry.
- Harry mam prośbę.
- Tak Ron?
- Przymknij się!
- Harry- Wtrącił się Slitherin.- to nie ciąża. To PSM.- Tym razem już cała trójka się roześmiała.
- Nienawidzę was!- Powiedział Ron przyjmując postawę oburzonego, dotkniętego i przygnębionego ale już po chwili sam także się śmiał.
W takim pogodnym stanie zastała ich Hermiona. Po rozmowie z dyrektorem doszła do wniosku że nie może kłócić się z Harrym bo straci swoją pozycję. Tak więc przyszła go przeprosić. Jako pierwszy zauważył ją właśnie Potter. Było już za późno na udawanie rozpaczy więc został tylko gniew. „ Eh a było tak fajnie.” Pomyślał jeszcze chłopak zanim przybrał groźną postawę i warknął:
- No i czego tu jeszcze chcesz!? Mało ci?!- Pod wpływem jego głosu pozostali odwrócili się i zamilkli. Ron wyprostował się i popatrzył na swoją dziewczynę.
- Zastanów się dobrze zanim coś powiesz. Jeśli masz zamiar znowu nas obrażać to wyjdź.- Hermiona zasępiła się. Nie tego się spodziewała. Ron miał być po jej stronie. „Co powinnam powiedzieć? Harry jest dość uczuciowy, narwany. Łatwo nim manipulować. Z Ronem będzie jednak trudniej. Jak już się uprze jest gorszy od osła. Niedobrze. Muszę być ostrożna.”
- Ja…ja przyszłam przeprosić. To był dla mnie szok. Harry musisz zrozumieć…- Udała szloch.- Jestem… sam rozumiesz… mugole… ich poglądy.- Cały czas pochlipując ciągnęła.- Spróbuję… nie chcę… cię stracić… proszę Harry.- Potter niepewnie podszedł do niej i wyjąkał niepewnie.
- Naprawdę mimo wszystko chcesz się ze mną przyjaźnić? Nie jesteś zła?- Dziewczyna poruszyła się zdenerwowana. Zbliżyła do chłopca a następnie objęła go.
- Przepraszam Harry, bardzo przepraszam. Naprawdę nie chciałam cię skrzywdzić. Jesteś moim najlepszym przyjacielem. Już dobrze. Nie martw się. Nie zostawię cię.- Czarnowłosy zaczął się uspokajać. Pociągnął nosem jeszcze kilka razy po czym odsunął się od dziewczyny.
- Stary wszystko w porządku?
- Jasne już tak. Dzięki nie dałbym rady bez ciebie. Super że z Hermi już w porządku prawda? Też się martwił i bał że na niego też będziesz zła.
- Eee… no tego… wiesz.- Ron zarumienił się i próbował ukryć zażenowanie kręcąc się niespokojnie i wkładając ręce głęboko do kieszeni. Hermiona otarła łzy i przytuliła się do rudowłosego.
- A właśnie Herm chciałbym ci przedstawić…- Z tymi słowami odwrócił się do dwóch chłopców stojących przy oknie. Blais zachowywał się jak zawsze obojętnie zaś Salazar nonszalancko siedział na fotelu czytając magazyn o eliksirach.- To Sakral McDraw mój kuzyn.
- Och miło mi poznać. Jestem Hermiona Grenger.- Slitherin obrzucił dziewczynę taksującym spojrzeniem. Potter go ostrzegł przed nią. Widać też było że ani Weasley ani Harry nie zachowują się przy niej otwarcie. Cóż trzeba pograć.
- Witam również. To zaszczyt poznać tak piękną i inteligentną kobietę w tym kraju.
- Ach więc nie pochodzisz z tond.- Zainteresowała się dziewczyna.
- Nie. Mieszkałem do tej pory w Japonii. To doprawdy wspaniały kraj. Już mi go brakuje.
- Tak wiele czytałam o Japonii. W jednej z książek udokumentowano istnienie ta zwanych youkai ale w encyklopedii zwierząt magicznych nic o nich nie wspominają. Zaś autor…
- Przepraszam że przerwę ale nie mam ochoty wysłuchiwać książkowych bredni o ludziach z mojego kraju. Skończ udawać mądrą. Nie lubię idiotów.- Dziewczyna patrzyła na niego zszokowana. Jak ktoś może ją nazywać głupią. Wstała wściekła gotowa uderzyć nowego. Zanim jednak zdążyła się poruszyć chłopak wstał i skierował się do drzwi. Przed wyjściem odwrócił się do Harrego.
- Sorka Rin nie trawię dziwkowatych idiotek które próbują udawać że umieją myśleć.- Całość powiedział po japońsku. Potter zrozumiał jego wypowiedź jako jedyny ze względu na to iż był lenglistą. Umiejętność ta pozwalała na płynne posługiwanie się językiem który się słyszy lub kiedykolwiek wcześniej słyszało.
- Dobra. Nic nie szkodzi kiedy się znów zobaczymy?
- Pewnie jakoś w szkole. Cześć.
- Nom. Pa.- Salazar wyszedł a Hermiona naskoczyła na Harrego.
- Mówisz po japońsku? Dlaczego nic mi nie powiedziałeś. Czego on jeszcze od ciebie chciał?
- Nic nie chciał po prostu się pożegnał. Sakral nie za płynnie mówi po angielsku więc jak nas odwiedzali z rodziną to wujostwo uznało że będę robił za tłumacza skoro i tak przez listy które do siebie pisaliśmy dość dobrze poznałem język.
- Twoje wujostwo zna Sakrala? Przecież mówiłeś że nie cierpią magii.
- Tak. O tym że Saki jest czarodziejem to i ja dowiedziałem się dopiero przed chwilą.
- Ciekawe gdzie trafi?- Zainteresował się Ron.
- Pewnie do Slitherinu.- Odparł z przygnębieniem Potter.
- To źle Harry.

- Hej, hej ja też jestem ślizgonem.- Wtrącił się Blais.- Zajmę się nim nie martwcie się. Też muszę iść. Przebrać się itd. Niedługo wysiadamy. Do zobaczenia w szkole.

środa, 9 lipca 2014

Dźwięk 8.

Itachi zaraz po zejściu ze sceny obejrzał się na Naruto z delikatnym ledwie widocznym uśmiechem. Nie sadził że dzisiejsze odwiedziny w tym klubie sprawią mu tyle przyjemności.
- Uśmiechasz się łasico.
- Nagato.
- Podoba ci się? Nigdy nie sądziłem że wielki geniusz Uchiha odważy się zawiesić oko na chłopaku.
- Nie robie tego po prostu znalazłem idealnego partnera do duetu.
- Jeżeli to tylko to to powinieneś sobie darować. On się nie zgodzi.- Odpowiedź czerwono włosego zdziwiła Itachiego.
- Niby dlaczego ktoś kto chodzi do szkoły muzycznej miałby się nie zgodzić?
- Jest na profilu zwykłym. Do tego w klubie baseballowym . Po za tym klubem nie gra nigdzie na skrzypcach.- Czarnooki popatrzył uważniej na chłopaków na scenie.
- Więc dlaczego bierze udział w konkursie?
- Najprawdopodobniej Gaara go w to wmanewrował. Po za tym jest jeszcze twój brat.
- A co ma do tego Sasuke? Chyba nie są razem czy coś?- Nagato na to stwierdzenie po prostu się roześmiał.
- Nie ale młody jak na homofoba przystało dość znacznie zalazł Kyuu za skórę.
- Będzie trudniej niż myślałem ale nie zamierzam zrezygnować. Mam dwa tygodnie to wystarczy.
- Rozkochaj go w sobie wtedy pojedzie.- Nagato odsunął się na bezpieczną odległość. Ale Uchiha nie zareagował po prostu zawiesił się i jakby o czymś rozmyślał.
Itachi usłyszawszy słowa przyjaciela uzmysłowił sobie że naprawdę nie miał by nic przeciwko gdyby doszło między nim a tym blondynem do czegoś więcej niż tylko partnerstwo na występach. Mimo że spotkał go jak na razie jedynie dwa razy poczuł bardzo silną więź między nimi. „ Czy naprawdę mógłbym pokochać mężczyznę?  Podrywanie chłopaka było całkiem przyjemne i dość ekscytujące. Ojciec nie musi o niczym wiedzieć. A nawet jak się dowie to co z tego? Jestem dorosły sam zarabiam nie potrzebuje jego pieniędzy by żyć. Będę musiał poszukać jakiegoś lokum.”
- Nagato wiesz gdzie mógłbym się zatrzymać na czas konkursu?
- A to nie zostajesz u rodzinki?
- Ojciec zaraz mnie wywali jak tylko się dowie co robie wieczorami albo że zamierzam umawiać się z facetem.
- Ty chyba nie chcesz…  Cholera łasica. Ja tylko żartowałem. Nie próbuj nic zrobić co go zrani.
- Nie próbuje. Za kogo ty mnie masz. Już wcześniej mi się spodobał. Może wyjdzie z tego coś więcej nie wiem. I tak dla twojej wiadomości to jestem bi a nie hetero. – Nagato zamyślił się na chwilę.
- Poczekaj sekundę.- Po czym wychylił się na scenę dając znać muzyką żeby zrobili sobie przerwę.
- Co jest Nagato. Żadko nas ściągasz z występu.
- Kyuu ty mieszkasz sam co nie?
- Taa a coś się stało?
- Widzisz Uchiha nie ma gdzie zostać na czas konkursu. Nie przenocowałbyś go?
- A jego dom to za mały?
- Mój ojczulek i braciszek są dość jednoznacznie nastawieni do tego że płeć jest mi obojętna. Stary by mnie pewnie nie wychrzanił puki nikt niepowołany by się nie dowiedział ale wolę nie ryzykować.
- Niech będzie. Już dość dobrze poznałem opinie jaką ma twoja rodzinka na pewne sprawy. Jak to wszystko to spadam z powrotem na scenę. A klucze masz w mojej kurtce a adres zna Pain. Spotkamy się w domu to obgadamy parę rzeczy dotyczących mieszkania.
Nagato szybko naskrobał na kartce adres a czarnowłosy znalazł wspomniane kluczę.
- Wisisz mi przysługę łasica. Liczę że ją spłacisz.
- No pewnie. Dzięki.
- Itachi zajmij się nim dobra. Przyda mu się ktoś taki jak ty i jeśli go skrzywdzisz….

- Zrozumiałem. Do zobaczenia na zebraniu uczestników.-  Nagato nic już nie odpowiedział jedynie wyszedł machając ręką na pożegnanie.

poniedziałek, 7 lipca 2014

8. Uczucia.

Yuki poprowadził swojego więźnia wprost do pokoju Kyo nie odzywając się do niego ani słowem. Jak tylko zamknęły się za nim drzwi cała otoczka jaką do tej pory prezentował zniknęła.
- Jezu to było bardziej stresujące niż myślałem a najgorsze dopiero przede mną. Już dawno nic takiego nie odstawiałem bałem się że wypadłem z formy.- Uśmiechnął się ze zmęczeniem do anioła.- Siadaj gdzieś rozwiąże cię.
Argo przyjrzał się przyjacielowi a potem miejscu w jakim się znaleźli. Ostrożnie udał się w stronę łóżka.
- Co to za miejsce?
- Pokój Kyo. Całkiem ładny co. Rozwiąże cię i tu zostawię sam musisz zdecydować co robić dalej.
- Co masz na myśli?- Zapytał odrobinę zdezorientowany anioł.
- Masz jakieś dwie godziny zanim czerwony tu przyjdzie więc powinieneś być w stanie uciec. Możesz też dać sobie spokój z odgrywaniem aniołka-męczennika i spędzić ten czas aby poukładać swoje uczucia względem pewnego demona.
- Moje uczucia?
- Matko Argo jesteś gorszy od dziecka. Możesz sobie wyobrazić że Kyo przy tobie już nie ma? Będziesz w stanie walczyć z nim pełnią umiejętności jeśli staniecie naprzeciwko siebie? Nigdy nie chciałeś go pocałować? Albo chociaż nie pomyślałeś że jest diabelnie przystojny?- Anioł zwiesił głowę zażenowany. Yuki miał rację już od jakiegoś czasu Varrer stał się mu jakoś dziwnie bliski.- Tam jest łazienka.- Człowiek wskazał jedne z drzwi w pokoju.- Kyo uwielbia zapach jaśminu ale sam go nigdy nie używa. Ja do rana nie wrócę. Powodzenia i straty dziewictwa a propos tego zostawiłem lubratyk i parę zabawek w skrzyneczce pod łóżkiem. Miłej zabawy.
 Argo cały czerwony chciał uderzyć młodego poduszką zgarniętą z łóżka ale ta niestety trafiła w drzwi.
- Gdzie by tu teraz pójść? Może do tego gościa co ostatnio tylko nie mam pojęcia jak tam trafić. Hmm. Wiem Az mi pomoże tylko jak stąd się idzie do tego nawiedzonego artysty? Ech że też musiałem zgubić mapkę pałacu.
Kyo kończył właśnie przeglądać papiery kiedy w jego ręce trafił piękny rysunek zamku razem ze wszystkimi pokojami i poziomami. W lewym dolnym rogu widniał napis „ dla przyjaciela od przyjaciela. Nie zgub się pantero. Az.” Obrazek ten był niewątpliwie dziełem Azazela jednego z największych artystów piekieł. Ale kim była pantera? Czyżby? Ale jeśli to on to jak? To nie ma sensu. Chyba że… o jasna cholera.
Czerwono włosy w pośpiechu zerwał się z miejsca i nie bacząc na zdziwione twarze demonów pognał do swoich komnat. Zaintrygowany dziwnym zachowaniem Kyo Lucifero także wyszedł ale ze spokojem wręcz leniwym krokiem mimo to dorównywał kroku przyjacielowi. Obaj wpadli do pokoju księcia wojny gdzie zastali dość niecodzienny widok. Otóż na łóżku wspomnianego demona siedział cały zaczerwieniony anioł z lochów. Młodzieniec był właśnie po kąpieli a w sypialni unosił się słodki zapach jaśminu. Widać było że nagłe pojawienie się dwójki mężczyzn zaskoczyło więźnia. Mimo to anioł nie próbował uciekać wręcz przeciwnie kiedy spojrzał na Kyo uspokoił się i rozluźnił.
Od wyjścia Yukiego minęła już ponad godzina w tym czasie Argo zdążył przemyśleć parę spraw. Po pierwsze to czy powinien spróbować uciec. Szybko jednak odrzucił tą możliwość. Nie dlatego że się bał. Nie on chciał zostać. Dzieciak miał rację kiedy wytchnął mu że coś czuję do Varrera. Wiedział o tym już od dawna. Po prostu bał się tego co to może oznaczać. Nie chciał stać się upadłym. Teraz jednak będąc w tym pokoju wolnym bez kajdan zdał sobie sprawę że dla niego nie ma już ucieczki w końcu każdy anioł który kiedykolwiek pokochał wcześniej czy później upadnie. A on kochał.
Argo popatrzył wprost w oczy demona. Nie czuł strach a jedynie jakąś dziwną ekscytację. Powoli podniósł się z  posłania. Czół na sobie dwie pary oczu co go onieśmielało ale nie zamierzał zrezygnować wiedział co musi zrobić. To mogła być jego jedyna szansa w końcu kiedy wszystko się wyda najpewniej zostanie zabity. Podszedł ostrożnie do Kyo nie przerywając ich kontaktu wzrokowego.
Między dwoma mężczyznami można było odczuć coraz bardziej gęstniejącą atmosferę. Nie chcąc przeszkadzać ani wspominać przeszłości Lucifero zniknął niezauważony powracając do swojego pokoju. Tam jednak i na niego czekała niespodzianka. Drzwi do jego komnaty były otwarte a grube zasłony odsłonięte. Centralnie naprzeciw drzwi na parapecie siedział a raczej spał dzieciak który był przyczyną jego ostatnich zachowani. Szatan mimo woli uśmiechną się delikatnie po czym podszedł do dzieciaka i wziął go na ręce. Następnie przeniósł śpiącego na łóżko i machnięciem ręki zasłonił kotary oraz zamknął drzwi samemu kładąc się na łóżku tuż obok chłopaka. Po chwili już spał.
- Witaj Varrer czekałem.- słodki ale zdenerwowany głos zabrzmiał w uszach Kyo. Od kiedy tylko przekroczył próg swojego pokoju nie poruszył się zbyt zaskoczony całą sytuacją. Teraz ten głos wyrwał go z otępienia.
-Argo.- Jego głos był zachrypnięty i pełen emocji. Delikatnie podniósł rękę do policzka anioła jakby bojąc się że ten zaraz zniknie. Czarnowłosy położył swoją dłoń na tej która dotykała jego policzka chcąc pokazać demonowi że nie ucieknie. Wtulił się w ciepłą dłoń uśmiechając przy tym delikatnie. Zachęcony takim zachowaniem Kyo przysuną się delikatnie do mniejszego chłopaka i pochylając się nad nim delikatnie ucałował. Wrażenie było niezwykłe jakby całe jego ciało przeszedł prąd. Zapragnął pogłębić ten pocałunek ale bał się że zostanie odepchnięty. Siłą woli zdołał przerwać pocałunek ale zanim się odsunął ręka aniołka która znalazła się na jego karku przyciągnęła go powrotem do tych słodkich cytrynowych ust. Tym razem pocałunek był o wiele bardziej namiętny jakby zapowiedź tego co za chwilę się wydarzy. Obaj przestali się kontrolować ręce Argo spragnione nowych doznań zaczęły wędrować po umięśnionym ciele czerwono włosego. Natomiast demon przysunął ich bliżej siebie wkładając kolano między uda drobniejszego partnera. Kiedy jego kolano spotkał się z członkiem anioła z ust czarnowłosego wyrwał się jęk. Mężczyzna nie mogąc dłużej czekać przerwał pocałunek i przeniósł kochanka z powrotem na łózko. Delikatnie zdjął z niego szlafrok odkrywając że pod nim chłopak jest całkiem nagi. Twarzyczka anioła przybrała jeszcze czerwieńszy odcień. Tymczasem zadowolony z takiego obrotu sprawy demon ukląkł między nogami swojego partnera cały czas się do niego uśmiechając. Kiedy pochylał się nad już twardy członkiem usłyszał delikatny protest.
- Nie możesz Varrer to zawstydzające.
Jednak demon nie zamierzał zrezygnować ze swojego pomysłu. Oblizał się lubieżnie a następnie pochłoną całego członka kochanka. Ten czując to ciepłe wnętrze które zamknęło się na jego penisie krzyknął głośno ni to z zaskoczenia ni z rozkoszy. Zadowolony z reakcji chłopca zaczął poruszać głową przy okazji wprawiając w ruch swój zwinny język. Pochłonięty w nowoodkrytej rozkoszy czarnowłosy bezwiednie zaczął poruszać biodrami pragnąc zaznać więcej tej grzesznej przyjemności. W pewnym momencie jedna z jego dłoni zawędrowała na włosy Kyo ten czując ten delikatny dotyk zapragnął zasmakować swego ukochanego. Przyspieszył więc ruchy głową zasysając co chwilę męskość aniołka. Po chwili niedoświadczony kochanek krzyknął z rozkoszy rozlewając się w ustach demona. Ten uśmiechając się  z zadowolenia delikatnie wysunął członek z ust połykając nasienie. Kilka kropel jednak pociekło z jego ust. Argo opadł zmęczony na pościel.
- Pięknie wyglądasz taki zarumieniony i wycieńczony Argo. Szepnął uwodzicielsko Kyo wstając z podłogi.
- Varrer ja…
- Cii mój mały aniele to jeszcze nie koniec nie martw się.- Mówiąc to demon pochylił się nad łóżkiem całując te słodkie ust które tak go kusił. Następnie na nowo odsuną się ale nie pozwoliły mu na to ręce zaplecione na karku.
- Więc kochaj się ze mną.- Zmysłowy głos anioła rozpalił Kyo do granic. Pragnął on wziąć to piękne stworzenie teraz już bez żadnych przygotowań ale wiedział że w ten sposób jedynie skrzywdzi aniołka a tego nie chciał.
- Muszę pójść do łazienki słodki.
- Pod łóżkiem.- Szepnął zażenowany anioł dziękując w myślach przyjacielowi za może i zawstydzający ale jak pomocny prezent. Lekko zdziwiony demon przywołał machnięciem ręki to co było pod łóżkiem przy okazji pozbywając się swoich ubrań. Obok nich pojawiło się małe pudełeczko a w nim kilka buteleczek z lubratykiem do tego dość niespodziewanie dla Kyo był on jaśminowy. Demon uśmiechnął się już podejrzewał czyja to sprawka w końcu oprócz szatana tylko jedna osoba zauważyła jego uwielbienie do tego zapachu. Czerwono włosy sięgnął delikatnie po jedną z buteleczek i otworzył ją. Wylał sobie dość sporo specyfiku na rękę. Po pokoju rozniósł się zapach jaśminu. Demon ostrożnie skierował rękę w stronę otworka kochanka. Przyłożył jeden z palców do wejścia a następnie pchnął. Śliski palec bez problemu znalazł się w rozluźnionym wnętrzu chłopaka. Demon poruszył nim dla pewności parę raz.
- W porządku.
- Tak. To trochę dziwne ale przyjemne.
Kyo uspokojony tymi słowami dołożył kolejny palec. Tym razem anioł poczuł lekki dyskomfort. Podniecony do granic możliwości demon dołożył trzeci palec rozciągając kochanka delikatnie acz stanowczo.
- Ach!
Krzyknął Argo kiedy w pewnym momencie palce trafiły w jego prostatę. Pragnąc poczuć to uczucie znowy anioł zaczął sam nabijać się na palce partnera.
- Już. Potrzebuję cię! Kyo! Proszę!
Nie mogąc się powstrzymać Varrer wyjął palce i jednym głębokim pchnięciem sam znalazł się w chłopcu.
- Boli!- Z oczu chłopca pociekły łzy.
- Już dobrze mój mały zaraz wszystko będzie w porządku. Rozluźnij się.- Pogłaskał delikatnie policzek anioła. Ścierając po drodze łzy z oczu kochanka.
Uspokojony dzieciak wziął głęboki oddech a potem skinął głową demonowi. Ten ostrożnie się poruszył. Początkowy bul dość szybko przerodził się w rozkosz pod wpływem wprawnych ruchów Kyo.
- Szybciej! Mocniej! Ach!- Argo kompletnie poddał się rozkoszy w pewnym momencie jego ciało wygięło się w łuk a z ust wydobył krzyk rozkoszy. Kiedy Kyo poczuł te zaciskające się na nim mięśnie i zobaczył pogrążoną w ekstazie twarz ukochanego nie wytrzymał i rozlał się we wnętrzu partnera.
Demon delikatnie wyszedł ze zmęczonego anioła po czym objął go delikatnie przysuwając do siebie. Okrył ich obu kołdrą po czym szepnął na ucho kochankowi.
- Kocham cię Argo.
Obaj wymęczeni i zaspokojeni zasnęli. 

niedziela, 6 lipca 2014

Dlaczego.
Po tym jak Tsukumo zostaje porwana a Yogi zmienił się w czarnego.
Yogi obudził się nadal obolały  nie do końca wiedząc gdzie jest. Próbował sobie coś przypomnieć ale większość wspomnień była zamazana i niepewna. Pamiętał jak ktoś ich zaatakował i jak się rozdzielili on z Garekim a Tsukumo z Naiem. Poczuł ucisk w sercu Gareki czy z nim wszystko w porządku? Skoro on jest w takim stanie to czy…
- Nareszcie się obudziłeś. – Na dźwięk tego głosu przeszły go ciarki. Akari. Yogi poderwał się ale został natychmiast na nowo przytwierdzony do łóżka.- Co ja ci mówiłem o zmienianiu plastra głupku. Masz szczęście że nic się nie stało Garekiemu. A teraz masz odpoczywać.
Po wyjściu doktora Yogi obserwował sufit. Kilka godzin później.
- Dlaczego, dlaczego nikt mnie nie odwiedza?- lamentował blondyn jednej z pielęgniarek która się nim opiekowała.- Czy oni są na mnie źli? Pewnie że są Gareki na pewno teraz już nie będzie chciał być moim przyjacielem.
- Panienka Tsukumo zaginęła i kapitan jej szuka. A tych dwóch chłopców trafiło pod opiekę statku pierwszego.- Yogi poderwał się szybko i zanim dziewczyna zareagowała stał na oknie gotów wyskoczyć.- Nai, Gareki już po was idę!
Na szczęście dla dziewczyny pojawił się Akari.
Tymczasem Gareki przez cały pobyt na statku pierwszym rozmyślał o tym co się stało kiedy Yogi się zmienił. Dokładnie pamiętał słowa wypowiedziane przez blondyna. Dlaczego cię ochroniłem? No właśnie dlaczego? To nie tak że chciał z ginąć czy coś po prostu to było dziwne.  Musisz być dla mnie ważny. Ale dlaczego miałby być. Był tylko dodatkiem do Naia który jest im nie potrzebny więc dlaczego Yogi zachowywał się jakby mu naprawdę na nim zależało. Nie, nie na nim po prostu na przyjaźni. Denerwowało go to. Gareki sam nie wiedział co robić i myśleć o tym wszystkim może powinien po prostu zacząć traktować tego narwanica jak ten chce? Ale czy będzie potrafił? Nigdy nie miał przyjaciół i wiedział że to co czuje do Yogiego to też nie przyjaźń. Uczucie którym obdarzył wojownika cyrku było bardziej podobne do tego co czół do Yotaki, Tsubame i Tsubaki. Jednak nie traktował on przecież Yogiego jak rodziny więc co to było.
Kilka dni później kiedy wszyscy byli już na statku drugim Gareki miał dosyć rozmyślania o tym wszystkim musiał pogadać z tym cymbałem. Tak też znalazł się w pokoju pełnym pluszaków i różnych gadżetów związanych z tym żółtym czymś. Garekiemu od samego patrzenia i przebywania w tym miejscu mdliło.
Yogi tymczasem patrzył zaskoczony na niespodziewanego gościa.  Do tej pory Gareki ani razu nie przyszedł do niego sam a tym bardziej nie wchodził do pokoju.
-Dlaczego?- Yogi podrywając się z łóżka aby przywitać czarnowłosego i się do niego przytulić zamarł.  Nie do końca rozumiał o co pyta chłopak.
- Ale co się stało Gareki-kun jak mi powiesz to na pewno będę mógł ci pomóc.
Młodszy przyjrzał się blondynowi [o czym pewnym już krokiem zbliżył się do niego i przyciągnął za koszulkę. Usta obu się złączyły. Żaden jednak się nie odsunął. Za to ostrożnie pogłębili pocałunek. Z delikatnego zaczął się zmieniać w namiętny podniecający akt. Czarnowłosy w końcu oderwał swoje usta od ust Yogiego  po czym puścił go i się odsunął. Popatrzył na jasnowłosego przeciągle po czym się odwrócił i wyszedł. Jednak zanim wyszedł zatrzymał się na chwilę.
- Jak znikną z tego pokoju te pluszowe dziwadła to skończymy rozmowę.

Następnego dnia po raz pierwszy odkąd Yogi zamieszkał na statku drugim wszyscy mogli podziwiać sprzątającego i wynoszącego maskotki Nianperon z pokoju blondyna.
Ponieważ nie wyrobiłam się z piątkiem dzisiaj pokażą się dwa rozdziały oneshot wstawię koło 19 i od teraz jeśli zdaży się że nie dam rady czegoś napisać zgodnie z planem to będę uzupełniać w niedzielę.

 5. Poker.

Harry staną na placu przed Norą. Słońce już wstawało. „Musze się pospieszyć za 3 godzin wyjazd do Hogwartu i starego brodacza. Czas wrócić do roli kochaniutkiego złociutkiego chłopczyka Gryfindoru. Ciekawe kto dziś kapnie się że zniknąłem pewnie jak zwykle nikt. No może Ron w końcu mamy wspólny pokój ale kto go tam wie. Może jest zbyt zajęty Hermioną żeby być w pokoju. Trzeba znaleźć jakąś wymówkę dlaczego się spóźniłem. I chyba wiem co mi w tym pomoże.”
- Fred, Georg wyłaźcie mam do was sprawę.- Mówiąc to machnął ręką w stronę pobliskich zarośli przy okazji usuwając wszystkie pułapki przygotowane przez bliźniaków.
- Hej!- Odezwały się dwa oburzone głosy. Z strony krzewów. Po chwili koło Pottera stało dwóch rudowłosych bliźniaków z oburzonym uśmiechem na ustach.
- To nie fer…
- Harry. Powinieneś chociaż…
- dać nam szansę…
- pokazać ci nowe produkty.
- Nie dzięki wolę popatrzeć jak testujecie je na Hermi. Lepiej mi powiedzcie co się działo kiedy wyszedłem.
- Nic wielkiego…
- tylko…- Obaj się na chwilę zamyślili.- wpadł Blayse i nasz…
- mały szpieg się schował.
- Uciekła przed…
- Wstrętnym ślizgonem.
- No dobra to skoro tak to idziemy.- Zielonooki przymknął na chwilę oczy aż nie zobaczył pod powiekami obrazu siebie z włosami z trawy, elfimi uszami, ubranego w kimono. Następnie szepnął ledwie słyszalnie.- Antroletristireizekdistii (Zamień)
W tym momencie jego wygląd dopasował się do tego który sobie wyobraził.
- Hej stary dlaczego…
- Nigdy nie pozwalasz nam zrobić sobie kawału skoro…
- I tak zawsze udajesz że wpadłeś w nasze sidła?
- Po prostu wole sam zadbać o swój wygląd. Po za tym jeśli dobrze pamiętam to jak wam pozwoliłem na drobne żarty przed Hermioną to potem przez tydzień nie mogłem domyć włosów z tej odrażającej jaskrawej pomarańczowo-żółtej mieszanki. A teraz skończcie marudzić i włazimy potem waz zawołam bo pewnie urządzimy sobie do rana grę w rozbieranego pokera z pytaniami.
- Ok. A teraz czas na wejście smoka.
Harry otworzył z rozmachem drzwi przywdziewając maskę wściekłości i znerwicowania.
- Co to ma być moje włosy zmieniły się w trawę i do tego ta durna sukienka co to ma być!
Z kuchni wyłonili się zwabieni hałasami domownicy.
- Och Harry kochaneczku co ci się stało?- pani Weasley z troską podeszła do zdenerwowanego młodzieńca.- Fred, Georg coście wy znowu wymyślili i to w taki dzień! Natychmiast to odwróćcie!- Wydarła się pani domu na swoich synów.
- Ale mamo…
- Nie dyskutujcie!- Jednak ani Freda ani Georga już nie było obaj znikali właśnie na szczycie schodów.
- Wracajcie tu natychmiast nicponie!- Krzyknęła jeszcze kobieta z bezsilnością i frustracją.
- Przepraszam za zamieszanie pani Weasley.
- Molly, Harry już ci to wielokrotnie mówiłam.
- Wiem ale… Jestem zmęczony pójdę się położyć.
- Och Harry czy coś się stało?- Zapytała z przejęciem Hermiona.
- To nic wielkiego Herm po prostu ostatnio miałem ciężkie dni.
- Powinieneś nam powiedzieć. To nieodpowiedzialne z twojej strony przecież wiesz jakie to niebezpieczne. Nadal nie wiemy czy horrukrus który był w tobie zniknął.
- Uspokój się Hermi wszystko jest w porządku.
- Dobrze ale obiecaj że jak tylko się coś zacznie dziać to dasz mi znać.
- Pewnie w końcu jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Chciałbym już iść się położyć jeśli nie masz nic przeciwko. Dobranoc wszystkim.
- Ron idź z Harrym jutro musicie wcześniej wstać.
- Oczywiście mamo. Blayse idziesz to się zamkniemy bo nigdy nie wiadomo na jaki znowu pomysł wpadną moi bracia.
Chłopcy szybko wspięli się po schodach znikając w pokoju. Zaraz za drzwiami Harry leniwym ruchem zmienił swój wygląd ale kimono pozostawił. 
- Matko, padam. To jakiś horror. W końcu nie wyrobię z ta zdradziecką małpą.
- hej nie obrażaj małp!- Oburzył się Ron.- Są inteligentniejsze  od niej. 
- Myślałem że to twoja narzeczona Weasley.
- Narzeczona nie narzeczona to nie zmienia faktu że wiem jaka jest.
- To po co się z nią umawiasz? Jesteś aż tak zdesperowany wiewiórze?
- Pilnuj siebie zboczony masochisto.- Ich kłótnie przerwał dźwięk otwieranych drzwi.  Przez które wpadli bliźniacy.
- Hej to jesteśmy gramy?
- Pewnie siadajcie.- Odpowiedział zielonooki. Jak tylko chłopcy znaleźli sobie miejsca przed nimi pojawił się alkohol i buteleczki z dobrze znanym im eliksirem trzeźwiejącym. – Poker na zasadzie wygrany pyta przegranego jeśli ktoś nie chce odpowiadać zdejmuje jakiś ciuch ale przed zadaniem pytania. 
- Ok. Ale zanim zaczniemy to gdzie tak właściwie byłeś Rin?- Zapytał Ron odruchowo używając prawdziwego imienia swojego przyjaciela.
- U Malfoya. Spotkałem go przy grobie Sary.
- O ja nieźle.
- Nie zabił cię?
- Nie nawet nieźle nam się rozmawiało. Hmm, muszę chyba zacząć więcej gadać ze ślizgonami.
- Ej no daj spakuj…
- zostawisz nas samych?
- Właśnie stary.- Dołączył do braci Ron.
- Jasne że nie. Rozdaję.
Chłopcy grali prawie że do rana aż jedynym ubranym pozostał Harry. Nadeszło ostatnie rozdanie bo niedługo mieli udać się na śniadanie.
- Nie no znowu jęknęli zgodnie kiedy zielonooki rozłożył karty. Znowu wygrał jednak tym razem nikt nie miał na sobie ciuchów żeby się wykaraskać z pytania.- Czy ty kiedykolwiek przegrywasz?
- Czasami jak wypada.- Uśmiechnął się szelmowsko Harry.
- Chłopcy wstawicie śniadanie!- Rozległ się donośny głos z dołu.
- Eh spadamy do siebie.- Bliźniacy przeciągnęli się i wstali.- Widzimy się Hogsame.
- Jak to możliwe że już tak późno. – Jęknął Ron.
- Lepiej się spakuj.- Poradził mu Harry samemu wkładając do torby alkohol i karty.- Co niezbędne włożone. Kończymy w pociągu?
- Ciekawe z kim. Jak Hermi to zobaczy wpadnie w furię a my wylądujemy u dyrcia-pyrcia.
- Wiesz teraz mamy Blaisa. Zabini pomożesz nam dostać się do przedziału ślizgonów?
-Czyś ty oszalał?
- Wyluzuj coś mi mówi że w tym roku dojdzie do ponownego przydziału bez możliwości apelacji. Przynajmniej dla naszego rocznika.
- Dlaczego Drops miałby zrobić coś takiego?- Zainteresował się Zabini.
- Proste, - Potter wzruszył ramionami.- Pomyleńcowi potrzebna jest ofiara ze Złotego Chłopca aby to on mógł być „zbawcą”. A jak to najłatwiej zrobić?- Popatrzył na pozostałą dwójkę. Oni zaś pokręcili głowami w niemym pytaniu. Westchnął więc i kontynuował.-  Będzie próbował upodobnić mnie do Toma w oczach ludzi a potem przekonać ich że stanowię zagrożenie.
- Sorka że pytam ale jaki ma sens w tym całym planie ponowny przydział?- Zdziwił się Blais.
- Trzmiel wie że miałem być w Slitherinie i będzie miał nadzieję że tam trafię.
- Kurwa to mamy przechlapane.- Zaklął Ron.- Nie martw się stary nie będziesz jedyny.
- To będzie dziwne Weasley i Potter wśród węży.- Powiedział trochę otumaniony Blais.
- Wiecie co będzie najlepsze w tym całym ponownym przydziale?- Zapytał naglę dziwnie wesoły Harry.- Miny Draco i Sneapa.- Wypalił zadowolony chłopak a pozostała dwójka roześmiała się.
- Ta to będzie niezapomniane wydarzenie może wezmę kamerę i sobie nagram? Harry dasz rade ją dopasować żeby działała?
- Jak mój laptop działa to i kamera może ale nie mam na to czasu po prostu weź moją.
- Chłopcy schodźcie już bo się spóźnicie!- Cała trójka pospiesznie złapała bagaże i zbiegła na dół.
- Dzień dobry pani Weasley.- Przywitał się Harry zasiadając do wspaniałego śniadania.- Cześć wszystkim. Hermi jak tam się czujesz?

środa, 2 lipca 2014

No to zaczynamy lipiec.

Dźwięk 7

Kiedy zostali sami Itachi jeszcze raz dokładnie przyjrzał się blondynowi. Dzieciak był bardzo ładny nie przystojny ale właśnie ładny. Jego uroda była podobna do kobiecej delikatne rysy duże niebieskie oczy, drobna postura.
- Możesz grać?
- A co szanowny pan Uchiha znowu ma jakieś problemy z moją grą? A może to wstyd wystąpić ze mną na scenie?- chłopak odłożył ubranie które miał przygotowane i spojrzał wprost na czarnowłosego. Mężczyznę zmieszało zachowanie chłopaka. Nie do końca wiedział dlaczego ten tak zareagował. Po prostu był ciekaw czy podczas ich zderzenia nic się chłopakowi nie stało. Kiedy wtedy tak na niego naskoczył był po prostu zły i nawet do głowy by mu nie przyszło że ktoś kto gra na instrumencie może być tak nieuważny.
- Nic takiego nie powiedziałem. Skoro wszystko w porządku to może w końcu się przebierzesz.
- Oczywiście jaśnie panie. Jak tylko wyjdziesz.
- Nie przesadzaj dzieciaku nie jestem gejem.
- Ale ja tak więc jednak mógłbyś się stąd wynieś.- Naruto stawał się coraz bardziej nerwowy. Obecność tego mężczyzny budziła w nim dreszczyk pożądania. Niebezpieczeństwo które wyczuwał od starszego Uchihy sprawiało że odczuwał przyjemną adrenalinę na myśl o jakimkolwiek zbliżeniu do czarnookiego.
Odpowiedź blondyna zaskoczyła Itachiego. Był pewny że chłopak tylko tutaj grywa z kolegom. Po za tym to był pierwszy raz kiedy ktoś przy nim powiedział otwarcie że jest gejem. Z każdym spotkaniem niebieskooki intrygował go coraz bardziej.
- W takim razie… jednak zostanę.
- Że co proszę?
- To co słyszałeś ja się nigdzie nie wybieram.- Na ustach mężczyzny pojawił się szelmowski uśmiech.
- Ech ja nigdy nie zrozumiem Uchihów.- Naruto dał sobie spokój z rozmową i kompletnie ignorując swojego rozmówce szybko się przebrał.
- Tak wyglądasz o wiele lepiej po co wiążesz włosy?
- Chodziłeś do Konohy to się domyśl geniuszu. I lepiej tak nie gadaj bo pomyśle że ze mną flirtujesz.
- Bo może to właśnie robię?
- A skoro tak to nie przeszkadzam. Ale teraz musimy już iść.- Kyuu uśmiechnął się zadziornie. Jak tylko się przebrał znowu poczuł się wolny od ciężaru przeszłości a to uczucie sprawiało że mógł być w pełni sobą. Jego prowokacyjny charakterek znowu dochodził do głosu.- A tak dla pewności to przypominam że jestem facetem.
- Wiem bardzo pociągającym facetem. Wręcz kobiecym.
- Chrzaniony bi.
- Pokręcony blondi.- Uwadze Itachiego nie umknęła zmiana charakteru nastolatka po prostu nie przejął się tym był pewien że kiedyś się wszystkiego dowie jeśli zechce. Na chwilę obecną interesował go tylko ich wspólny występ.

Kiedy obaj wyszli na scenę publika ucichła. A potem zaczęły się szmery. Większość nie znała Uchihy więc zastanawiali się kim jest. Skrzypkowie nie przejmując się tym spojrzeli sobie w oczy nie obgadali nawet jaki utwór zagrają. Ale czy to miało znaczenie?  Kiedy tylko rozbrzmiały dźwięki obaj już wiedzieli że nie. Wybrali ten sam utwór. Przez czas jego trwania zmieniali to który z nich gra pierwsze skrzypce. Nie bali się ufali partnerowi kiedy skończyli Itachi zszedł ze sceny nagrodzony wielkimi brawami zaś Kurama jedynie odłożył skrzypce i wziął elektryczne wcześniej przygotowane przez Nagato. Z zaplecza dołączył do niego Shukaku i rozpoczął się koncert.