5. Poker.
Harry
staną na placu przed Norą. Słońce już wstawało. „Musze się pospieszyć za 3
godzin wyjazd do Hogwartu i starego brodacza. Czas wrócić do roli
kochaniutkiego złociutkiego chłopczyka Gryfindoru. Ciekawe kto dziś kapnie się
że zniknąłem pewnie jak zwykle nikt. No może Ron w końcu mamy wspólny pokój ale
kto go tam wie. Może jest zbyt zajęty Hermioną żeby być w pokoju. Trzeba
znaleźć jakąś wymówkę dlaczego się spóźniłem. I chyba wiem co mi w tym pomoże.”
- Fred, Georg wyłaźcie mam do was sprawę.- Mówiąc
to machnął ręką w stronę pobliskich zarośli przy okazji usuwając wszystkie pułapki
przygotowane przez bliźniaków.
- Hej!- Odezwały się dwa oburzone głosy. Z strony
krzewów. Po chwili koło Pottera stało dwóch rudowłosych bliźniaków z oburzonym uśmiechem
na ustach.
- To nie fer…
- Harry. Powinieneś chociaż…
- dać nam szansę…
- pokazać ci nowe produkty.
- Nie dzięki wolę popatrzeć jak testujecie je na
Hermi. Lepiej mi powiedzcie co się działo kiedy wyszedłem.
- Nic wielkiego…
- tylko…- Obaj się na chwilę zamyślili.- wpadł
Blayse i nasz…
- mały szpieg się schował.
- Uciekła przed…
- Wstrętnym ślizgonem.
- No dobra to skoro tak to idziemy.- Zielonooki
przymknął na chwilę oczy aż nie zobaczył pod powiekami obrazu siebie z włosami
z trawy, elfimi uszami, ubranego w kimono. Następnie szepnął ledwie
słyszalnie.- Antroletristireizekdistii (Zamień)
W tym momencie jego wygląd dopasował się do tego który
sobie wyobraził.
- Hej stary dlaczego…
- Nigdy nie pozwalasz nam zrobić sobie kawału skoro…
- I tak zawsze udajesz że wpadłeś w nasze sidła?
- Po prostu wole sam zadbać o swój wygląd. Po za
tym jeśli dobrze pamiętam to jak wam pozwoliłem na drobne żarty przed Hermioną
to potem przez tydzień nie mogłem domyć włosów z tej odrażającej jaskrawej
pomarańczowo-żółtej mieszanki. A teraz skończcie marudzić i włazimy potem waz
zawołam bo pewnie urządzimy sobie do rana grę w rozbieranego pokera z
pytaniami.
- Ok. A teraz czas na wejście smoka.
Harry otworzył z rozmachem drzwi przywdziewając
maskę wściekłości i znerwicowania.
- Co to ma być moje włosy zmieniły się w trawę i do
tego ta durna sukienka co to ma być!
Z kuchni wyłonili się zwabieni hałasami domownicy.
- Och Harry kochaneczku co ci się stało?- pani
Weasley z troską podeszła do zdenerwowanego młodzieńca.- Fred, Georg coście wy
znowu wymyślili i to w taki dzień! Natychmiast to odwróćcie!- Wydarła się pani
domu na swoich synów.
- Ale mamo…
- Nie dyskutujcie!- Jednak ani Freda ani Georga już
nie było obaj znikali właśnie na szczycie schodów.
- Wracajcie tu natychmiast nicponie!- Krzyknęła
jeszcze kobieta z bezsilnością i frustracją.
- Przepraszam za zamieszanie pani Weasley.
- Molly, Harry już ci to wielokrotnie mówiłam.
- Wiem ale… Jestem zmęczony pójdę się położyć.
- Och Harry czy coś się stało?- Zapytała z
przejęciem Hermiona.
- To nic wielkiego Herm po prostu ostatnio miałem
ciężkie dni.
- Powinieneś nam powiedzieć. To nieodpowiedzialne z
twojej strony przecież wiesz jakie to niebezpieczne. Nadal nie wiemy czy
horrukrus który był w tobie zniknął.
- Uspokój się Hermi wszystko jest w porządku.
- Dobrze ale obiecaj że jak tylko się coś zacznie
dziać to dasz mi znać.
- Pewnie w końcu jesteś moją najlepszą
przyjaciółką. Chciałbym już iść się położyć jeśli nie masz nic przeciwko.
Dobranoc wszystkim.
- Ron idź z Harrym jutro musicie wcześniej wstać.
- Oczywiście mamo. Blayse idziesz to się zamkniemy
bo nigdy nie wiadomo na jaki znowu pomysł wpadną moi bracia.
Chłopcy szybko wspięli się po schodach znikając w
pokoju. Zaraz za drzwiami Harry leniwym ruchem zmienił swój wygląd ale kimono
pozostawił.
- Matko, padam. To jakiś horror. W końcu nie wyrobię z ta
zdradziecką małpą.
- hej nie obrażaj małp!- Oburzył się Ron.- Są inteligentniejsze od niej.
- Myślałem że to twoja narzeczona Weasley.
- Narzeczona nie narzeczona to nie zmienia faktu że wiem
jaka jest.
- To po co się z nią umawiasz? Jesteś aż tak zdesperowany wiewiórze?
- Pilnuj siebie zboczony masochisto.- Ich kłótnie przerwał
dźwięk otwieranych drzwi. Przez które
wpadli bliźniacy.
- Hej to jesteśmy gramy?
- Pewnie siadajcie.- Odpowiedział zielonooki. Jak tylko
chłopcy znaleźli sobie miejsca przed nimi pojawił się alkohol i buteleczki z
dobrze znanym im eliksirem trzeźwiejącym. – Poker na zasadzie wygrany pyta
przegranego jeśli ktoś nie chce odpowiadać zdejmuje jakiś ciuch ale przed
zadaniem pytania.
- Ok. Ale zanim zaczniemy to gdzie tak właściwie byłeś Rin?-
Zapytał Ron odruchowo używając prawdziwego imienia swojego przyjaciela.
- U Malfoya. Spotkałem go przy grobie Sary.
- O ja nieźle.
- Nie zabił cię?
- Nie nawet nieźle nam się rozmawiało. Hmm, muszę chyba
zacząć więcej gadać ze ślizgonami.
- Ej no daj spakuj…
- zostawisz nas samych?
- Właśnie stary.- Dołączył do braci Ron.
- Jasne że nie. Rozdaję.
Chłopcy grali prawie że do rana aż jedynym ubranym pozostał
Harry. Nadeszło ostatnie rozdanie bo niedługo mieli udać się na śniadanie.
- Nie no znowu jęknęli zgodnie kiedy zielonooki rozłożył
karty. Znowu wygrał jednak tym razem nikt nie miał na sobie ciuchów żeby się
wykaraskać z pytania.- Czy ty kiedykolwiek przegrywasz?
- Czasami jak wypada.- Uśmiechnął się szelmowsko Harry.
- Chłopcy wstawicie śniadanie!- Rozległ się donośny głos z
dołu.
- Eh spadamy do siebie.- Bliźniacy przeciągnęli się i
wstali.- Widzimy się Hogsame.
- Jak to możliwe że już tak późno. – Jęknął Ron.
- Lepiej się spakuj.- Poradził mu Harry samemu wkładając do
torby alkohol i karty.- Co niezbędne włożone. Kończymy w pociągu?
- Ciekawe z kim. Jak Hermi to zobaczy wpadnie w furię a my
wylądujemy u dyrcia-pyrcia.
- Wiesz teraz mamy Blaisa. Zabini pomożesz nam dostać się do
przedziału ślizgonów?
-Czyś ty oszalał?
- Wyluzuj coś mi mówi że w tym roku dojdzie do ponownego
przydziału bez możliwości apelacji. Przynajmniej dla naszego rocznika.
- Dlaczego Drops miałby zrobić coś takiego?- Zainteresował
się Zabini.
- Proste, - Potter wzruszył ramionami.- Pomyleńcowi
potrzebna jest ofiara ze Złotego Chłopca aby to on mógł być „zbawcą”. A jak to
najłatwiej zrobić?- Popatrzył na pozostałą dwójkę. Oni zaś pokręcili głowami w
niemym pytaniu. Westchnął więc i kontynuował.- Będzie próbował upodobnić mnie do Toma w
oczach ludzi a potem przekonać ich że stanowię zagrożenie.
- Sorka że pytam ale jaki ma sens w tym całym planie ponowny
przydział?- Zdziwił się Blais.
- Trzmiel wie że miałem być w Slitherinie i będzie miał
nadzieję że tam trafię.
- Kurwa to mamy przechlapane.- Zaklął Ron.- Nie martw się
stary nie będziesz jedyny.
- To będzie dziwne Weasley i Potter wśród węży.- Powiedział
trochę otumaniony Blais.
- Wiecie co będzie najlepsze w tym całym ponownym
przydziale?- Zapytał naglę dziwnie wesoły Harry.- Miny Draco i Sneapa.- Wypalił
zadowolony chłopak a pozostała dwójka roześmiała się.
- Ta to będzie niezapomniane wydarzenie może wezmę kamerę i
sobie nagram? Harry dasz rade ją dopasować żeby działała?
- Jak mój laptop działa to i kamera może ale nie mam na to
czasu po prostu weź moją.
- Chłopcy schodźcie już bo się spóźnicie!- Cała trójka
pospiesznie złapała bagaże i zbiegła na dół.
- Dzień
dobry pani Weasley.- Przywitał się Harry zasiadając do wspaniałego śniadania.-
Cześć wszystkim. Hermi jak tam się czujesz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz