Translate

środa, 19 marca 2014

Dźwięk 3.
Tsunade zaraz po wyjściu czerwonego utrapienia jak lubiła nazywać Sabaku wstała i włączyła płytkę którą jej zostawił. Już po paru dźwiękach uśmiechała się promiennie. O tak czerwono włosy miał racje. Osoba która to grała mogła spokojnie konkurować z Uchihą a może nawet wygrać. Trzeba to będzie sprawdzić. Wzięła do ręki adres i płaszcz i ruszyła do wyjścia.
- Schizune ruszaj się idziesz ze mną jest coś do załatwienia.- Zadowolony uśmiech nie schodził z twarzy kobiety. Nie dość że istniała szansa utemperować tego zarozumiałego gówniarza to jeszcze mogła wybrać się do baru zamiast siedzieć w papierach. Po prostu żyć nie umierać.
Kiedy kobiety dotarły pod bar Schizune wyglądała na rozeźloną. Jej przełożono znowu zamierzała pić. To było nie do pomyślenia żeby dorosła kobieta na takim stanowisku była tak nieodpowiedzialna. Zanim jednak zdążyła coś powiedzieć blondynka zniknęła już w pomieszczeniu.
Jak tylko Dyrektorka weszła do baru uderzyła ją piękna  harmonia dźwięków. Była to bez wątpienia sonata Mozarta na skrzypce. Tsunade słuchała tego utworu z zafascynowaniem. Czuła jakby dźwięki zabierały ją do jakiejś innej krainy. Niestety przyjemność którą sprawiał jej grający została szybko przerwana przez kogoś kto na nią wpadł.
- O pani Dyrektor jednak pani wpadła. Spoko ja lecę bo Kyuu mi łeb ukręci za to spóźnienie.
I tyle by było po winowajcy. Zniknął zanim rozeźlona kobieta zdążyła mu przyłożyć. Chłopak który wcześniej grał także już skończył. Ukłonił się i zniknął za sceną.
- Kto to?- Zapytała zdziwiona Schizune. Kiedy tylko weszła za przełożoną aby na nowo zaciągnąć ją do pracy uderzyły ją dźwięki tych skrzypiec.
- Nie mam pojęcia. Sabaku przyszedł do mnie w sprawie tego chłopaka chce żebym go dopuściła do konkursu.
- Chodzi do naszej szkoły? Przecież to niemożliwe żeby ktoś z takim talentem nie był zauważony nawet jak jest na oddziale zwykłym.
- Dokładnie i to mnie zastanawia. Chodźmy gdzieś usiąść przy dobrej sake będzie mi się lepiej myślało.
Sekretarka jedynie westchnęła. Ten jeden raz mogła na to przymknąć oko. Przynajmniej spędzą ten czas przy dobrej muzyce. Kiedy kobiety podeszły razem do baru Schizune wychwyciła jak niektóre kobiety patrzą na jej przełożoną i kilku mężczyzn którzy się całowali.
- Tsunade-san to miejsce…
- Oh no tak ty jeszcze nie byłaś w Sunie. Kakashi ciągle zachwala to miejsce. Pieprzony spóźnialski zboczeniec. Ale swoją drogą to ciekawe że pomimo iż spędza tu tyle czasu to jeszcze nie natchnął się na swojego „ ulubionego” ucznia.
- A cóż to za mój ulubiony uczeń Hokage-sama- Za dyrektorką pojawił się wspomniany przez kobietę nauczyciel i wychowawca klasy S Hatake Kakashi.
- A ty znowu tu. Znasz tego dzieciaka co grał?
- Kurama? Jest świetny co nie? Dorównuje a może nawet przewyższa Uchihę Itachiego.
- Jest aż tak dobry? Ten kawałek był niezły ale żeby aż tak?
- Cóż jego popisowym numerem są Kaprysy.- Na ustach kobiety wykwitł uśmiech samozadowolenia.
- No to całkiem możliwe że młody Uchiha zostanie zmiażdżony podczas tegorocznego konkursu.
- Tsunade-sama czyżbyś za dużo wypiła?
- Oj weź się zamknij!
Podczas sprzeczki tej dwójki na scenę zostały wniesione wzmacniacze a publika zaczęła skandować.
- A oto przed państwem duet jakiego nie usłyszycie nigdzie indziej. Dwaj legendarni Biju. Schukaku i jego elektryk oraz Kurama ze skrzypcami. Zapraszam na noc pełną elektryzujących wrażeń.

Blondwłosa kobieta popatrzyła na scenę. Pojawili się na niej dwaj chłopcy. Ten którego widziała wcześniej i drugi o czerwonych włosach długim czerwono piaskowym płaszczu i tego samego koloru siatkowej bluzce strój dopełniały piaskowe spodnie i glany. Jego oczy zasłaniały ciemne okulary a grzywkę miał zaczesaną na lewę oko. Kobieta ledwie mogła poznać w tym młodzieńcu największe utrapienie szkoły jakim był Sabaku Gaara. Nie dziwiła się już że Kaszalot jak nazywała tego zboczonego nauczyciela większość uczniów nie rozpoznał tego dzieciaka. Chłopcy popatrzyli na siebie a potem rozbrzmiały dźwięki. Pomimo że Tsunade jako dyrektorka szkoły muzycznej i znany krytyk słyszała wiele różnych połączeń instrumentów to to było tak zaskakujące że nie mogła się od niego oderwać. Dźwięki ją wręcz hipnotyzowały. To było jak walka siły i delikatności. Krzyku i szumu wiatru który za chwile przeradzał się w wichurę. Jak wybuch radości dziecka i gniewu pełnego buntu. Te instrumenty nie miały się prawa zgrać a jednak tak było. W końcu kobieta ochłonęła i zamówiła sake. Resztę wieczoru przesiedziała przysłuchując się tej dziwnej pełnej dzikości muzyce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz