Dźwięk 3.
Tsunade zaraz po wyjściu czerwonego utrapienia jak lubiła
nazywać Sabaku wstała i włączyła płytkę którą jej zostawił. Już po paru
dźwiękach uśmiechała się promiennie. O tak czerwono włosy miał racje. Osoba
która to grała mogła spokojnie konkurować z Uchihą a może nawet wygrać. Trzeba
to będzie sprawdzić. Wzięła do ręki adres i płaszcz i ruszyła do wyjścia.
- Schizune ruszaj się idziesz ze mną jest coś do
załatwienia.- Zadowolony uśmiech nie schodził z twarzy kobiety. Nie dość że
istniała szansa utemperować tego zarozumiałego gówniarza to jeszcze mogła
wybrać się do baru zamiast siedzieć w papierach. Po prostu żyć nie umierać.
Kiedy kobiety dotarły pod bar Schizune wyglądała na
rozeźloną. Jej przełożono znowu zamierzała pić. To było nie do pomyślenia żeby
dorosła kobieta na takim stanowisku była tak nieodpowiedzialna. Zanim jednak
zdążyła coś powiedzieć blondynka zniknęła już w pomieszczeniu.
Jak tylko Dyrektorka weszła do baru uderzyła ją piękna harmonia dźwięków. Była to bez wątpienia
sonata Mozarta na skrzypce. Tsunade słuchała tego utworu z zafascynowaniem.
Czuła jakby dźwięki zabierały ją do jakiejś innej krainy. Niestety przyjemność
którą sprawiał jej grający została szybko przerwana przez kogoś kto na nią
wpadł.
- O pani Dyrektor jednak pani wpadła. Spoko ja lecę bo Kyuu
mi łeb ukręci za to spóźnienie.
I tyle by było po winowajcy. Zniknął zanim rozeźlona kobieta
zdążyła mu przyłożyć. Chłopak który wcześniej grał także już skończył. Ukłonił
się i zniknął za sceną.
- Kto to?- Zapytała zdziwiona Schizune. Kiedy tylko weszła
za przełożoną aby na nowo zaciągnąć ją do pracy uderzyły ją dźwięki tych
skrzypiec.
- Nie mam pojęcia. Sabaku przyszedł do mnie w sprawie tego
chłopaka chce żebym go dopuściła do konkursu.
- Chodzi do naszej szkoły? Przecież to niemożliwe żeby ktoś
z takim talentem nie był zauważony nawet jak jest na oddziale zwykłym.
- Dokładnie i to mnie zastanawia. Chodźmy gdzieś usiąść przy
dobrej sake będzie mi się lepiej myślało.
Sekretarka jedynie westchnęła. Ten jeden raz mogła na to
przymknąć oko. Przynajmniej spędzą ten czas przy dobrej muzyce. Kiedy kobiety
podeszły razem do baru Schizune wychwyciła jak niektóre kobiety patrzą na jej
przełożoną i kilku mężczyzn którzy się całowali.
- Tsunade-san to miejsce…
- Oh no tak ty jeszcze nie byłaś w Sunie. Kakashi ciągle
zachwala to miejsce. Pieprzony spóźnialski zboczeniec. Ale swoją drogą to
ciekawe że pomimo iż spędza tu tyle czasu to jeszcze nie natchnął się na
swojego „ ulubionego” ucznia.
- A cóż to za mój ulubiony uczeń Hokage-sama- Za dyrektorką
pojawił się wspomniany przez kobietę nauczyciel i wychowawca klasy S Hatake
Kakashi.
- A ty znowu tu. Znasz tego dzieciaka co grał?
- Kurama? Jest świetny co nie? Dorównuje a może nawet
przewyższa Uchihę Itachiego.
- Jest aż tak dobry? Ten kawałek był niezły ale żeby aż tak?
- Cóż jego popisowym numerem są Kaprysy.- Na ustach kobiety
wykwitł uśmiech samozadowolenia.
- No to całkiem możliwe że młody Uchiha zostanie zmiażdżony
podczas tegorocznego konkursu.
- Tsunade-sama czyżbyś za dużo wypiła?
- Oj weź się zamknij!
Podczas sprzeczki tej dwójki na scenę zostały wniesione
wzmacniacze a publika zaczęła skandować.
- A oto przed państwem duet jakiego nie usłyszycie nigdzie
indziej. Dwaj legendarni Biju. Schukaku i jego elektryk oraz Kurama ze
skrzypcami. Zapraszam na noc pełną elektryzujących wrażeń.
Blondwłosa kobieta popatrzyła na scenę. Pojawili się na niej
dwaj chłopcy. Ten którego widziała wcześniej i drugi o czerwonych włosach
długim czerwono piaskowym płaszczu i tego samego koloru siatkowej bluzce strój
dopełniały piaskowe spodnie i glany. Jego oczy zasłaniały ciemne okulary a
grzywkę miał zaczesaną na lewę oko. Kobieta ledwie mogła poznać w tym
młodzieńcu największe utrapienie szkoły jakim był Sabaku Gaara. Nie dziwiła się
już że Kaszalot jak nazywała tego zboczonego nauczyciela większość uczniów nie
rozpoznał tego dzieciaka. Chłopcy popatrzyli na siebie a potem rozbrzmiały
dźwięki. Pomimo że Tsunade jako dyrektorka szkoły muzycznej i znany krytyk
słyszała wiele różnych połączeń instrumentów to to było tak zaskakujące że nie
mogła się od niego oderwać. Dźwięki ją wręcz hipnotyzowały. To było jak walka
siły i delikatności. Krzyku i szumu wiatru który za chwile przeradzał się w
wichurę. Jak wybuch radości dziecka i gniewu pełnego buntu. Te instrumenty nie
miały się prawa zgrać a jednak tak było. W końcu kobieta ochłonęła i zamówiła
sake. Resztę wieczoru przesiedziała przysłuchując się tej dziwnej pełnej
dzikości muzyce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz