Translate

sobota, 8 marca 2014

Hej!

Mam dla was prezent z okazji dnia kobiet. Sama jestem dziewczyną więc panowie uznajcie że napisałam to jako prezent dla siebie i się nie obrażać. Jest jedna ważna sprawa 19 mam urodziny i planuje wrzucić jakiś coś z tej okazji. Jeśli więc spodoba wam się to opowiadanie i chcecie się dowiedzieć więcej np. o zdarzeniu które zmieniło ich wzajemne stosunki albo o tajemnicach jakie kryją  czy też o wojnie która nadchodzi piszcie.
Drarry. Skryci w cieniu
-          Potter!
-          Malfoy!
Znów to samo. Puste nic nie znaczące imiona, ale ważne dla jego posiadacza wypowiedziane pełnym pasji i nienawiści głosem. Zaraz zaczną się obelgi, potem walka, a na koniec rozejście. Tak jest zawsze odkąd tych dwóch pojawiło się w moich murach. Kim jestem? Tylko starym zamkiem o duszy, którego wszyscy zapomnieli. Wiele widziałam i równie dużo a może i więcej słyszałam. Ta historia nie ma jednak na celu opowiedzieć o mnie czy sekretach moich mieszkańców, choć może kilka z nich zdradzę. Będzie to krótka opowieść o miłości dwóch młodych ludzi. Od wieków panował w moich murach pewien zwyczaj że ludzie tu mieszkający ubierali się w czarne szaty z emblematami w 4 kolorach: żółtym, niebieskim, czerwonym i zielonym. Co prawda obecnie jest jeden wyjątek ale na temat  jego ekscentrycznego ubioru nawet ja wole milczeć. A na czym to ja skończyłam? Ach tak kolory moich mieszkańców a więc był związany z tym pewien fenomen kiedy spotykali się uczniowie różnych kolorów nic się nie działo jedynie zieloni i czerwoni musieli być odseparowani. Och nie zapomnę ile bólu mi przysporzyli przez lata te ograniczone, bezmyślne, żałosne istnienia. Obecnie też nie wiele się zmieniło. Najwięcej problemów sprawia ta dwójka którą teraz obserwuję. Malfoy to młody człowiek z zielonych. Ma białe włosy i szare oczy. Ten drugi ma czarne włosy i dziwne zielone oczy. Najdziwniejsze w tych młodych ludziach jest to że zachowują się jakby mieszkało w nich kilka osobowości. Ten białowłosy teraz pełen dumy i wyższości nie jeden raz ukryty w moich ścianach płakał. Nie raz obserwowałam jak poraniony warzy eliksiry by zaleczyć swe rany. Niezliczoną ilość razy sam zamknięty w pokoju siada na oknie i obserwuje błonie. Samotny i niezrozumiany. Ale dlaczego? Nigdy nie próbowałam się dowiedzieć bo po co od kolejna z milionów które rozegrały się w moich murach. Czrnowłosy zaś jest zawsze otoczony przyjaciółmi. Często się śmieje i kłuci. Beztroski chłopak ale bardzo pomocny nie lubi patrzeć na osoby które są ranione. Ma przyjaciół nawet wśród dorosłych. Nie raz wpada w tarapaty dzięki czemu nie jest nudno go obserwować. Lecz noc odkrywa inną twarz tego chłopca. Pełną smutku łez i samotności. Pewnej nocy obserwowałam tego chłopca jak wymyka się nocą z pokoju. Był jakiś dziwny inny. Nie ukrywał siebie. Pewnie zszedł do lochów gdzie czekał na niego ten białowłosy. Byłam pewna że zaraz dojdzie do krzyków i walki ale oni jedynie skinęli sobie głowami i ruszyli w stronę podziemnej części moich murów. Zaciekawiona podążałam za nimi.
- Potter co planujesz dzisiaj że aż musimy iść do Komnaty Tajemnic?
- Nic nowego po prostu Snape ma dzisiaj dyżur. Tam będzie bezpiecznie.
- Acha.
Zaintrygowała mnie ta wymiana zdań. To co zawsze? Ale przecież oni nigdy nic nie robili razem. O co chodzi? Muszę się dowiedzieć. Chłopcy zeszli na dół a ja odkryłam że nie był to ich pierwszy raz. Na środku pomieszczenia były ustawione dwa stoły a koło nich kociołki. Między posągami pojawiły się regały z książkami i składnikami eliksirów a szczątki wielkiego węża który tu mieszkał zniknęły.
- Jakby Snape wiedział o chociaż połowie eliksirów które warzysz to wylądowałby w skrzydle szpitalnym co najmniej na miesiąc.
- Czy ty mi proponujesz abym doprowadził naszego „wspaniałego” mistrza eliksirów do zawału Draco?
- Nie jedynie wskazuję że przydałby mu się urlop.
Na twarzy szarookiego pojawił się delikatny uśmiech jakiego jeszcze nie widziałam. Obaj chłopcy stali już nad kociołkami a na ich stolikach leżały jakieś dziwne składniki.
- Co na dziś planujesz?
- Kończy mi się pocruciatuks.
- Ten twój czy z repertuaru Snape?
- Mój jak nie musze to jego nie tykam. A ty?
- Ten twój przeciwbólowy.
- Ten z opóźnionym działaniem?
- Tak. Jutro mam spotkanie z ojcem pewnie znowu postanowi pokazać synkowi jaki to on potężny. Szkoda tylko że przed tą podróbką węża zachowuje się gorzej od skrzata.
- Już niedługo nie zamierzam zdawać owetumów z nim na karku. W końcu wtedy znowu bym musiał zaniżać swój poziom a ty?
- Też raczej nie mam zamiaru dalej się bawić w syneczka tatusia jak ten gad zdechnie ale muszę uważać w końcu zawsze może mnie wydziedziczyć.
Kiedy chłopcy rozmawiali ja obserwowałam ich spokojne ruchy. Nie wiem co robią nie raz widziałam innych warzycieli ale za szybko mi się to nudziło żeby wiedzieć o co chodzi.
- Wydziedziczyć? Nie przesadzasz?
- Raczej nie wątpię żeby ojczulek skakał z radości jak się dowie że ma syna geja.
- A matka?
- Wie. Domyśliła się bardzo szybko. Myślę że nawet podejrzewa z kim się teraz spotykam.
- Co ty nie powiesz. A przystojny on chociaż?
- Czy ja wiem taki jakiś chuderlawy i ubrać się nie potrafi tylko jakieś worki nosi.
- Och doprawdy więc co taki narcystyczny książę jak ty w nim widzi?
- Oczy ma ładne.
- I tylko tyle? Żadnej deklaracji o wspaniałym charakterze czy idealnej duszy?
- Wiesz powinieneś się dobrze zastanowić czy z naszej dwójki to ja jestem narcyzem.
- Ale nie no weź na serio tylko oczy?
- Nie powiedziałeś mi coś wtedy w łazience. Pamiętasz?
- „Jesteśmy tak różni a identyczni. Tylko musisz chcieć odkryć co jest za maską moją. Bez strachu o swoje tajemnice. Bez wahania że to nic nie da po prostu zaryzykuj a znajdziesz tam coś co może dać ci siłę.”
- Dziwne co dotąd nie mogliśmy zamienić dwóch słów żeby się nie kłócić a wtedy po prostu coś pękło.
- Może po prostu baliśmy się że ten drugi odkryje nasze tajemnice.
- Może. Skończyłem jeszcze tylko 2 godziny musi się gotować a ty?
- Też chociaż mój będzie gotowy dopiero nad ranem.
- No to może skrócimy sobie czekanie czymś przyjemnym/
- Co masz na myśli?
Obserwowałam jak białowłosy podchodzi do zielonookiego zdejmuje mu okulary i odkłada je na stolik. Potem przybliżył swoją twarz do twarzy czarnowłosego a ich usta spotkały się w namiętnym pocałunku. Ich języki wspólnie złączone w tańcu walczyły o dominację. W końcu obaj chłopcy przerwali pocałunek by zaczerpnąć tchu.  
- Wiesz że to nic nie zmieni a ja cię nie pokocham?
- Wiem mówiłeś już. Wystarczy mi że pozwalasz mi siebie kochać.
- Draco ja naprawdę…
- Ciii. Już mówiłem w końcu nauczę cię tego jak kochać. Nie bój się ja nie jestem taki jak oni nie zrezygnuje tylko dlatego że jest trudno. Podjąłem decyzję.
- Dziękuję i naprawdę wiele dla mnie znaczysz i kto wie może to tobie miało się udać dotrzeć za ten mur. Nawet jeśli nie potrafię jeszcze powiedzieć że cię kocham to na pewno nie oddam nikomu.
- Jak zawszę zaborczy.
Patrzyłam jak obaj chłopcy znikają w pokoju Slytherina jedynym miejscu w zamku do którego nie miałam wstępu. Jak to wszystko się stało? Dlaczego nic nie zauważyłam? Tak to już bywa że najciekawsze historie mi umykają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz