Hej!
Mam dla was prezent z okazji dnia kobiet. Sama jestem dziewczyną więc panowie uznajcie że napisałam to jako prezent dla siebie i się nie obrażać. Jest jedna ważna sprawa 19 mam urodziny i planuje wrzucić jakiś coś z tej okazji. Jeśli więc spodoba wam się to opowiadanie i chcecie się dowiedzieć więcej np. o zdarzeniu które zmieniło ich wzajemne stosunki albo o tajemnicach jakie kryją czy też o wojnie która nadchodzi piszcie.
Drarry. Skryci w cieniu.
-
Potter!
-
Malfoy!
Znów to samo. Puste nic nie
znaczące imiona, ale ważne dla jego posiadacza wypowiedziane pełnym pasji i
nienawiści głosem. Zaraz zaczną się obelgi, potem walka, a na koniec rozejście.
Tak jest zawsze odkąd tych dwóch pojawiło się w moich murach. Kim jestem? Tylko
starym zamkiem o duszy, którego wszyscy zapomnieli. Wiele widziałam i równie
dużo a może i więcej słyszałam. Ta historia nie ma jednak na celu opowiedzieć o
mnie czy sekretach moich mieszkańców, choć może kilka z nich zdradzę. Będzie to
krótka opowieść o miłości dwóch młodych ludzi. Od wieków panował w moich murach
pewien zwyczaj że ludzie tu mieszkający ubierali się w czarne szaty z
emblematami w 4 kolorach: żółtym, niebieskim, czerwonym i zielonym. Co prawda
obecnie jest jeden wyjątek ale na temat jego ekscentrycznego ubioru nawet ja wole
milczeć. A na czym to ja skończyłam? Ach tak kolory moich mieszkańców a więc
był związany z tym pewien fenomen kiedy spotykali się uczniowie różnych kolorów
nic się nie działo jedynie zieloni i czerwoni musieli być odseparowani. Och nie
zapomnę ile bólu mi przysporzyli przez lata te ograniczone, bezmyślne, żałosne
istnienia. Obecnie też nie wiele się zmieniło. Najwięcej problemów sprawia ta
dwójka którą teraz obserwuję. Malfoy to młody człowiek z zielonych. Ma białe
włosy i szare oczy. Ten drugi ma czarne włosy i dziwne zielone oczy.
Najdziwniejsze w tych młodych ludziach jest to że zachowują się jakby mieszkało
w nich kilka osobowości. Ten białowłosy teraz pełen dumy i wyższości nie jeden
raz ukryty w moich ścianach płakał. Nie raz obserwowałam jak poraniony warzy
eliksiry by zaleczyć swe rany. Niezliczoną ilość razy sam zamknięty w pokoju siada
na oknie i obserwuje błonie. Samotny i niezrozumiany. Ale dlaczego? Nigdy nie próbowałam
się dowiedzieć bo po co od kolejna z milionów które rozegrały się w moich
murach. Czrnowłosy zaś jest zawsze otoczony przyjaciółmi. Często się śmieje i
kłuci. Beztroski chłopak ale bardzo pomocny nie lubi patrzeć na osoby które są
ranione. Ma przyjaciół nawet wśród dorosłych. Nie raz wpada w tarapaty dzięki
czemu nie jest nudno go obserwować. Lecz noc odkrywa inną twarz tego chłopca.
Pełną smutku łez i samotności. Pewnej nocy obserwowałam tego chłopca jak wymyka
się nocą z pokoju. Był jakiś dziwny inny. Nie ukrywał siebie. Pewnie zszedł do
lochów gdzie czekał na niego ten białowłosy. Byłam pewna że zaraz dojdzie do
krzyków i walki ale oni jedynie skinęli sobie głowami i ruszyli w stronę podziemnej
części moich murów. Zaciekawiona podążałam za nimi.
- Potter co planujesz dzisiaj że
aż musimy iść do Komnaty Tajemnic?
- Nic nowego po prostu Snape ma
dzisiaj dyżur. Tam będzie bezpiecznie.
- Acha.
Zaintrygowała mnie ta wymiana zdań.
To co zawsze? Ale przecież oni nigdy nic nie robili razem. O co chodzi? Muszę się
dowiedzieć. Chłopcy zeszli na dół a ja odkryłam że nie był to ich pierwszy raz.
Na środku pomieszczenia były ustawione dwa stoły a koło nich kociołki. Między posągami
pojawiły się regały z książkami i składnikami eliksirów a szczątki wielkiego
węża który tu mieszkał zniknęły.
- Jakby Snape wiedział o chociaż połowie
eliksirów które warzysz to wylądowałby w skrzydle szpitalnym co najmniej na
miesiąc.
- Czy ty mi proponujesz abym
doprowadził naszego „wspaniałego” mistrza eliksirów do zawału Draco?
- Nie jedynie wskazuję że
przydałby mu się urlop.
Na twarzy szarookiego pojawił się
delikatny uśmiech jakiego jeszcze nie widziałam. Obaj chłopcy stali już nad
kociołkami a na ich stolikach leżały jakieś dziwne składniki.
- Co na dziś planujesz?
- Kończy mi się pocruciatuks.
- Ten twój czy z repertuaru Snape?
- Mój jak nie musze to jego nie
tykam. A ty?
- Ten twój przeciwbólowy.
- Ten z opóźnionym działaniem?
- Tak. Jutro mam spotkanie z ojcem
pewnie znowu postanowi pokazać synkowi jaki to on potężny. Szkoda tylko że
przed tą podróbką węża zachowuje się gorzej od skrzata.
- Już niedługo nie zamierzam
zdawać owetumów z nim na karku. W końcu wtedy znowu bym musiał zaniżać swój
poziom a ty?
- Też raczej nie mam zamiaru dalej
się bawić w syneczka tatusia jak ten gad zdechnie ale muszę uważać w końcu
zawsze może mnie wydziedziczyć.
Kiedy chłopcy rozmawiali ja obserwowałam
ich spokojne ruchy. Nie wiem co robią nie raz widziałam innych warzycieli ale za
szybko mi się to nudziło żeby wiedzieć o co chodzi.
- Wydziedziczyć? Nie przesadzasz?
- Raczej nie wątpię żeby ojczulek
skakał z radości jak się dowie że ma syna geja.
- A matka?
- Wie. Domyśliła się bardzo
szybko. Myślę że nawet podejrzewa z kim się teraz spotykam.
- Co ty nie powiesz. A przystojny
on chociaż?
- Czy ja wiem taki jakiś
chuderlawy i ubrać się nie potrafi tylko jakieś worki nosi.
- Och doprawdy więc co taki
narcystyczny książę jak ty w nim widzi?
- Oczy ma ładne.
- I tylko tyle? Żadnej deklaracji
o wspaniałym charakterze czy idealnej duszy?
- Wiesz powinieneś się dobrze
zastanowić czy z naszej dwójki to ja jestem narcyzem.
- Ale nie no weź na serio tylko
oczy?
- Nie powiedziałeś mi coś wtedy w
łazience. Pamiętasz?
- „Jesteśmy tak różni a
identyczni. Tylko musisz chcieć odkryć co jest za maską moją. Bez strachu o
swoje tajemnice. Bez wahania że to nic nie da po prostu zaryzykuj a znajdziesz
tam coś co może dać ci siłę.”
- Dziwne co dotąd nie mogliśmy
zamienić dwóch słów żeby się nie kłócić a wtedy po prostu coś pękło.
- Może po prostu baliśmy się że
ten drugi odkryje nasze tajemnice.
- Może. Skończyłem jeszcze tylko 2
godziny musi się gotować a ty?
- Też chociaż mój będzie gotowy
dopiero nad ranem.
- No to może skrócimy sobie
czekanie czymś przyjemnym/
- Co masz na myśli?
Obserwowałam jak białowłosy podchodzi
do zielonookiego zdejmuje mu okulary i odkłada je na stolik. Potem przybliżył
swoją twarz do twarzy czarnowłosego a ich usta spotkały się w namiętnym
pocałunku. Ich języki wspólnie złączone w tańcu walczyły o dominację. W końcu obaj
chłopcy przerwali pocałunek by zaczerpnąć tchu.
- Wiesz że to nic nie zmieni a ja
cię nie pokocham?
- Wiem mówiłeś już. Wystarczy mi
że pozwalasz mi siebie kochać.
- Draco ja naprawdę…
- Ciii. Już mówiłem w końcu nauczę
cię tego jak kochać. Nie bój się ja nie jestem taki jak oni nie zrezygnuje
tylko dlatego że jest trudno. Podjąłem decyzję.
- Dziękuję i naprawdę wiele dla
mnie znaczysz i kto wie może to tobie miało się udać dotrzeć za ten mur. Nawet
jeśli nie potrafię jeszcze powiedzieć że cię kocham to na pewno nie oddam
nikomu.
- Jak zawszę zaborczy.
Patrzyłam jak obaj chłopcy znikają
w pokoju Slytherina jedynym miejscu w zamku do którego nie miałam wstępu. Jak
to wszystko się stało? Dlaczego nic nie zauważyłam? Tak to już bywa że
najciekawsze historie mi umykają.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz