Translate

piątek, 6 czerwca 2014

2 Brat
Mężczyzna miał włosy białe lekko wchodzące w blond, niebieskie stalowe oczy i wyraziste rysy. Wysoki nieźle zbudowany około 40-letni. Przyglądał się chłopcu rysującemu coś na pomniku jego siostry. Gdy młodzieniec skończył nagrobek zabłysł i wrócił do naturalnego stanu. Lucjusz Malfoy, bo to on był tą osobą patrzył na to z konsternacją. Chłopiec przeżegnał się i zaczął wstawać. Nadal niedowierzając w to co widzi postanowił sprawdzić czy ów osobnik naprawdę jest tym za kogo go brał.
- Potter!- Powiedział głosem gniewnym, oschłym i władczym. Harry przewrócił się słysząc  ten niespodziewany głos.
- Mm...Ma...Ma...Malfoy- Wybełkotał speszony ciemnowłosy.
- Och, brawo cóż za inteligencja. A teraz może raczysz mi co TY TU ROBISZ, Potter.- Ostatnie słowo prawie wypluł.
- Ja...ja przy...przyszedłem na...na grób.
- Och, doprawdy. Dla twojej informacji  to akurat wiem. Intryguje mnie raczej co ciebie Złotego Chłopca Gryffindoru sprowadza akurat na TEN grób.
- Eeee...  Ja ten tego...
- Potter może raczyłbyś chociaż jakieś sensowne zdanie sklecić bo swoją wypowiedzią tylko udowadniasz  że Sev ma racie co do nieistnienia mózgu w twojej głowie.- W Harrym się zagotowało. „Co prawda rozbawiło go to i głęboko w sobie roześmiał się na tą wypowiedź  ale jak by to wyglądało on bezmyślna istota, marionetka  wszystkich,  popychana i ustawiana przez Dropsa umie samodzielnie myśleć. Nie lepiej nie ryzykować.”
- Kurwa.- Zaklną pod nosem ale na tyle wyraźnie aby jego rozmówca usłyszał. Następnie podniósł się z ziemi. Spojrzał  z gniewam na białowłosego.- Skoro mnie pytasz to może  byś chociaż posłuchał odpowiedzi!!!
- Cóż za arogancja. Jak można tak odzywać się do starszego i mądrzejszego czarodzieja. I co to za język. Nikt cię nie nauczył...- „Ech, kolejne kazanie nuuuuudy. Zapamiętać  Gryffonizmem na atak Ślizgonów lepiej nie odpowiadać. Saro co robić ja tu zaraz ducha wyzionę z nudów a na koniec tego monologu to się nie zanosi.”- Pomyślał Harry. Po chwili poczuł wibracje magii. Spojrzał w miejsce z którego dochodziły. Wskazywała na napis runiczny.
- Co chcesz mi powiedzieć.- Mrukną pod nosem tak aby jego „rozmówca”  nic nie usłyszał. Po chwili dodał głośno.- W piekle urodzeni,  dziś na nowo narodzeni.- wybijając tym zdaniem Malfoya z jego monologu. Starszy spojrzał na niego kompletnie nic nie rozumiejąc. Widząc to chłopiec wskazał ręką napis. Mężczyzna skierował wzrok na pomnik który wskazywał Potter. Nagle poczuł delikatne przyciąganie magii do tego miejsca.  Podszedł.  Wyciągną dłoń i napisał to co poprzednio młodszy.
 „dziś na nowo narodzeni.
Pomnik rozbłysnął. Po przedstawieniu  i formalnej części od razu zobaczyli wyłaniające się drukowane litery. „To nie jest dobry znak.”- Zdążył jeszcze pomyśleć  Harry.
CO WY KURWA  WYPRAWIACIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!  LU MUGŁBYŚ  Z  ŁASKI  SWOJEJ  PRZESTAĆ UDAWAĆ  TEGO POPAPRAŃCA  NASZEGO  OJCA!!!  RIN  TO  MÓJ  BRAT  PROSZĘ  TROCHE OGŁADY CI NIE ZASZKODZI!!!
Malfoy przyjrzał się znakom a następnie sięgną do szaty. Wyją z niej księgę z runami. Czarnowłosy patrzył na to w szoku.
-„Jak tak to zostawię to do jutra będziemy tu siedzieć  a ja czasu aż tyle to nie mam.”- Pomyślał. Westchną  jeszcze i zabrał głos.-  Niech pan schowa tą księgę szybciej będzie jak to przetłumaczę. A brzmi to mnie więcej tak: „ CO WY KURWA  WYPRAWIACIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!  LU MUGŁBYŚ  Z  ŁASKI  SWOJEJ  PRZESTAĆ UDAWAĆ  TEGO POPAPRAŃCA  NASZEGO  OJCA!!!  RIN  TO  MÓJ  BRAT  PROSZĘ  TROCHE OGŁADY CI NIE ZASZKODZI!!!
Mężczyzna podniósł na niego zdziwiony wzrok. „ Czy ten chłopak właśnie przetłumaczył to wszystko bez  zająknięcia? Jak to możliwe nawet Czarny Pan nie posługiwał się tym językiem płynnie? Tylko jedna grupa ludzi to potrafi, ale oni wyginęli  prawda? Nie mógłby być przecież...nie to niemożliwe.”  Pokręcił przecząco głową aby odgonić od siebie tę niedorzeczną myśl i spojrzał  jeszcze raz na chłopca. Ten nadal patrzył na nagrobek. Nagle pomnik zalśnił i zgasł. Na twarz  Pottera wypełzł uśmiech.
- Olała nas. - Powiedział.- To do niej podobne.- Dodał po chwili.
- Tak bardzo podobne uwielbia tak znikać nawet swój pokój  tak zaklęła  że tylko jej słuch a tak to wędruje po całym zamku.
- Tak coś o tym wiem. Zniknie bez słowa i radź sobie sam. Albo powie żeby do niej wpaść ale zapomni zdjąć zabezpieczeń.  Makabra. Musiałem się nie raz włamywać  przez  te jej zaklęcia. Straszne.
- Potter masz ochotę odwiedzić  mój dworek? Obecnie jest pusty. Może udałoby ci się dostać do jej pokoju? Rozejrzałbyś  się tam. Co ty na to?-  Oczy chłopaka rozbłysły. Nadal jednak podejrzliwie przyglądał się rozmówcy.
- A co pan będzie z tego miał?
- To już moja sprawa więc panie Potter? Nie powtórzę więcej propozycji.- „No cóż nie mam nic do stracenia. Jeśli dojdzie do walki łatwo się obronie a dostęp do domu Malfoy’ów to nie lada ułatwienie.” 
- Niech będzie, ale mam jedno zastrzeżenie pozwoli mi pan przebywać w jej pokoju samemu.
- Dobrze. „I tak są tam zaklęcia monitorujące idioto.”  Więc, - Blondyn wyciągnął rękę w stronę chłopca. Harry podał mu rękę i już po chwili stali przed pięknym zamkowym dworkiem. Wokoło rozciągał się wielobarwny ogród różany.  Gdzie nie gdzie dostrzec można było fontanny i klomby pełne najróżniejszych kwiatów.  Sam dom niewiele się zmienił od czasów  wizji, którymi Harry był jakże szczodrze obdarowywany przez Voldemorta. Nadal pamiętał ból który im towarzyszył. Na to wspomnienie poczuł zalewającą go fale gniewu. Malfoy ze zniecierpliwieniem patrzył na dzieciaka.
- Rusz się Potter. Za mną!- Warkną. „Oj, lepiej było tego nie robić przerośnięta fretko bo teraz naprawdę mam dość tego dni a skoro nie mam na czym się wyładować ty będziesz musiał mi wystarczyć.
- Nie rozkazuj mi! Nie masz do tego prawa!
- Oj, rozczaruje cię głupcze. Jesteś w moim domu. Tu mogę zrobić dosłownie wszystko.- Odparł z wyraźną  groźbą. Harry jednak nic sobie z tego nie robił więcej było mu to wręcz na rękę. Uśmiechną się zadziornie i powiedział  wyzywającym głosem.
- Nie odważysz się! Przecież  jesteś tylko tchórzliwym ślizgonem. Pokonałbym cię bez problemu.- Powiedział to nadając głosowi nutkę gniewu i arogancji.
- Naprawdę tak myślisz? Nie byłbyś w stanie nic zrobić. Co tak cnotliwy Gryffonek mógłby mi  zrobić w domu przesiąkniętym czarną magią?- Chłopak się uśmiechną to na te słowa czekał.
- Antroledireifaltlerdipelotristi   ksereizeki. ( Zabiłbym cię.)
Słysząc płynne zdanie w języku runicznym Malfoy zadrżał. Poczuł wibracje magii. Zaczęło brakować mu powietrza. Dusił się. Coś przygniatało mu płuca. Ciało zaczęło płonąć. Kości zdawały się być miażdżone. Ból był gorszy niż po kilku cruciatuksach. Czuł jakby wyrywano mu wnętrzności zdzierano skórę  i duszono jednocześnie. Najgorsze jednak było to że coś cały czas podtrzymywało go w pełnej świadomości.
- Nerlegisaheiksei! (Dość!) Kselegimelodidistireieni! (Cofnij!)
Magia odstąpiła. Mężczyzna złapał chust powietrza. Wreszcie mógł oddychać. Trząsł się na całym ciele. Jego oczy były szeroko otwarte. Ból i wszystkie obrażenia zniknęły, ale w podświadomości mężczyzna nadal czuł się bezbronny słaby i na łasce młodszego czarodzieja.
- Nie groź mi Malfoy. Nic o mnie nie wiesz. Nie zapominaj to ja pokonałem twojego pana. A teraz może zaprowadzisz mnie do jej pokoju? I spróbuj mnie nie obrażać. Chyba nikt nie chce powtarzać  tej sytuacji?- Głos dotąd pełen emocji zmienił się obojętny i  stalowy,  a postawa z trochę nieporadnej  i słabej teraz emanowała siłą potęgą,  stanowczością  i władzą. „O tak ten chłopak posiada niewiarygodną moc. Długo zastanawiałem się jak to się stało że Czarny Pan został pokonany przez zwykłego dzieciaka. Teraz rozumiem. Potter nigdy nie był słaby albo przeciętny, on jest potężny możliwe że jego moc może się równać nawet z założycielami.” 
- Eh, daj pan już spokój.- Ciszę przerwał czarnowłosy. „Musze jakoś odwrócić jego uwagę. Jeśli teraz połączy moją moc z językiem runicznym na pewno się domyśli kim jestem.”- Przecież bym pana nie zabił. Sarka by mi tego nie wybaczyła.- Harry wyciągną rękę do starszego maga. Ten po chwili wahania przyjął pomoc.- Więc panie Malfoy kiedy mogę się spodziewać tych wszystkich pytań które chce pan zadać?- Pytanie kompletnie wybiło blondyna z toru myślowego na jaki wpadł. „Cholera,  ten chłopak znowu mnie kompletnie zaskoczył. A myślałem że już wiem czego się spodziewać.
- Nigdy nie można zakładać, że wie się wszystko o ludziach panie Malfoy. Niech pan mnie lepiej nie klasyfikuje. Nie lubię  tego. Każdy z nas jest inny. Ma inne poglądy, wychowanie, przekonania, czy uprzedzenia, ale w jednym się nie różnimy. Każdy z nas ma uczucia i sposób ich ochrony przed zranieniem. Pan ukrywa się za maską obojętności, Ron głupoty choć jest mądrzejszy od większości tak zwanych geniuszy;  Hermi za swoimi książkami i pewnością siebie mimo że naprawdę nie umie przełożyć wiedzy na życie i łatwo nią manipulować;  Fred i Georg  za kawałami i dowcipami, naprawdę jednak są poważni spostrzegawczy i bardzo skryci; Ginny...
- A ty za jaką maską się chowasz?
- Czy to nie oczywiste?- Odparł Harry odwracając głowę do starszego czarodzieja widocznie zdziwiony. Mężczyźni stali już przed drzwiami dworku.- Ach, więc jednak nie...cóż, ja mam maskę stworzoną przez otoczenie. Złoty Chłopiec Gryffindoru, Wybraniec, Ten-Który-Przeżył, 100% Gryffon, Wybawca czarodziejskiego świata, Ulubieniec Dropsa i tym podobne. Wszystko to jest tylko zbiorem pozorów, oczekiwań, zakłamań i plotek.
- Jaki jest więc Harry Potter?- Zapytał niepewnie blondyn. Chłopiec uśmiechną się smutno.
- Może kiedyś go pan pozna, a teraz wejdźmy bo do północy muszę wrócić.
- Niech będzie.- Mężczyzna otworzył drzwi.- Zapraszam. Drow do mnie!
Pyk. Koło gospodarza pojawił się skrzat w zadbanych szatach.
- Czyżby zmiana zachowania  wobec  gorszych?- 40-latek wzruszył ramionami.
- Sam powiedziałeś, każdy coś ukrywa. Ja wreszcie chociaż w domu mogę być przynajmniej w większości sobą. Za to jestem ci wdzięczny. A Malfoy’owie nie lubią mieć długów. Drow, zaprowadź pana Pottera do zaginionego pokoju.
- Oczywiście sir. Drow już idzie. Proszę za mną panie Potter, sir.
- Dziękuje. Mam nadzieję na kolejną rozmowę niedługo panie Malfoy.- Harry skłonił głowę i ruszył za skrzatem.

Tymczasem Lucjusz odprowadziwszy go wzrokiem udał się do salonu i usiadł przy stoliku na którym natychmiast pojawiła się filiżanka z kawą. Upijając  łyk napoju  zaczął rozmyślać o dzisiejszym dniu. „Dziwny dzień. Najpierw udaje się na grób  Sary, aby poradzić się w sprawie Draco. A tam nagle spotykam Pottera. To ten chłopak tak mnie męczy. Ta moc, postawa, spojrzenie i niekiedy nawet słowa to wszystko tak ją przypomina. Do tego język runiczny i najpewniej leglimencja. Niezwykłe. Najgorsze jednak nie jest to. Jak to możliwe, że ma aż taką inteligencie wręcz starczą jeśli chodzi o doświadczenie ale wolną w swoich torach myślowych. Jego wypowiedzi, poglądy, to wszystko jest zastanawiające. Warto będzie rozbić twoją maskę, Potter.”- Rozmyślał siedząc na kanapie i nadal popijając kawę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz