2 Brat
Mężczyzna miał włosy białe lekko wchodzące w blond,
niebieskie stalowe oczy i wyraziste rysy. Wysoki nieźle zbudowany około
40-letni. Przyglądał się chłopcu rysującemu coś na pomniku jego siostry. Gdy młodzieniec
skończył nagrobek zabłysł i wrócił do naturalnego stanu. Lucjusz Malfoy, bo to
on był tą osobą patrzył na to z konsternacją. Chłopiec przeżegnał się i zaczął
wstawać. Nadal niedowierzając w to co widzi postanowił sprawdzić czy ów osobnik
naprawdę jest tym za kogo go brał.
- Potter!- Powiedział głosem gniewnym, oschłym i władczym.
Harry przewrócił się słysząc ten
niespodziewany głos.
- Mm...Ma...Ma...Malfoy- Wybełkotał speszony ciemnowłosy.
- Och, brawo cóż za inteligencja. A teraz może raczysz mi co
TY TU ROBISZ, Potter.- Ostatnie słowo prawie wypluł.
- Ja...ja przy...przyszedłem na...na grób.
- Och, doprawdy. Dla twojej informacji to akurat wiem. Intryguje mnie raczej co
ciebie Złotego Chłopca Gryffindoru sprowadza akurat na TEN grób.
- Eeee... Ja ten
tego...
- Potter może raczyłbyś chociaż jakieś sensowne zdanie
sklecić bo swoją wypowiedzią tylko udowadniasz
że Sev ma racie co do nieistnienia mózgu w twojej głowie.- W Harrym się
zagotowało. „Co prawda rozbawiło go to i głęboko w sobie roześmiał się na tą
wypowiedź ale jak by to wyglądało on
bezmyślna istota, marionetka
wszystkich, popychana i ustawiana
przez Dropsa umie samodzielnie myśleć. Nie lepiej nie ryzykować.”
- Kurwa.- Zaklną pod nosem ale na tyle wyraźnie aby jego
rozmówca usłyszał. Następnie podniósł się z ziemi. Spojrzał z gniewam na białowłosego.- Skoro mnie pytasz
to może byś chociaż posłuchał
odpowiedzi!!!
- Cóż
za arogancja. Jak można tak odzywać się do starszego i mądrzejszego
czarodzieja. I co to za język. Nikt cię nie nauczył...- „Ech, kolejne
kazanie nuuuuudy. Zapamiętać
Gryffonizmem na atak Ślizgonów lepiej nie odpowiadać. Saro co robić ja
tu zaraz ducha wyzionę z nudów a na koniec tego monologu to się nie zanosi.”-
Pomyślał Harry. Po chwili poczuł wibracje magii. Spojrzał w miejsce z którego
dochodziły. Wskazywała na napis runiczny.
- Co chcesz mi powiedzieć.- Mrukną pod nosem tak aby jego „rozmówca” nic nie usłyszał. Po chwili dodał głośno.- W
piekle urodzeni, dziś na nowo
narodzeni.- wybijając tym zdaniem Malfoya z jego monologu. Starszy spojrzał na
niego kompletnie nic nie rozumiejąc. Widząc to chłopiec wskazał ręką napis. Mężczyzna
skierował wzrok na pomnik który wskazywał Potter. Nagle poczuł delikatne przyciąganie
magii do tego miejsca. Podszedł. Wyciągną dłoń i napisał to co poprzednio młodszy.
„dziś na nowo
narodzeni.”
Pomnik rozbłysnął. Po przedstawieniu i formalnej części od razu zobaczyli wyłaniające
się drukowane litery. „To nie jest dobry znak.”- Zdążył jeszcze pomyśleć Harry.
„CO WY KURWA
WYPRAWIACIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
LU MUGŁBYŚ Z ŁASKI
SWOJEJ PRZESTAĆ UDAWAĆ TEGO POPAPRAŃCA NASZEGO
OJCA!!! RIN TO MÓJ BRAT
PROSZĘ TROCHE OGŁADY CI NIE
ZASZKODZI!!!”
Malfoy przyjrzał się znakom a następnie sięgną do szaty. Wyją
z niej księgę z runami. Czarnowłosy patrzył na to w szoku.
-„Jak tak to zostawię to do jutra będziemy tu siedzieć a ja czasu aż tyle to nie mam.”- Pomyślał.
Westchną jeszcze i zabrał głos.- Niech pan schowa tą księgę szybciej będzie
jak to przetłumaczę. A brzmi to mnie więcej tak: „ CO WY KURWA WYPRAWIACIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! LU MUGŁBYŚ
Z ŁASKI SWOJEJ
PRZESTAĆ UDAWAĆ TEGO POPAPRAŃCA NASZEGO
OJCA!!! RIN TO MÓJ BRAT
PROSZĘ TROCHE OGŁADY CI NIE
ZASZKODZI!!!”
Mężczyzna podniósł na niego zdziwiony wzrok. „ Czy ten chłopak
właśnie przetłumaczył to wszystko bez
zająknięcia? Jak to możliwe nawet Czarny Pan nie posługiwał się tym językiem
płynnie? Tylko jedna grupa ludzi to potrafi, ale oni wyginęli prawda? Nie mógłby być przecież...nie to
niemożliwe.” Pokręcił przecząco głową
aby odgonić od siebie tę niedorzeczną myśl i spojrzał jeszcze raz na chłopca. Ten nadal patrzył na
nagrobek. Nagle pomnik zalśnił i zgasł. Na twarz Pottera wypełzł uśmiech.
- Olała nas. - Powiedział.- To do niej podobne.- Dodał po chwili.
- Tak bardzo podobne uwielbia tak znikać nawet swój pokój tak zaklęła
że tylko jej słuch a tak to wędruje po całym zamku.
- Tak coś o tym wiem. Zniknie bez słowa i radź sobie sam.
Albo powie żeby do niej wpaść ale zapomni zdjąć zabezpieczeń. Makabra. Musiałem się nie raz włamywać przez
te jej zaklęcia. Straszne.
- Potter masz ochotę odwiedzić mój dworek? Obecnie jest pusty. Może udałoby
ci się dostać do jej pokoju? Rozejrzałbyś
się tam. Co ty na to?- Oczy chłopaka
rozbłysły. Nadal jednak podejrzliwie przyglądał się rozmówcy.
- A co pan będzie z tego miał?
- To już moja sprawa więc panie Potter? Nie powtórzę więcej
propozycji.- „No cóż nie mam nic do stracenia. Jeśli dojdzie do walki łatwo
się obronie a dostęp do domu Malfoy’ów to nie lada ułatwienie.”
- Niech będzie, ale mam jedno zastrzeżenie pozwoli mi pan
przebywać w jej pokoju samemu.
- Dobrze. „I tak są tam zaklęcia monitorujące idioto.” Więc, - Blondyn wyciągnął rękę w stronę chłopca.
Harry podał mu rękę i już po chwili stali przed pięknym zamkowym dworkiem. Wokoło
rozciągał się wielobarwny ogród różany.
Gdzie nie gdzie dostrzec można było fontanny i klomby pełne najróżniejszych
kwiatów. Sam dom niewiele się zmienił od
czasów wizji, którymi Harry był jakże szczodrze
obdarowywany przez Voldemorta. Nadal pamiętał ból który im towarzyszył. Na to
wspomnienie poczuł zalewającą go fale gniewu. Malfoy ze zniecierpliwieniem
patrzył na dzieciaka.
- Rusz się Potter. Za mną!- Warkną. „Oj, lepiej było tego
nie robić przerośnięta fretko bo teraz naprawdę mam dość tego dni a skoro nie
mam na czym się wyładować ty będziesz musiał mi wystarczyć.”
- Nie rozkazuj mi! Nie masz do tego prawa!
- Oj, rozczaruje cię głupcze. Jesteś w moim domu. Tu mogę
zrobić dosłownie wszystko.- Odparł z wyraźną
groźbą. Harry jednak nic sobie z tego nie robił więcej było mu to wręcz
na rękę. Uśmiechną się zadziornie i powiedział
wyzywającym głosem.
- Nie odważysz się! Przecież
jesteś tylko tchórzliwym ślizgonem. Pokonałbym cię bez problemu.- Powiedział
to nadając głosowi nutkę gniewu i arogancji.
- Naprawdę tak myślisz? Nie byłbyś w stanie nic zrobić. Co
tak cnotliwy Gryffonek mógłby mi zrobić
w domu przesiąkniętym czarną magią?- Chłopak się uśmiechną to na te słowa czekał.
- Antroledireifaltlerdipelotristi ksereizeki. ( Zabiłbym cię.)
Słysząc płynne zdanie w języku runicznym Malfoy zadrżał.
Poczuł wibracje magii. Zaczęło brakować mu powietrza. Dusił się. Coś przygniatało
mu płuca. Ciało zaczęło płonąć. Kości zdawały się być miażdżone. Ból był gorszy
niż po kilku cruciatuksach. Czuł jakby wyrywano mu wnętrzności zdzierano skórę i duszono jednocześnie. Najgorsze jednak było
to że coś cały czas podtrzymywało go w pełnej świadomości.
- Nerlegisaheiksei! (Dość!) Kselegimelodidistireieni!
(Cofnij!)
Magia odstąpiła. Mężczyzna złapał chust powietrza. Wreszcie
mógł oddychać. Trząsł się na całym ciele. Jego oczy były szeroko otwarte. Ból i
wszystkie obrażenia zniknęły, ale w podświadomości mężczyzna nadal czuł się
bezbronny słaby i na łasce młodszego czarodzieja.
- Nie groź mi Malfoy. Nic o mnie nie wiesz. Nie zapominaj to
ja pokonałem twojego pana. A teraz może zaprowadzisz mnie do jej pokoju? I spróbuj
mnie nie obrażać. Chyba nikt nie chce powtarzać
tej sytuacji?- Głos dotąd pełen emocji zmienił się obojętny i stalowy,
a postawa z trochę nieporadnej i
słabej teraz emanowała siłą potęgą,
stanowczością i władzą. „O tak
ten chłopak posiada niewiarygodną moc. Długo zastanawiałem się jak to się stało
że Czarny Pan został pokonany przez zwykłego dzieciaka. Teraz rozumiem. Potter
nigdy nie był słaby albo przeciętny, on jest potężny możliwe że jego moc może
się równać nawet z założycielami.”
- Eh, daj pan już spokój.- Ciszę przerwał czarnowłosy. „Musze
jakoś odwrócić jego uwagę. Jeśli teraz połączy moją moc z językiem runicznym na
pewno się domyśli kim jestem.”- Przecież bym pana nie zabił. Sarka by mi
tego nie wybaczyła.- Harry wyciągną rękę do starszego maga. Ten po chwili
wahania przyjął pomoc.- Więc panie Malfoy kiedy mogę się spodziewać tych
wszystkich pytań które chce pan zadać?- Pytanie kompletnie wybiło blondyna z
toru myślowego na jaki wpadł. „Cholera,
ten chłopak znowu mnie kompletnie zaskoczył. A myślałem że już wiem
czego się spodziewać.”
- Nigdy nie można zakładać, że wie się wszystko o ludziach
panie Malfoy. Niech pan mnie lepiej nie klasyfikuje. Nie lubię tego. Każdy z nas jest inny. Ma inne poglądy,
wychowanie, przekonania, czy uprzedzenia, ale w jednym się nie różnimy. Każdy z
nas ma uczucia i sposób ich ochrony przed zranieniem. Pan ukrywa się za maską
obojętności, Ron głupoty choć jest mądrzejszy od większości tak zwanych
geniuszy; Hermi za swoimi książkami i
pewnością siebie mimo że naprawdę nie umie przełożyć wiedzy na życie i łatwo nią
manipulować; Fred i Georg za kawałami i dowcipami, naprawdę jednak są
poważni spostrzegawczy i bardzo skryci; Ginny...
- A ty za jaką maską się chowasz?
- Czy to nie oczywiste?- Odparł Harry odwracając głowę do
starszego czarodzieja widocznie zdziwiony. Mężczyźni stali już przed drzwiami
dworku.- Ach, więc jednak nie...cóż, ja mam maskę stworzoną przez otoczenie. Złoty
Chłopiec Gryffindoru, Wybraniec, Ten-Który-Przeżył, 100% Gryffon, Wybawca
czarodziejskiego świata, Ulubieniec Dropsa i tym podobne. Wszystko to jest
tylko zbiorem pozorów, oczekiwań, zakłamań i plotek.
- Jaki jest więc Harry Potter?- Zapytał niepewnie blondyn.
Chłopiec uśmiechną się smutno.
- Może kiedyś go pan pozna, a teraz wejdźmy bo do północy
muszę wrócić.
- Niech będzie.- Mężczyzna otworzył drzwi.- Zapraszam. Drow
do mnie!
Pyk. Koło gospodarza pojawił się skrzat w zadbanych szatach.
- Czyżby zmiana zachowania
wobec gorszych?- 40-latek wzruszył
ramionami.
- Sam powiedziałeś, każdy coś ukrywa. Ja wreszcie chociaż w
domu mogę być przynajmniej w większości sobą. Za to jestem ci wdzięczny. A
Malfoy’owie nie lubią mieć długów. Drow, zaprowadź pana Pottera do zaginionego
pokoju.
- Oczywiście sir. Drow już idzie. Proszę za mną panie
Potter, sir.
- Dziękuje. Mam nadzieję na kolejną rozmowę niedługo panie
Malfoy.- Harry skłonił głowę i ruszył za skrzatem.
Tymczasem Lucjusz odprowadziwszy go wzrokiem udał się do
salonu i usiadł przy stoliku na którym natychmiast pojawiła się filiżanka z kawą.
Upijając łyk napoju zaczął rozmyślać o dzisiejszym dniu. „Dziwny
dzień. Najpierw udaje się na grób Sary,
aby poradzić się w sprawie Draco. A tam nagle spotykam Pottera. To ten chłopak
tak mnie męczy. Ta moc, postawa, spojrzenie i niekiedy nawet słowa to wszystko
tak ją przypomina. Do tego język runiczny i najpewniej leglimencja. Niezwykłe.
Najgorsze jednak nie jest to. Jak to możliwe, że ma aż taką inteligencie wręcz
starczą jeśli chodzi o doświadczenie ale wolną w swoich torach myślowych. Jego
wypowiedzi, poglądy, to wszystko jest zastanawiające. Warto będzie rozbić twoją
maskę, Potter.”- Rozmyślał siedząc na kanapie i nadal popijając kawę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz