Piekielni łowcy.
I POCZĄTEK
Czas to pojęcie
względne. Dla jednych nic nie znacząca chwila codzienności innym przynosi
rozpacz ból i cierpienie lub szczęście uśmiech i radość. 31 lipca 1981 roku był
przełomowy dla społeczeństwa czarodziejskiego. Tylko nieliczni jednak zdawali
sobie z tego sprawę. To tego dnia na świat przyszedł Harry Potter zbawiciel
magicznego świata. Chłopiec mając zaledwie roczek zniszczył ciało Voldemorta.
Tym samym pozbył się go na 10 lat ze świata żywych. Po tym zdarzeniu Dumbeldore
umieścił dziecko u jego mugolskich krewnych
Dursley’ów. To w tym momencie powinnam zacząć tą opowieść o Rinie „ Silverze” Asagawie
ale byłaby ona zbyt krwawa okrutna i bezwzględna więc dla złagodzenia odczuć
zacznę od momentu który zapoczątkował zmianę obrazu Złotego Chłopca Gryffindoru
w oczach pewnych 100% Ślizgonów.
Dzień dzisiejszy 31 lipca 1998 roku
to 18 urodziny Harry’ego. W świecie czarodziejów jest to też pierwsza rocznica „Wielkiej
Wojny” i uśmiercenia Voldemorta. Na ulicach i w domach świętowano. W małym
domku Norze, gdzie mieszkała rodzina Weasley’ów, było jak zwykle głośno i tłoczno.
Wszyscy świętowali. Rodzice dyskutowali o polityce i sprawach społeczeństwa
czarodziejskiego. Bliźniacy testowali na domownikach swoje produkty. Ron i
Hermiona planowali swój ślub a Ginny wyglądała przez okno czekając na swojego
nowego chłopaka. Reszta rodziny przebywała obecnie poza domem. Oprócz rudowłosych
w pomieszczeniu był też czarnowłosy szczupły chłopak w okularach.
Bohater
czarodziejskiego świata bo to o nim mowa przysłuchiwał się kolejnej kłótni
przyjaciół. Westchną. Wstał i skierował
się do drzwi.
- Dokąd idziesz Harry?- Zapytała nadal roztargniona
dziewczyna.
- Na cmentarz.- Odparł chłopak.
- Och. Dobrze tylko uważaj na siebie.
- Pewnie Herm.- Odwrócił się i wyszedł.
Zaraz za
drzwiami nie zważając na bariery antyteleportacyjne aportował się. Znalazł się
przed zarośniętą starą grotą. W około rozciągał się gęsty las. Chłopak wszedł
pewnie do groty. Bariery przepuściły go bez najmniejszego problemu. W centrum
pomieszczenia znajdowały się schody prowadzące w dół. Potter nie zwracając uwagi na zimną mokrą i
brudną grotę skierował swe kroki do schodów i wystającej srebrnej barierki. Na
dole mieścił się cmentarz rodowy. Herb unoszący się nad grobami nie pozostawiał
wątpliwości co do jakiego. Nawet się nie rozglądając chłopiec-który-znowu-przeżył
udał się na lewą granice cmentarza aż dotarł do jednego z nielicznych wyróżniających
się grobów. Pozostałe były czarne lub srebrne z odcieniami zieleni i
niebieskiego ten jeden zaś mienił się odcieniami krwistej czerwieni i soczystej
zieleni. Na tym niezwykłym nagrobku złocił się napis: „Tu spoczywa Sara
Analin Sentrik Malfoy dziecko które zdradziło swego ojca.” A pod spodem
runicznym językiem magicznie wyryty zwrot:
„W piekle urodzeni,”
18-nastonatek ukląkł. Wyciągną rękę i zaczął rysować na
powierzchni pomnika magiczne runy pod
tamtym napisem.
„dziś na nowo narodzeni.”
Równo z ostatnim runem pomnik zalśnił. Kiedy światło opadło
cała płyta nagrobka pokryta była znakami oprócz imienia i nazwiska. Nad nim
widniał napis:
„Królowa Avalonu”
Zaś na samym pomniku nadal lśniło zdanie:
„Witaj. Kim jesteś?”
Harry ponownie napisał odpowiedź.
„Silver. Czyżbyś mnie nie poznała?”
Dalej i cała rozmowa przebiegała w tym języku ale ja
przytoczę ją wam już normalnie. Tak więc na miejscu poprzednich runów pojawiły
się następne.
- Poznałam cię głupku. To standardowe pytanie.
- Nie nazywaj mnie głupkiem to nie ja dałem się zabić.
- Oj, zamknij się. Co tu robisz?
- Tęsknie za tobą wiesz?
- Ta o tym już mówiłeś. Co TYM razem się stało? Kolejny
Voldi na drodze do Edenu?
- Hahaha, śmiej się śmiej. Nie, nie Voldi tym razem Malfoy i
Snape w spółce. Jak ja ich nie cierpię.
- Hej! Nie obrażaj mojej rodziny, dobra.
- Phi, rodziny? I niby ty to mówisz? Ta która dała z niej dyla.
- Ale brata lubiłam, a jego syn nie był taki zły.
- Bo byłaś ślizgonkom z krwi i kości.
- A teraz kto gada od rzeczy?
- Wypraszam sobie jestem Gryffonem.
- Taaaaaaa, a można spytać z której strony?
- Osz, ty mała cholero!
- Jestem starsza od ciebie dzieciaku.
- I martwa.
- Dobra, dobra wygrałeś. A wracając do tematu to co TYM
RAZEM takiego zrobili że postanowiłeś do mnie zajrzeć?
- Nie macie tu kalendarzy co? Dzisiaj mija rok od śmierci
dziadzia Voldzia i świat dostał bzika. Do tego Herm i Ron ciągle nie mogą się
dogadać w sprawie ślubu. Musiałem pogadać z kimś normalnym kto nie ma na czole
wygrawerowane wielkimi drukowanymi oczojebnymi literami GRYFFINDOR. Inaczej już
niedługo nawet 2x2 równało by mi się 5.
- Cóż dlatego ciągle ci powtarzam że powinieneś zakumplować się z jakimś ślizgonem. A pro po podziałów i
domów to co w końcu z tym dodatkowym rokiem w Hogwarcie?
- Jest tak jak zaplanowali. Wracamy w sierpniu na powtórkę 7
klasy. Kolejny roczek jako maskotka Hogwartu i starego zgrzybiałego zgreda. Nic
tylko skakać ze szczęścia.
- Rozumiem. Tą ironię
to mogłeś sobie darować. Ja ci nie zawiniłam. A i wszystkiego najlepszego z
okazji urodzin.
- Odczep się! Wiesz że nie cierpię tego dnia.
- Tak, tak. Ktoś idzie lepiej się zmywaj!
- Dobra to cześć aniołku.
- NIE JESTEM TWOIM ANIOŁKIEM!!!!!!
- Dobra, dobra rozumiem. No nic do zobaczenia znowu aniołku. Teraz lepiej aktywuj pieczęć.
- Wrrrrrrrrr.
„Nadchodzi świata koniec,”
Chłopak po raz
ostatni wyciągną rękę by odpisać. Nie zauważył jednak przybysza który był już
tylko 3 groby od niego.
„ale dla nas to tylko początek.”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz