Translate

piątek, 6 czerwca 2014

3 Salazar Slytherin 
 Harry szedł za skrzatem  zaciemnionym korytarzem. Po obu stronach ściany zdobiły stare freski i obrazy rodzinne arystokraty. Niektóre patrzyły na niego  nieprzychylnie inne jawnie go obrażały, a pozostałe po  prostu  spały. Chłopiec  nie odpowiadał  na  zaczepki  zachowując  kamienną  twarz. Jednak  gdy  dotarli do obrazu  pokrytego  splecionymi  wężami  zatrzymał  się. Jego mina wyrażała zdziwienie i szok. Pozostawiając  skrzata jak zauroczony podszedł do dzieła. Skrzat zauważył to.
- Nie wolno podchodzić sir.- Zaskrzeczał. Mimo jego wołania nastolatek nie zatrzymał się. Przerażony skrzat zawołał jeszcze raz.- To niebezpieczne sir.- Czarnowłosy nadal. Nie zwracając uwagi na stworzenie wyciągną rękę . Drow krzyknął przerażony. „Czarna magia. Bardzo zaawansowana. Prawie nieludzka. Czyżby pozostałości po Voldim? Ciekawe co też nasz wielki Wężowaty jegomość tak bardzo chciał ukryć. Wyczuwam w tym dziwnym obrazie klątwę z magii  krwi. Dość potężna. Powinienem jednak sobie z nią poradzić. Muszę jedynie nakłonić węże do pomocy a reszta będzie dziecinnie prosta.” 
- Witajcie przyjaciele. Czegóż strzeżecie? - Sykną w języku gadów.
- Ty muwisssssz?- Odpowiedział jeden z zielonych węży.
- Tak i zastanawiam się kto kazał wam zamknąć postać z tego obrazu?- Tymczasem skrzat patrzył na to w niemym przerażeniu. „Czyżby Zły Pan wrócił i znowu będzie krzywdzić jego pana.” 
- Okrutny i bardzo zdradziecki z twego gatunku. Nie mogliśmy  nic zrobić. Nas też zamknął. Pan jest samotny. Zły, zły, zły.- Syczały na przemian gady. Coraz bardziej rozjuszone wspomnieniami. „To dobry moment. Teraz są skore do pomocy. Musze jednak nadal. Działać ostrożnie. Nie wiadomo też co jest na tym obrazie. Z ich słów mogę wywnioskować jedynie że to ktoś wężousty. Kolory zwierząt wskazują że miał ścisły związek z Gryffindorem i Slytherinem. Zastanawiająca postać. Trzeba działać. To może się okazać całkiem ciekawe.”
- Rozumiem. Spróbuję wam pomóc. Przypomnijcie sobie gdzie dokładnie byliście zanim nie pojawił się ten okrutny czarodziej.-  Nadal przerażony skrzat drżał już na całym ciele.
- Dobrze mówiący.- Węże zrobiły co im kazał chłopiec. Sam Harry zaś zamkną oczy. Przywołał obrazy z zawiłych umysłów zwierząt do swojego łącząc w jedno. Następnie wyciągną rękę  i potężnym przepełnionym magią głosem powiedział:
- Treolegitestrivrilegiksei! (Powróć!)- Z jego ręki popłynęło światło w stronę obrazu. Przez chwilę nic się nie działo. W głuchej ciszy słychać było jedynie oddech chłopaka i Drowa który zaczął się uspokajać. Nagle obraz zadrżał. Trzask! Rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Całe dzieło stanęło w płomieniach niebiesko-zielono-czarno-czerwonych. Po chwili zaczęły przygasać a z pod nich wyłoniła się postać długowłosego, około 20-letniego mężczyzny. Jego zielone oczy idealnie dopełniały się z czarnymi włosami, bladą cerą i arystokratycznymi rysami. Z postury był dość dobrze zbudowany ale nie przesadnie. Szatę miał na sobie zieloną wykładaną gdzie niegdzie rubinami.  Nastolatkowi wydawała się ona dość starodawna i niewygodna. Na szyi mężczyzna miał zawieszony srebrny łańcuszek z czerwonym wisiorkiem w kształcie gryfa. Ramę obrazu i płótna zdobiła plątanina zielonych i czerwonych węży. Postać z obrazu rozejrzała się dość nieprzytomnym i oszołomionym wzrokiem po przestrzeni. W końcu jego wzrok padł na Harry’ego.
- Witaj młodzieńcze. Znowu wolny. Jak dobrze. Dziękuje za uwolnienie.
- To nie problem.- Chłopak uśmiechną się. Teraz miał szansę dowiedzieć się kim był ten niezwykle przystojny mężczyzna i czym zagrażał Riddle’owi.- Mogę  spytać dlaczego Tomeczek cię zamkną?
- Pewnie dlatego że znałem jego sekret. Ale gdzie moje maniery. Nazywam się Salazar Slytherin, a ty chłopcze?- Potter popatrzył na niego w szoku. „Pozbieraj się do choroby. Dobra może to i szok ale nie powinienem sobie na to pozwolić. Szlak! Coraz bardziej się odkrywam. Z tego nie może wyjść nic dobrego. Mimo że to wiem to po śmierci tego beznosowego gada chce pożyć trochę będąc po prostu sobą. Dobra do roboty.” Przymkną oczy. Wziął głęboki oddech potem następny już płytszy otworzył oczy i odparł:
- Potter. Harry Potter.- Tym razem to starszy czarodziej wydał się zszokowany. Nie trwało to jednak długo. Mrugnięcie może dwa potem już wrócił do siebie.
- Ach. Teraz rozumiem twoją bezmózgą reakcję. Więc gdzie Złoty Chłopiec nauczył się tak zaawansowanej, mrocznej i za trudnej na jego ptasi móżdżek sztuki jaką jest magia runów?
- A kto powiedział że taki Złoty, na pewno nie ja. A co do mojej domniemanej pustej głowy to się lepiej dobrze zastanów. Podobno byłeś całkiem inteligentny.  Nie zmieniaj też tematu. Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
- Nie musze gówniarzu. Sama rozmowa ze mną powinna być dla ciebie zaszczytem.
- Taaak oczywiście. Jeśli mam nadal wysłuchiwać marudzenia kawałka papieru to może powinienem powrotem go zapieczętować.- Przybrał pozycję jakby się nad tym głęboko namyślał.- Obraża mnie tylko toto. Żadnych informacji pożytecznych nie posiada. Wygląd też dość odrażający. Po co komu to. A wystarczy jedno małe słówko i będę miał spokój. Hmmm.- Salazar przyjrzał się chłopcu podejrzliwie.
- Od kiedy to Gryffon łapie się szantażu?- Chłopak natychmiast oprzytomniał. Zamiast jednak zacząć krzyczeć i bronić honoru współdomowników  odparł spokojnie:
- A ślizgon broni prawości?
- Za dużo czasu spędziłem z Godrykiem.
- W łóżku. Zapomniałeś chyba dodać.- Dokończył za niego Harry z uśmieszkiem.
- Oj nie rozmawialiśmy też…. Czasami nawet pomiędzy jękami. Godi miał wspaniały głos kiedy szczytował.- Salazar był pewny że tym zaskoczy młodszego zawstydzi i skłoni do ucieczki. Niestety po raz kolejny dzisiaj jego intryga słowna trafiła do kosza. Młodzieniec nawet się nie zająkną przy odpowiedzi.
-Oczywiście ślizgon na górze?
- Wiemy z doświadczenia?
- Nie to ja zawsze jestem same.
- Potrzebujesz dowartościowania.
- Mówisz o sobie. Nie przepraszam twoje ego już nie mieści się w granicach państwa. Więc może o dziedzicu z kompleksem przodka.
- Sprytne ale nie zapominaj kim jestem.
- Martwym dziadziusiem z obrazka?- Odparł Harry z miną niewiniątka. Salazara zatkało. Przez dłuższy moment nie wiedział co odpowiedzieć. „Ten chłopak jest zdecydowanie zbyt inteligentny, błyskotliwy i o dziwo przezorny jak na Gryffona. Co prawd impertynencki ale to jedyna jak dotąd cecha lwów jaką przede mną zaprezentował.  Więcej jest w nim z węża. Nad czym ja się  w ogóle zastanawiam?”
- Argh. Jesteś niemożliwy. Na pewno nie pomyliłeś domów?
- Nie. Chociaż długo mi zajęło przekonanie tego starego, podgniłego, sklerotycznego i przemądrzałego kapelusza że należę do Gryffindoru.-  Chłopak przybrał minę obrażonego dziecka. Slytherin nie wytrzymał i roześmiał się.
- Ślizgon z krwi i kości. Przed tobą tylko mojej córce udało się oszukać tiarę.
- Wypraszam sobie.- Harry wydawał się być święcie oburzonym.- Ja nie udawałem. Jedynie jej grzecznie i bez nacisków czy gróźb wyperswadowałem pomysł bycia w tym samym domu co Sami-Wiecie-Kto.- Ostatni przydomek powiedział z kpiną i prześmiewczą ironiom.
- Ej, ej nie obrażaj mojego   domu.
- Czyli to prawda.- Chłopak odpowiedział sobie na niewypowiedziane pytanie. Mimo wszystko aby sprecyzować swoje poglądy dodał.- Tomcio paluszek jest potomkiem twojego brata.
- Osz ty! I ty niby jesteś Gryffonem? Phi, dobry żart.
- Więc może teraz mi odpowiesz skoro doszliśmy do względnego porozumienia dlaczego Voldi cię zapieczętował?
- Ech. Nie pozbędę się ciebie tak łatwo co? Dobra moja strata. Bał się że zdradzę jego prawdziwe pochodzenie i prawdę o tak zwanej czarnej magii.
- Przez co wszystkie domy zjednoczyły by się przeciw niemu.
- Dokładnie. Naprawdę jesteś zbyt inteligentny na lwa. Marnujesz się tam.
- Raczej ukrywam ale już nie długo. Wiwat kolejny odcinek z sagi super pomysłów kózki z bródką.  Koniec smęcenia zaraz 23 a ja chce wrócić koło północy. Pa panie tęczowy dziadku.- Sal uśmiechną się znowu.
- Jesteś do niej bardzo podobny.
- Jej! Wielki Salazar Slytherin znał moją matkę. Toż to wielki zaszczyt.- Nastolatek prawie skakał z podniecenia.
- Nie udawaj! Wiesz o kim mówię.- Chłopak uspokoił się i uśmiechną smutno.
- Tak wiem. Najpotężniejsza ze strażniczek bram i pierwsza z pośród Piekielnych Łowców. Twoja przybrana córka. Nie mylę się prawda.- Postać na obrazie skinęła potwierdzająco głową.- Może jeszcze kiedyś pogadamy. Było całkiem spoko. Spadam.- Zaraz po tych słowach oddalił się.
- Na pewno mały i to całkiem niedługo. Przygotuj się na niebywałą niespodziankę dziedzicu.- Słowa te odbiły się od pustych ścian korytarza zapowiadając wielkie zmiany.- Hmmm. A tymczasem może zajrzę do Lu. Ostatnio widziałem go jak był dzieckiem. - Mężczyzna znikną z obrazu.
 W salonie dworu Malfoy’ów blondyn pogrążony w myślach nie zauważył pojawienia się postaci na pustym od lat obrazie. Nigdy nie dane mu było poznać jego mieszkańca. Za czasów ojca podobno został zapieczętowany ze względy na swoją obraźliwą formę.
- Witaj Lucjuszu.- Przerażony mężczyzna aż wylał na siebie pitą kawę. Spojrzał na płótno w szoku.
- S…Sa…Sa…Salazar.- Tyle tylko zdołał wyjąkać.
- Oj dojdź do siebie. Jesteś przecież ślizgonem. Nawet Potter lepiej sobie z tym faktem poradził.
- Zdziwiłbym się gdyby go cokolwiek NAPRAWDĘ zaskoczyło.
- Tak to prawda rasowy z niego wąż. Zgodzisz się ze mną Lucjuszu?
- Ależ oczywiście. Trzeba też dodać że ten chłopak ma miliony masek i trudno określić jaki jest naprawdę.
- Raczej powiedziałbym że jedną ale złożoną z wielu aspektów. Widzę że wreszcie doszedłeś do siebie.
- Oczywiście. Zastanawiam się co robisz akurat w TYM obrazie?
- To długa historia i na inną okazję. Cieszę się znów  wolnością  ale czeka mnie wiele spraw do wyjaśnienia. Voldemort i nasze rzekome powiązania rodzinne. Moja śmierć z ręki Godryka. I oczywiści prawdziwa czarna magia. Dużo pracy przede mną. Najpierw muszę jednak uwolnić kilka innych portretów moich jak i pozostałych założycieli. Świat magii niedługo znów się zatrzęsie Lucjuszu. Przygotuj się.
- Zamierzasz wyjaśnić to teraz czy poczekać na odpowiednią chwilę?
- Też pytanie. Oczywiście że zaczekam. Muszę się odegrać. I coś mi mówi że nasz nowy przyjaciel też ma swoje plany na ten rok.
- Tak to prawdopodobne. Mam nadzieje że pasują ci prażone dropsy na wolnym ogniu jako główne danie nowego menu pana Pottera.

- Ależ oczywiście ze smakiem spróbuje a może nawet sam pomogę mu je doprawić. Do zobaczenia później. Powiedziawszy to znikną. Zaś Malfoy na nowo się zamyśl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz