Dźwięk 6
Gdy tylko znalazł się
na lotnisku Itachi pewnym krokiem ruszył na parking gdzie czekał na niego
kierowca. Pomimo że jego twarz była jak obojętna maska był bardzo
podekscytowany.
- Do szkoły muzycznej Konoha.- Zakomunikował spokojnie
szoferowi samemu wyglądają przez okno.
Droga z lotniska nie trwała więcej niż 15 min. Chłopak spokojnie
opuścił luksusowe wnętrze pojazdu i ruszył w kierunku szkoły.
Naruto opuścił cmentarz pełen motywacji. Podjął decyzję da z
siebie wszystko. Teraz zostało tylko przekonać się z kim przyjdzie mu
konkurować. Nie sądził żeby dyrektorce udało się dogadać z Uchihą ale to miał
być tylko pretekst aby odmówić. Co prawda nie miałby nic przeciwko grze z tym
mężczyzną zwłaszcza że był on całkiem pociągający ale… no właśnie to przeklęte
ale. Bał się najzwyczajniej w świecie tchórzył przed takim przeciwnikiem
bo co on mógł był tylko dzieciakiem
który grywa sobie w barze a nie jakimś wielkim wirtuozem skrzypiec. Nie chcąc
dalej rozmyślać o tym co może się stać ruszył lekkim truchtem w stronę szkoły. Musiał
w końcu zobaczyć listę i jak coś to pogadać z dyrektorką.
Itachi właśnie szedł korytarzem kiedy ktoś na niego wpadł. Niespodziewane zderzenie posłało obu chłopaków
na ziemie. Uchiha był wściekły. Nic co
prawda się nie stało ale przecież mógł nawet uszkodzić sobie rękę i co wtedy. Podniósł
się i górując nad chłopakiem odezwał się zimnym jak lud głosem.
- Zdajesz sobie sprawę do czego mogła doprowadzić twoja
głupota gówniarzu? Jestem skrzypkiem co byś zrobił jakbym zranił sobie rękę?
Tak głupie i nieodpowiedzialne zachowanie jest niedopuszczalne na terenie
takiej placówki jak ta szkoła.- Mówiąc te słowa wyminął chłopaka i ruszył do
auta. Sprawdzenie listy uczestników nic mu nie dało. Nadal nie wiedział kim
jest Kurama. Na liście było dwóch skrzypków których nie znał. Zdecydowanie bardziej
prawdopodobne że osobą której szukał był ten dzieciak z klanu Hyuuga którego w ogóle
nie kojarzył. Na dodatek jeszcze kiedy już wychodził wpadł na niego jakiś
bachor. Itachi potrzebował odreagować i
znał do tego idealne miejsce. Ale najpierw musiał zostawić bagaże w domu i
spotkać się z matką i bratem.
Wieczorem bar Suna był wypełniony po brzegi. Czarnowłosy muzyk
przepchał się do baru obserwując scenę.
Tymczasem za kulisami trwał zacięty monolog pewnego blondyna.
- I wiesz co i on ten napuszony księciunio miał czelność o
wszystko oskarżyć mnie. Rozumiesz? Nie dość że sam na mnie wpadł no dobra może
nie sam ale argh jak ja nie cierpię Uchihy!
- Nie przesadzasz to tylko wypadek. Zresztą to chyba nie
czas na to zaraz mamy występ.
- Dobra, dobra już się przebieram po prostu musiałem się
wyładować.
Nagato obserwował chłopaków z rozbawieniem był już przyzwyczajony
do monologów blondyna jak i spokojnych wtrąceń Gaary. Wrócił wspomnieniami do
wieczoru kiedy się poznali. Na początku wydawali mu się kompletnie różni jak
ogień i woda. Szybko jednak się
przekonał że źle ich ocenił. Zdawać by się mogło że czerwono włosy jest jak
płomień. Żywiołowy porywczy temperamentny a do tego elektryk który tak
uwielbia. Ale już po paru spotkaniach to wrażenie znika pozostaje zamknięty w
sobie nieufny buntownik z dość dużymi problemami rodzinnymi. Zaś Naruto który
zdawał mu się spokojnym dość nieśmiałym chłopakiem okazał się istnym wulkanem
energii. Niestety jak i w przypadku Gaary nie było to wszystko. Niebieskooki miał
wiele sekretów nigdy nie dało się do końca powiedzieć co myśli albo przewidzieć
jego poczynań bardziej niż ogień czy wodę przypominał wiatr zmienny nieuchwytny
w pewien sposób wolny ale i samotny. Kiedy wchodzili na scenę zostawiali
wszystko za sobą stawali się zupełnie kimś innym ale Nagato nieraz miał
wrażenie że to właśnie wtedy tak naprawdę są sobą.
Z zamyślenia wyrwała go ręka na ramieniu. Odwrócił się i spojrzał
wprost w czarne oczy swojego przyjaciela.
- A więc to oni?
-Itachi mógłbyś mnie tak nie straszyć?- Oczy nowoprzybyłego obserwowały
muzyków. Kiedy przyglądał się blondynowi naszło go dziwne wrażenie że gdzieś
już go widział. Spokojnie ruszył w ich stronę. Wtem oczy niższego spotkały się
z jego. Teraz go poznał to był ten dzieciak który na niego wpadł.
- No nie tylko nie Uchiha.- Jęknął blondyn ze
zrezygnowaniem.
- A co trema wzięła?
- Chyba cholera. Jeżeli o mnie chodzi to mam dosyć tej
rodzinki tak na no nie wiem wieczność?
- Przesadzasz Kyuu. Zamiast marudzić to się pakujcie na
scenę. Itachi masz skrzypce?- Wymowne spojrzenie później.- O co ja pytam. Shukaku
co ty na to żebyś dzisiaj pomógł mi z rachunkami?
- Czemu nie.
- Zdrajca!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz